poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Rozdział 16

*Oczami Riker'a*
Obudziłem się o 7:00 rano z bólem głowy i kacem. Po doprowadzeniu się do porządku dziennego postanowiłem odwiedzić Vanessę w pokoju. Wyszedłem ze swojego królestwa i udałem się do pomieszczenia zamieszkiwanego przez starszą Marano. Po drodze spotkałem Ross'a, który szedł w stronę pokoju Lau. Z tego co wiedziałem Laura nie miała najmniejszej ochoty go widzieć.
-Rik co ty robisz?- spytał mój młodszy brat.
-Mógłbym zadać to samo pytanie.
-Idę do Laury, a wcześniej do kwiaciarni.- miałem go wcześniej prosić aby tam nie szedł, ale może chciał ją przeprosić.
-Ja wybieram się do Nessy.
-Aha, to powodzenia brachu.- uśmiechnął się.- Pamiętasz coś z wczoraj?
-Kompletnie nic, a ty?- powiedziałem zgodnie z prawdą.
-Cóż. Ja też. Spadam. Cześć.- pożegnał się.
-Pa.- po tych słowach zapukałem do drzwi przyjaciółki.
-Kto się dobija?- powiedziała zaspanym głosem.
-To ja, Riker.
-Aha, czyli mój mąż?- czy ja żeniłem się z Van? Wylądowałem w Vegas?
-Co?- w tym momencie dziewczyna otworzyła i pokazała ruchem ręki, abym wszedł i usiadł. Widocznie obudziłem Marano, ponieważ była w piżamie.
-Wczoraj wraz z Ell'em i Ross'em uznaliście mnie, Dells i Lau za swoje żony.- powiedziała wsciekła.
-OMG! Przepraszam Ness. Zachowywałem się jakoś?
-Jeżeli naśladowanie Gagi w taksówce można uznać za jakieś przyzwoite zachowanie to tak.- zaśmiała się, a ja złapałem za głowę.
-Jezu, przepraszam.- złożyłem ręce w geście przeprosin i uklnęknąłem przed nią.
-Dobra, wstawaj! Rozumiem. Sama niestety takie rzeczy czasem wyprawiam.
-Hmm... Chyba aż tak psycho jak ja nie jesteś.- zaśmiałem się.
-No nie. Jestem gorsza.
-No to muszę cię kiedyś upić.- spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
-Tsaa.. Uwierz, że tego nie chcesz.-przekonywała.

*Oczami Laury*
Ktoś obudził mnie pukaniem do drzwi. Nie ukrywam, że mnie to zirytowało. Ludzie chcą spać, a ja muszę wstawać, bo komuś zachciało się mnie zobaczyć. Niech to nie będzie ten wkurzający Lynch. (Dla niekumatych i Ellingtona Rattliff'a, Rocky'iego i Ryland'a Lyncha chodzi o Ross'a xD) Nie mając innego wyjścia zwlekłam się z łóżka, założyłam szlafrok i udałam się do drzwi. Po otworzeniu zobaczyłam znajomą, znienawidzoną twarz. Od razu trzasnęłam drzwiami zamykając je Ross'owi przed nosem.
-Lau, proszę porozmawiajmy.
-Nie, Ross. Najpierw ignorujesz mnie i łazisz sobie z Maią na kawki, potem podajesz mnie za swoją żonę. Traktujesz mnie jak zabawkę!- zaczęłam płakać.
-Moja wina, że nie lubisz Mai? Nie rozumiesz, że ja się z nią przyjaźnię i chcę abyście się dogadywały.
-Ja, ja, ja... Ciągle tylko ja! Moje zdanie się liczy?!
-Oj, Laura...
-Nie Laura, tylko ty. Ty wszystko zniszczyłeś. Myślałam, że mamy szansę zbudować prawdziwą przyjaźń... Pomyliłam się.
-Ale...
-Nie ma ale Rossy. Najlepiej będzie się rozejść. Ty idź do Maiki, a ja do twojego rodzeństwa i Van.- nic nie mówiąc odszedł, a ja pogrążyłam się w płaczu.

*Oczami Ross'a*
Czy ja jestem jej własnością? Obiecywałem jej coś? NIE! Narzekałem na Maię, ale ona to nic w porównaniu do Laury. Pzywłaszczyła mnie sobie bez mojej zgody. A myślałem, że się zaprzyjaźnimy... Cóż... Nic z tego! Idę właśnie w miejsce, gdzie umówiłem się z Maiką. Patrząc przed siebie dostrzegłem znaną mi doskonale brunetkę z dwoma innymi dziewczynami. Podbiegła do mnie i rzuciła na moją szyję.
-Rossy!
-Cześć Maia. Udusisz mnie zaraz.- zaśmiałem się. Podeszły do nas dwie, pozostałe brunetki.
-Ross, mam nadzieję, że się nie obrazisz. Postanowiłam wziąć ze sobą koleżanki.- wskazała na nastolatki. -To Courtney i Kenndall. Dziewczyny poznajcie Ross'a.- po tych słowach uścisnąłem dłonie obydwu. Później wyruszyliśmy w drogę do Koloseum.
-A więc gdzie mieszkacie?- zwróciłem się do Court i Ken.
-Ja w L.A. a Kenndall w Nowym Jorku.- odpowiedziała Ney.
-O!- zdziwiłem się- Ja też jestem z Los Angeles. Mieszkam w okolicy plaży, a ty?
-Też, ale bardziej w centrum.
-Ross może wpadniesz kiedyś do mnie, do Paryża?- naszą rozmowę przerwała Maia.
-Jasne. Na pewno odwiedzę cię w ferie zimowe.- uśmiechnąłem się. Potem jeszcze rozmawialiśmy o wszystkim i niczym. Kilka minut później rozpoczęliśmy oglądanie zabytku, do którego zmierzaliśmy.
------------------------------------------------
Witam Państwa! Mamy kolejny rozdział, niestety dość późno. Lodo Swift oczywiście zamiast pisać całymi dniami siedziała na tt, ig, fb. Opóźnienie spowodowane ekipą VL w Polsce. Ja oczywiście nie napisałam żadnego postu na Vilovers :( Czytanie po nocach innych ff zamiast zajmowanie się swoimi. Taka mini info, która pewnie was nie obchodzi, ale spodziewajcie się rozdziału na "znów w studiu". Dzisiaj jakoś ta notatka mi nie wychodzi. Widzę, że groźba zadziałała xD Teraz piszę wam OSy, żeby nadrobić z rozdziałami. Nie rozpisując się, żegnam:)

3 komentarze: