wtorek, 28 lipca 2015

Rozdział 10

*Oczami Laury*
Rydel udała się w stronę dziewczyny, która grała na gitarze. Razem z siostrą pobiegłyśmy za nią. Gdy ciemnowłosa skończyła biłyśmy Delly i Van brawa. Pierwsza zagadała siostra Lynch'ów:
-Hej. Ta piosenka była super. Komponujesz?- mówiła to po angielsku, więc dziewczyna dopiero po chwili zastanowienia odpowiedziała:
-Dziękuje. Sama ją napisałam. Nazywa się "Universo". A tak w ogóle to jestem Lodovica.
-Laura.- powiedziałam po czym przedstawiłam też moje towarzyszki. Ryd od razu spojrzała w nuty nowej znajomej. I jak to ona zapytała:
-"Universo"? Hmm... To po włosku? Jesteś z Włoch?
-Tak, ale piszę po hiszpańsku. Bardzo lubię ten język. Tytuł piosenki to "Wszechświat".
-O, fajnie. My też interesujemy się muzyką. Rodzeństwo Delly też komponuje. Ja i Lau lubimy śpiewać.- opowiedziała Van.
-Może chcesz poznać moich szalonych braci?
-Jak szalonych to chętnie.- zaśmiała się Lodovica a my z nią.- Też jestem dość dziwna i szalona.
-No to fajnie. Są w kawiarni obok.- powiedziała Ness pokazując na budynek, w którym znajdowali się Ross, Rocky, Riker i Ryland. Był z nimi też Ellington. Dziewczyny rozmawiając o piosence ruszyły do kawiarni, a ja oczywiście z nimi. Gdy weszłyśmy przedstawiłyśmy chłopakom Lodo. Rocky i Ryland tak jak Rydel od razu chcieli zobaczyć "Universo". Lodovica podała im nuty i tekst utworu. Po przeczytaniu tekstu Rocky postanowił wyrazić swoje zdanie:
-Lodo szacun! Niesamowita piosenka.
-Czy ja wiem? Wasze były lepsze.- jakie piosenki? Czy ja o czymś nie wiem? Oni piszą piosenki?
-Jakie piosenki? Że co? Rydel mi nic o tym nie wiem!-zaczęła poddenerwowana Nessa.
-Aaa... Nie mówiłam ci o tym, bo uleciało mi jakoś z głowy. Z pięć lat temu, gdy jeszcze żyli rodzice mieliśmy zespół. Wrzuciliśmy parę piosenek na Youtub'a, ale to nic wielkiego.- wytłumaczyła Delly.
-Aha, ale przez kilka lat zapomniałaś? Cóż.. Nie umiem się na ciebie gniewać.- westchnęła moja siostra.
-Lodovica ta piosenka jest świetna. Tam są instrumenty-Ross wskazał na wspomniane przedmioty- więc może zagramy?
-Ja z moim ulubionym zespołem?- dziewczyna nie dowierzała.- To niemożliwe! Ale skorzystam.- uśmiechnęła się.
-Ok, to ja z Rockym wszystko załatwimy zaczekaj chwilkę.- powiedział najstarszy Lynch. Po pięciu minutach chłopcy zawołali nas wszystkich na scenę. Rik, Ross i Rocky grali na gitarach, Ell na perkusji, ja i Dells na Keybordzie. Vanessa wraz z Rylandem zajęli stanowisko DJ'a. Lodo oczywiście śpiewała.
Po zaśpiewaniu/zagraniu ostatnich wersów piosenki z gromkimi brawami wróciliśmy do stolika. Gadaliśmy o wszystkim i niczym. Umówiliśmy się z Dudu na jutro i wróciliśmy do hotelu.

*Oczami Rocky'igo*
Po tym jak zostawiliśmy pamiątki z "Żelkolandii" RyRy zadzwonił do Rika i zapytał gdzie aktualnie są, więc udaliśmy się do kawiarni. Aktualnie z niej wracamy. Lodo kilka minut temu poszła w stronę swojego domu a my hotelu. Każdy ma świetny humor, więc zastanawiam się nad zorganizowaniem czegoś integracyjnego. Po chwili zastanowienia przerwałem rozmowę Ryd, Van, Rik'a, Rossa i Laury (to oni głównie się udzielali):
-Może zrobimy sobie wieczór filmowy?
-To świetny pomysł!- opowiedziała Delly.
-Też popieram.- zgodę wyrazili jednocześnie Ross, Lau i RyRy.
-No to załóżmy że Riker i Ellington też są za, więc może przydzielimy zadania.- powiedziałem.
-Jasne. Oczywiście ja to zorganizuje.- zgłosiła się moja siostra.- Rikessa idziecie na zakupy.- spojrzała na Ness i Rik'a.- Raura wybiera film i zajmuje się sprawami technicznymi, Ell i ja urządzamy pokój, w którym będziemy oglądać, Rocky i Ryland... hmm... Zamawiają jakieś jedzenie.- wyjaśniła moja siostra. Riker i Vanessa odeszli od nas w celu natychmiastowego spełnienia swojej "misji". Reszta dotarła do hotelu i się rozdzieliliśmy. Ross wraz z Laurą udali się do pokoju chłopaka, Ryd i Ell postanowili przygotować pokój Ellingtona, a z RyRym do mnie, aby poszperać w necie i obczaić restauracje. 

*Oczami Ross'a*
Rydel przydzieliła mnie i Lau do spraw technicznych. Gdy weszliśmy do mojego pokoju Laura przerwała mi włączanie laptopa:
-Ross słuchaj, ja raczej nie znam się na elektronice. Tym bardziej na telewizorach.
-Szczerze to ja też.- zaśmiałem się- Ledwo ogarniam nasz TV. Zawsze filmami zajmuje się Riker, więc ja się dziwie Dells czemu ja.
-No dobra, ale zrobić coś musimy. Może nie uda nam się spowodować zwarcia.- zażartowała brunetka.
-Ok, to może najpierw wybierzemy coś ciekawego do oglądania?-zaproponowałem, po czym wskazałem ręką na miejsce obok siebie. Chciałem aby stojąca dziewczyna usiadła koło mnie. Od razu zrozumiała gest i dosiadła się. 
-Tylko czego szukamy? 
-No nie wiem, bo każdy chciałby pewnie oglądać coś innego. Ellingtonowi, Rocky'emu i Ryland'owi marzy się jakaś bajka, Dells lubi filmy biograficzne, Rikessa pewnie zechciałaby coś romantycznego, a ja mogę się dostosować do praktycznie każdego.- powiedziałem zgodnie z prawdą. Marano ośmieszył gust filmowy trzech, najbardziej infantylnych braci.
-Nie wiem co mamy w takim razie oglądać- westchnęła.
-A ty co byś chciała?- taki tempol jak jak musiał zapomnieć o Lau...
-No nie wiem. Ja lubię fantastykę. Może Potter?
-Niezły pomysł, ale ten film zbytnio komentuje Rydel.- zaśmiałem się.- Chyba nie chcesz wysłuchiwać cały czas "Dawaj Harry!", "Ona jest super", "Nienawidzę go", "Teraz mój ulubiony moment"?
-No raczej nie. Delly aż tak przeżywa filmy? -spytała zdziwiona Lau.
-Tylko ten. Może "Czarownica"? Wiem, że Disney jest dla dzieci, ale kocham ten film.
-Jeszcze go nie oglądałam, więc czemu nie.- powiedziała z uśmiechem. Po chwili zacząłem odszukiwać w internecie wcześniej wspomnianego filmu i szukać najlepszej jakościowo wersji. Laura oczywiście mi pomagała.

--------------------------------------------------------------
Siemanko <3 Przepraszam, że dopiero dziś rozdział i wgl. Miałam kilka spraw i imprezkę, dlatego nie mogłam napisać rozdziału. A co do niego to nie mogłam się powstrzymać od dodania Lodoviki. Jak wam się podoba nowa postać? Rozdział wyjątkowo bez żelkowy. Jak zawsze mamy sielankę i wgl, ale się nie przyzwyczajajcie. Zły bohater już zaplanowany  (^.^) <----nieudany diabełek xD Stworzyłam wam nową zakładkę, a mianowicie PYTANIA DO BOHATERA. To na tyle :) Do nexta!
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ


piątek, 24 lipca 2015

Rozdział 9

Rozdział dedykowany Smile and Dream. O żelkach <3


*Oczami Vanessy*
Co ci idioci znów wymyślili? Przecież nie przeszliśmy nawet kilometra. Przed chwilą na chwilę nas postawili i poszli na naradę. Ja z Lau siedzimy na ławce i próbujemy złapać Wi-Fi. Niech tylko poczekają! Rydel zrobiła też kompromitujące zdjęcia Rocky'emu i Ellingtonowi. Mamy zamiar powstawiać je na twitera, facebook'a i instagrama chłopakom. Tylko jest jedna wada, a mianowicie jesteśmy w jakimś parku i nie ma tu internetu.
-I jak Rydel? Może tobie się udało?-pytała co chwilę Laura.
-Nie, niestety. Może wstawimy je w hotelu?- zaproponowała Delly.
-NIE MA MOWY!!-krzyczałam razem z siostrą.
-Dobra, to nie. Może gdzieś będzie ta sieć.- dziewczyna podniosła ręce w geście poddania się.

*Oczami Ross'a*
-Dobra chłopaki, nie chce mi się nosić Lau do Koloseum, więc może pójdziemy gdzieś bliżej i wrócimy?- zaproponowałem.
-Nawet nie wiesz jak ciężka jest Vanessa.- zaśmiał się mój najstarszy brat.
-Ryd jest nawet spoko, ale zgadzam się z Rossy'm. Wypatrzyłem kafejkę kilka metrów stąd, więc może tam pójdziemy.
-Ok, prowadź Elly.- powiedział Rik i wróciliśmy do dziewczyn. Tym razem szły same. Podczas drogi żartowaliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim i niczym. Bardzo polubiłem Van i Lau. Są do nas podobne i prawie najważniejsze rozumieją nasze poczucia humoru. Wcześniej nie mogliśmy znaleźć przyjaciół głównie ze względu na to. Riker najlepiej dogaduje się z Vanessą i zastanawiam się czy nie wyniknie z tego nowy paring. Dobra, koniec zwierzeń Ross'a Shor'a Lynch'a. Muszę zadzwonić do Ryland'a, zapytać co robią z Rocky'm.

*Oczami Rocky'ego*
Właśnie wyszliśmy na zewnątrz i zmierzamy do "Żelkolandii". Rozmawiałem z RyRy'm o smakach żelków które nas tam spotkają. (tak, wiem imponujący i arcyciekawy temat, ale nie miałam innego pomysłu~ od aut.) Naszą dyskusję przerwał telefon mojego brata. Ryland odebrał i ustawił tryb głośnomówiący. Jak się okazało dzwonił Ross.
-Siema, siema! Witam moich ukochanych braciszków.- przywitał się trochę szalonym głosem.
-No elo. Co robicie? Bo my idziemy zwiedzać jakiś sklep.- skłamałem, ponieważ gdyby Ell się dowiedział miałby focha forever.
-Ok, choć to dziwnie brzmi to sobie zwiedzajcie. My idziemy do Koloseum.
-Jasne. Do zobaczenia później. Pa.- pożegnał się RyRy i zakończył rozmowę. Już po kilku minutach dotarliśmy na miejsce. Bez zastanowienia weszliśmy do budynku. Był to sklep z różnymi rodzajami żelków. Można było również podziwiać konstrukcję z naszych ulubionych słodyczy. Oto kilka zdjęć, jakie tam zrobiłem:


Nie ma co... Jaki jestem mądry. Robiłem zdjęcia żelkom. Ryland też zrobił kilka. Szkoda, że nie ma z nami Ell'a, ale jak woli łazić z zakochańcami niż "świata żelek" to proszę. Jego wybór. Oglądając tak słodycze sami zechcieliśmy ich trochę zjeść, więc udaliśmy się do sklepu z "pamiątkami". Kupiliśmy kilka zwykłych paczek misi na teraz oraz upominki dla całej ekipy i siebie. Trzy ogromne misie ponad 40 centymetrów trafiły do mnie i brata oraz Ellingtona, dla Vanessy kilogram jakiś o smaku melisy, żeby się tak nie wkurzała., dla Delly różowe serduszka w tej samej ilości, Lau postanowiliśmy obdarować bananowymi a dla Ross'a i Rik'a zakupiliśmy dziesięciocentymetrowe węże. Wracając do domu zajadaliśmy misie i rozmawialiśmy o odwiedzonym miejscu.

*Oczami Rydel*
-Chłopaki to nie droga do Koloseum. - powiedziała Laura gdy skręcaliśmy w przeciwną stronę od położenia zabytku.
-No i?- zapytał jakby nic się nie stało Ross.
-No i głowa cię boli.- dogryzła Vanessa.
-Taa... Chodźcie i nie marudźcie. -powiedział widocznie znudzony sytuacją Ratliff. Posłusznie wyruszyliśmy w dalszą drogę. Po piętnastu minutach Riker otworzył drzwi jakiejś kawiarni.
-I to ma być to Koloseum? Kiedy pogodziłam się z myślą gdzie idziemy wy zmieniacie plany.- powiedziała ze smutkiem Ness. 
-No cóż... Jutro się tam wybierzemy.- odpowiedział z uśmiechem Ell. Potem weszliśmy do budynku, zajęliśmy stolik i analizowaliśmy kartę dań. Po chwili podeszła do nas kelnerka. Z racji, iż nikt nie zna włoskiego pokazaliśmy palcem co chcemy. Ja i siostry Marano przed podaniem naszego zamówienia udałyśmy się do sklepu z pamiątkami, który znajdował się obok. Było tam dużo bardzo ładnych, własnoręcznie zrobionych drobiazgów. Jednak nie pokusiłyśmy się na zakup żadnego z nich. Wychodząc ze sklepu usłyszałyśmy dźwięk gitary. Na ławce koło kawiarni spostrzegłyśmy dziewczynę grającą na instrumencie. Bardzo spodobała mi się słyszana piosenka i postanowiłam do niej podejść.
----------------------------------------------------------------
Heja miśki <3 Jak tam wakacje? U mnie nawet ok. Jak podoba wam się wizyta w "żelkolandii"? Tak sobie dzisiaj myślałam i doszłam do wniosku, że ten blog jest za bardzo infantylny. Koniec żelek? Decyzja należy do was. Teraz sprawa next'a. Chyba będzie jutro bądź po jutrze. I pytanie o kolejną zakładkę, bo bohaterów jak zauważyliście już zrobiłam. A więc chcecie najpierw pytania do bohaterów czy pokoje i przedmioty? To chyba wszystko. Do napisania!
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ



czwartek, 23 lipca 2015

Rozdział 8

*Oczami Laury*
Po chwili dosiadł się do mnie Rossy. Zaczął się ze mną droczyć:
-Lau, a wiesz co?
-No oświeć mnie.- powiedziałam z udawanym zainteresowaniem, na które niestety się nie nabrał.
-Idziemy na spacer. Do Koloseum.
-Pojebało cię?!-krzyknęłam.-Od hotelu jest całe 5 kilometrów.
-Nie masz przy tym możliwości udania się po buty na płaskim obcasie.- powiedział, po czym zaśmiał się złowieszczo.
-Dzięki za propozycję, ale z niej nie skorzystam. - powiedziałam, a blondyn zrezygnowany milczał przez pięć minut. Ciszę przerwał jego telefon. Dostał od kogoś smsa.

*Oczami Ross'a*
Dostałem SMS od Vanessy, a właściwie zdjęcie, na którym byłem ja w samochodzie Ryd ze zmontowanym makijażem i koroną. Dopisała:
"Gotowy na zemstę na braciszka? xD"- gdy to przeczytałem wytrzeszczyłem oczy. Postanowiłem nie mówić Laurze, ponieważ mogła być w to wmieszana.
-Lau idę do łazienki i zaraz wracam. Jak będzie kelnerka zamów mi szklankę wody.
-Ok. Jasne.- odpowiedziała Laura, po czym ja udałem się do toalety. Udałem się w stronę pomieszczenia, jednak nie wchodziłem do niego. To była tylko wymówka, aby zadzwonić do Rikera.
-Siema brat. Co tam?- odebrał.
-Hej. Mam mały problem, a mianowicie zostałem pierwszą ofiarą zemsty dziewczyn. Ja też chce coś im zrobić, bo wiem co planują. Van zamiast do ciebie wysłała mi smsa z foto montarzem, na którym jestem. Jakbyś zobaczył to byś się porzygał. Plis pomóż mi.
-Ok, ale jaka ta zemsta?-zapytał z zaciekawieniem Rik.
-Ty weź wygodne buty przede wszystkim. Van będzie w szpilkach tak jak Lau, więc wyciągniemy je na spacer do Koloseum. Powiedz Ell'owi, bo bierzemy jeszcze jego i Rydel. Jak chcą może iść jeszcze Rocky i RyRy.-po wytłumaczeniu planu zakończyłem rozmowę. Wróciłem do Laury. Na naszym stoliku stała już moja woda i sok truskawkowy dziewczyny. Po wypiciu napojów i rozmowie czekaliśmy na resztę. Przyszła Vanessa ubrana tak. Riker za nią.
-Jakie macie plany na dziś?- zapytał mój brat.
-Idziemy do Koloseum. A co?
-Nie ja! Ross to sobie ubzdurał!- krzyczała Laura, która szturchała mnie w ramię.
-Chcesz czy nie chcesz idziesz Laura.- powiedziałem stanowczo.
-Ok to my idziemy z Van też.- ach ten Riker... Chyba nie umie się wypowiadać z sensem.
- No to poczekamy na resztę?- zapytała Laura.
-Ok, to ja idę założyć trampki.
-Nie ma mowy!-krzyczał Riker.
-Siema. Idziemy na ten spacer?- zapytał Ell, który właśnie zszedł z Rydel ubraną w ten sposób.
-Dobra, RyRy i Rock powiedzieli, że zostaną.- powiedział Riker, po czym wszyscy opuściliśmy restaurację.Dziewczyny mordowały nas wzrokiem. Szliśmy tak z 15 minut. Potem Ell zebrał chłopaków na naradę, oczywiście bez dziewczyn.
-Chłopaki, a może nie pójdziemy do Koloseum i po jeszcze kilku minutach się wrócimy. - zaproponował Ratliff.
-Ok, w sumie to niezły pomysł.- skończyliśmy rozmowę. Podszedłem do Laury.
-Rossy, nogi mnie bolą.- zaczęła narzekać, na co ja się śmiałem.
-Nie masz co marzyć o noszeniu.- zaśmiałem się z Rikiem.
-Riker a może ty będziesz mądrzejszy i weźmiesz swoją ulubioną Marano na ręce?- spytała z nadzieją Vanka.
-Wiesz co?- zaczął udawać, że się zastanawia, po czym odpowiedział- Nie.- po tych słowach Ness zaczęła mu obiecywać:
-Jak tylko wrócimy do domu to czeka cię ucieczka przed moją zabójczą szczotką. Może jeszcze zakaz TV? Rydel co ty na to?- zwróciła się do mojej siostry, która kiwnęła głową na znak pozwolenia. Nessa kontynuowała- Może Ross będzie tak miły i mnie weźmie?- spojrzała na mnie, zszokowany odpowiedziałem:
-Po moim trupie. Laura chodź, wolę ciebie.- powiedziałem ironicznie i wystawiłem język Vanessie.
-Ell może ty?
-Nie dzięki.- po tych słowach wziął Rydel na ręce- Sorki Van, ale niosę Delly.- uciekł od nas. Oczywiście z blondowłosą.
-Dobra, żeby się wymigać wezmę Laurę.- zaśmiałem się.
-Ty idioto! Może trochę bardziej elegancko! Jakieś pozwolenie?- krzyczała Lau kiedy zacząłem ją brać za kolana.
-Nie muszę go mieć, bo wiem, że kochasz mnie po przyjacielsku.- kontynuowałem branie dziewczyny na ręce.
-Chciałbyś.- parsknęła.
-No dobra, chodź Van.- powiedział Riker i także wziął dziewczynę na ręce.

*Oczami Rocky'ego*
<W tym samym czasie>
-RyRy zakochańce se poszły na spacer, a my co robimy?- zapytałem wchodząc do pokoju brata.
-No nie wiem. Chodź to popatrzymy co warto tu zobaczyć.- wskazał na laptopa, którego trzymał na kolanach. Dosiadłem się do niego, jednak ku mojemu zaskoczeniu zamiast wyszukiwarki dostrzegłem stronę o nazwie "Żelkolandia". (Smile and Dream jednak ta twoja żelkolandia istnieje xD~ od aut.)
- Gdzie to?- zapytałem naprawdę zaciekawiony.
-Na ulicy obok. Idziemy?
-A Ellington? Co z nim?
-A jemu coś kupimy. -zaśmiał się mój brat.
-Dobra to chodź.- wstaliśmy z łóżka, na którym siedzieliśmy i udaliśmy się do "świata żelek".

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział :) Tutaj mamy zakochańców. Kolejny post będzie o żelkach :D Kto się cieszy? Mam prośbę do niekomentujących czytelników, a mianowicie skomentujcie jakoś post, nie wymagam niewiadomo jakich poematów czy wypracowań, Wystarczy mi zwykłe słowo czytam czy jakaś kropka, choć wolałabym zwykłe, fajne komentarze. Także z góry dziękuje i zabieram się za pisanie nexta. Do napisania!
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ!

wtorek, 21 lipca 2015

Rozdział 7

*Oczami Laury*
-Twój tata nie żyje.- kiedy oznajmił mi tę wiadomość zrozumiałam tę ciszę. Nie wiem co myśleć. Zaczęłam płakać. Nie spotkam już mojego ojca. Nawet nie byłam na pogrzebie. I jedziemy do tak cudownego miejsca jak Włochy. Nie wiem jak to będzie...
-Laura, proszę cię nie płacz.- usłyszałam Ross'a.  Pokiwałam przecząco głową. Po chwili blondyn mnie przytulił. Zaczęłam się uspakajać. Rydel pocieszała Vanessę. Wszyscy byli dość cicho.

<Kilka godzin później>
Już się w miarę uspokoiłyśmy, ja mam trochę prościej, ponieważ nie pamiętałam taty. Do tej pory przebywałam w ramionach Ross'a. Zdążyłam się uspokoić.
-I jak? Już w porządku?- zapytał brązowooki
-Tak. Możesz mnie puścić?- zapytałam wskazując na jego ramiona.
-Jasne.- odparł lekko smutny. Po chwili z głośników rozległ się dźwięk:
- Pasażerowie lecący do Rzymu wysiadają za pół godziny.
-Już? Nawet nie zjadłem swoich żelków.- powiedział z udawanym smutkiem Ryland. Po jego słowach wszyscy wysiedliśmy i zamówiliśmy kilka taksówek.
-Kolejne sprawy organizacyjnie?- zapytał Ratliff.
-Zgadza się.- powiedziała z uśmiechem Dells. - Ja jadę z Ell'em i Rocky'm, bo nie chcę aby roznieśli auto, Rikessa razem, bo chcę być ciocią za jakieś dwa lata.
-Ej! Nie myśl o tym!- krzyczeli Rik i Van. Szczerze mówiąc też sądzę, że za rok lub dwa zatańczę na weselu siostry. Na bank Vanessa będzie kolejną Lynch'ówną. Hahah.
-Wracając Raura przygarnie do taxi Rylanda.
-Ok.- powiedziałam po czym wszyscy wiedliśmy w określonych przez Ryd grupach. Podczas jazdy Rossy podziwiał widoki, a ja rozmawiałam z najmłodszym Lynch'em.
-Jak poznałyście moje rodzeństwo?- zapytał chłopak.
-Szczerze mówiąc poznałam ich dopiero wczoraj, za to Vanessa i Rydel to najlepsze przyjaciółki już od kilku lat. Poznały się kiedy mieszkałyśmy jeszcze w Paryżu.- wyjaśniłam.
-Mieszkałaś w Paryżu?- zapytał ze zdziwnieniem.
- Oui (czytaj łii).
-WoW! To moje ulubione miasto. Jak tam jest na co dzień?- pytał z ciekawością Ryland.
- Wiesz Ryland- zaczęłam, ale chłopak  mi przerwał:
-Czemu mówisz tak oficjalnie? Wolę RyRy.- uśmiechnął się.
-A więc RyRy dla mnie na początku było jak w bajce, ale teraz to miasto źle mi się kojarzy.- posmutniałam.
-Ojejciu. przepraszam- powiedział najmłodszy Lynch.
-Ach, RyRy... Ty królu i mistrzu taktu.- westchnął Ross. Po jego słowach okazało się, że jesteśmy przed hotelem. Po wyjściu z samochodu czekaliśmy na resztę, która nadal była w drodze.

*Oczami Rikera*
 Właśnie jadę taksówką. Vanessa podziwiała widok i kłóciła się przez telefon z Rocky'm o trasę podróży. Szczerze to nie wiem, czemu akurat z nim. Ness najpierw wybiera się do Koloseum a mój brat chce iść do Panteonu. Ja już szykuję zemstę za dla swata (mojego braciszka :\) W tym zamieszaniu nie zrobiłem niczego, aby przybliżyć rzeczywistości Raurę. No ale teraz muszę się mieć na baczności, ponieważ Rocky powiedział, że dziewczyny coś knują. Nie wiem czy to dotyczy mnie, ale myślę, że to zemsta za naprawdę "super sposób" schodzenia ze schodów.
-Jesteśmy na miejscu.-powiedział kierowca taksówki przerywając mi przemyślenia.
-Dziękujemy.- powiedziałem, po czym Rocky i Van wysiedli, a ja zapłaciłem za usługę. Przed hotelem spotkaliśmy już Laurę, Ross'a i RyRy'ego.
-Gdzie reszta?- zapytała Van.
-Jeszcze nie przyjechali, a co?
-A nic. Tak po prostu pytam. Biedna Ryd. Jazda z tymi baranami to naprawdę sama przyjemność.- westchnęła z sarkazmem starsza Marano.- Dobra to chyba na nich poczekamy.- stwierdziła.

*Oczami Rydel*
Skoro tylko wsiadłam do taksówki Rocky i Ell zaczęli się wygłupiać. Kazali mi usiąść po środku, aby nie zakłócać ich planów. Dziwne... Oni i plany? To najbardziej spontaniczni chłopacy jakich znam, a oni mówią o planach. Po chwili zauważyłam jak odsuwają szyby pojazdu.
-Co wy chcecie robić? Nie jest przecież gorąco.- powiedziałam oburzona.
-Dowiesz się siostrzyczko.- powiedział Rocky z tym jego wkurzającym uśmiechem. Zawsze uśmiechał się w ten sposób gdy chciał coś zmalować. Oni są jak duże dzieci... Czekałam aż dokończą swoje "plany". Po chwili gdy okna samochodu były już całkowicie uchylone Rocklington (tak nazywam tę zabójczą dwójkę) wychylili się zza auta i do pasa znajdowali się poza pojazdem. Kierowca jechał dość szybko i wzdychał na widok tych pacanów.
-Barany! Przestańcie!-krzyczałam na nich, ale oni kompletnie mnie olali. Przechodnie patrzyli się na nich jak na ludzi niezrównoważonych psychicznie. Ja skulona schowałam głowę w kolana, ponieważ nie chciałam, aby ktoś mnie zobaczył z tymi idiotami. Czekałam, aż zakończymy tę przejażdżkę. Po kilku minutach znaleźliśmy się na mniej ruchliwej drodze i podniosłam się. Dojeżdżaliśmy do reszty ekipy a oni na widok tych dwóch szaleńców wybuchli śmiechem. Tylko Ryland krzyczał:
-Ja też tak chcę! A ja?! Czemu nie pojechałem z nimi?!
<Kilka minut po wysiadce z Taxi>
Po kilku minutach które spędziliśmy na rozmowie pognaliśmy do hotelu. Tam odebraliśmy klucze do pokoi i każdy udał się w swoją stronę. Laura była sąsiadką Ross'a, Vanessa Rika, ja Ell a na przeciwko mieszkali RyRy i Rocky. Każdy po rozpakowaniu się miał iść do kafeterii na parterze budynku.

*Oczami Ross'a*
Dość długo się rozpakowywałem, ale i tak pierwszy wyszedłem z pokoju. Wychodząc natchnąłem się na Lau, która robiła to samo. Była w tym stroju:
*bez kapelusza i okularów~ od aut.

-Co to pani taka elegancka?- zapytałem z uśmiechem. 
-Chyba muszę jakoś wyglądać. - powiedziała.
-Znowuż szpilki i chodzenie przez schody?- spojrzałem na stopy brunetki.
-Tak, ale nie trzeba mnie nieść, bo to nie wyścig.- zaśmiała się. Czy ona czyta mi w myślach?
-A szkoda.
-Nie masz co marzyć o noszeniu mnie! Nie po tym ze schodami i kopiowaniem sposobów Rocky'ego!
-A po łapaniu w ucieczce przede mną?- uśmiechnąłem się.
-To był ostatni raz. A teraz pozwól, że pójdę sobie na dół. - chciała mnie zignorować i wyjść z korytarza. 
-Nie ze mną te numery!- krzyknąłem i zacząłem gonić Laurę. Ona na chwilę przystanęła i szybko zdjęła buty. Ganialiśmy się aż do momentu, w którym byliśmy w hotelowej restauracji. 
-Dobra, ogarnij się Lynch.- zwróciła się do mnie spokojnie siadając prze stoliku. Usiadłem obok niej. 

------------------------
Rozdział z ekipą we Włoszech! Ostrzegam nie próbujcie naśladować zachowania Ell'a i Rocky'iego xD W kolejnym rozdziale dowiecie się co Van zrobi ze zdjęciami Ross'a w samochodzie Rydel. Możecie obstawiać :) Do napisania!
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ


niedziela, 19 lipca 2015

Rozdział 6

*Oczami Laury*
<Nadal w domu Lynch'ów>
-Mam super pomysł!!!- krzyczała Vanessa.
-Jaki?- zapytałam z zainteresowaniem.
-Powiem tylko tobie i Ryd.- powiedziała przybliżając się do mojego ucha.
-Już jakieś tajemnice...- westchnął Ross.- Założę się, że coś przeciwko mnie bądź chłopakom.
-Rossy, ty mój braciszku...- zaczęła słodko Delly, ale po chwili zmieniła ton głosu na straszny, ponury- rusz się i zapakuj wszystkie walizki do samochodu.- chłopakowi zrzędła mina, ale mimo to poszedł po bagaże.
-Tak Van?- zaczęłam, gdy już zrobiłyśmy mini kółko i chciałyśmy się dowiedzieć co wymyśliła Ness.
-A więc Dells, jeżeli to możliwe pozwól mu jechać, a ja zrobię mu kilka zdjęć za kierownicą twego różowego auta.- zaśmiałyśmy się złowieszczo, a potem zadałam pytanie:
-Czy to zemsta za schody? Co z Ell'em i Rocky'm?
-Tak, to za to.- uśmiechnęła się i po chwili zastanowienia dodała- Może by tak te żelki wymienić (i potem oczywiście dostarczyć Smile and Dream xD ~ od aut.) na... hmm...
-Na kwiatki.- zaśmiała się siostra Lynch'ów.- Ellington jest tak, głupi więc złapie się, że są od Rocky'iego.- wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.
-Tylko to robimy w Rzymie, tak?- zapytałam.
-Koniec obrad tej zabójczej trójki!- krzyknął Rossy. -Wsiadać!
-Dobra, zaraz bo chyba zapomniałam swojej ulubionej szminki.- krzyknęła Ryd. Ona wiedziała, jak zacząć tą rozróbę... W czasie gdy dziewczyna niby szukała pomadki Vanka podeszła przed samochód. Oczywiście z telefonem. Udawała, że gra na telefonie, a tak naprawdę cykała mu zdjęcia w różowym samochodzie. Niestety nie wiem co dalej chce z nimi zrobić.
-Już mam spakowaną!- powiedziała Rydel szybko wychodząc z domu. W samochodzie Nessie pokazała nam fotki, które wyglądały naprawdę śmiesznie. Wszystkie chichrałyśmy się jak wariatki.
-Co znowu wam tak do śmiechu? -spytał spokojny i skupiony na drodze Ross.
-A to, że korzystamy z ostatnich minut życia. Bo znając ciebie...- powiedziała z sarkazmem Ryd.
-Oj, bez przesady...- odpowiedział blondyn. Byłyśmy już na miejscu. Rydel szybko wysiadła. Tak samo jak Van. Nie zważając na walizki, nasze prośby i błagania pobiegły zabić Rikera. Ja jedyna postanowiłam pomóc najmłodszemu Lynch'owi.( ops... przecież to Ryland jest najmłodszy, więc muszę się odzwyczaić od mówienia tak na Ross'a). Wzięłam walizki Vanessy, Lunę, czyli gitarę Ross'a Nie rozumiem jak można nazywać instrumenty... I mówić, że się je kocha. Ale teraz nie o tym. A więc jak mówiłam wzięłam gitarę, bagaże Nessii i walizkę żelek. Resztę zabrał Rossy.
-Nie za ciężko ci to nieść? Chyba trochę za dużo dałem ci tych walizek. Coś od ciebie wziąć?-pytał z troską.
-Nie. No coś ty. Nie pozwolę ci na noszenie 23 rzeczy. I tak masz 17 bagaży.
-Nie wiem szczerze jakim cudem tyle nosisz. Wiem, nie jestem dżentelmenem. Powinienem to sam targać.- czy on jest nierozumny? Przecież mówiłam, że mam za mało. Dalej już nic nie mówiąc udaliśmy się w stronę Rikera, dziewczyn i Ryland'a.
-Van, Lau to jest Ryland.- zaczęła przedstawiać nam ( ku mojemu zdziwieniu) bruneta średniego wzrostu. Z Lynch'ów których dotychczas poznałam najbardziej podobny był do Rocky'iego. -a RyRy to Laura i Vanessa Marano, czyli wkrótce nasze współlokatorki.- tym razem Ryd zwróciła się do brata. Podaliśmy sobie z uśmiechem ręce. Miłą atmosferę zepsuł Rik i Dells. Dziewczyna goniła brata za dzisiejszy numer z Rylandem. Przynajmniej tak mi się wydaje... Nigdy nie pojmę Lynch'ów.

*Oczami Rikera*
No i pięknie... Zachowuje się jak mały chłopczyk. Na dodatek przy Vanessie. Muszę spróbować spoważnieć. Ale kiedy to się stanie? No cóż. Zamiast dzielić się z wami jakimiś nudnymi myślami najstarszego Lynch'a powiem co się działo dalej. A więc poszliśmy do odprawy. Ellington dał paczkę żelek, aby pozwolono mu przewieść słodycze i jego picie. Uszczęśliwieni Rock, Ell i  RyRy chcieli od razu wparadować samolotu, ale Rydel ich zatrzymała i zebrała nas w jedno miejsce.
-A więc sprawy organizacyjne. W samolocie ja siedzę z Van, Ell z Rocky'im Laura z Ross'em a Ryland z Rikiem.- wyjaśniła Delly.
-Ok, a kto w którym miejscu? zapytał Rossy.
-Na biletach macie miejsca. Jak można być takim tępym?- westchnąłem.
-No to wsiadamy. Chodźcie.- powiedziałem, po czym wszyscy znaleźliśmy się w maszynie.
<Kilka godzin potem>
Wszyscy znużeni podróżą zasnęli. Zostałem tylko ja, Ross i Vanka. - z nudów zadzwoniłem do Rossy'iego.
-Jak tam się miewa mój prawie najmłodszy brat?
-Trochę mu się nudzi. A najstarszy, najodpowiedzialniejszy i najgłupszy Rikuś?- zapytał z ironią chłopak.
-Wcale nie głupi.- odezwała się Ness siedząca przed Rossem.
-Oooo...- zabuczał- Może od razu zostańcie parą? Nie będzie zbędnych cyrków i ja zapytam za Rikera.- ja mu dam pytanie za Rikera!!! Co za brat?!! - Vanessa zostaniesz dziewczyną Rika?- zwrócił się do dziewczyny.
-Odpowiem jak on mnie zapyta, ale na pewno nie ty w jego imieniu!- uśmiechnęła się do mnie Nessa.- Gdyby pytał Ell odpowiedziałabym.- zaśmiała się. Spojrzałem na nią z przepraszającym wzrokiem, jednak dziewczyna nie przejęła się sytuacją i mi wybaczyła za tego szczeniaka. Niech no tylko poczeka jak obudzi się Laura... Będzie źle. Przynajmniej dla niego. Potem zacząłem smsować z Vanessą.:
-"Hej :3 Sorry za tego szczeniaka. On jest niezrównoważony psychicznie..."-napisałem.
-"Spox. Nic się nie stało ;) Pamiętam gdy Lau wycinała mi takie numery. Lepiej tego nie wspominać xD"- dostałem odpowiedź. Potem popisaliśmy jeszcze o jakiś drobnostkach. Tak minęło moje kolejne pół godziny.

*Oczami Vanessy*
Przed chwilą skończyłam pisać z Rikiem. Utwierdzam się w przekonaniu, że jest bardzo fajnym, miłym chłopakiem. Tsaa... Teraz Vanessa mówi o sobie w trzeciej osobie i jak stara babcia. Nie ważne. Opowiem co wydarzyło się dalej. A więc nie zdążyłam nawet schować telefonu i usłyszałam swój dzwonek, czyli "Updown Funk". Bez zastanowienia odebrałam.
-Witam. Czy dodzwoniłem się do Laury bądź Vanessy Marano?
-Tak, to ja Vanessa Marano.
-Mam dla pani bardzo smutną wiadomość. Pani ojciec Damiano Marano umarł tydzień temu. Już po pogrzebie. Mam dla pań wiadomość. że obydwie w spadku dostajecie po 10 mln dolarów, które są już przelane na wasze konta i willę w Sydney.
-Dziękuje za informację. Gdzie został pochowany?- zapytałam, po czym poczułam, że po moim policzku spłynęła łza.
-W Australii. W banku w Kalifornii będziecie mogły odebrać klucze do domu.
-Jeszcze raz dziękuje. Jadę aktualnie na wakacje, ale po przyjeździe na pewno zawitam do banku.- rozłączyłam się. Byłam zapłakana. Po chwili zadzwonił Riker.
-Van co się stało? Czemu płaczesz?
-Nasz ojciec umarł.- kolejna porcja łez wypłynęła z moich oczu.
-Jejciu Vanessa. Trzymaj się. Wiemy jak to jest stracić rodzinę.- w naszą rozmowę wciął się Ross.
-Nie waż się porównywać tych sytuacji. Wy mieszkaliście z rodzicami, kochaliście się, tworzyliście rodzinę.- powiedziałam oburzona. W jednej chwili przechodziło przeze mnie tysiąc myśli.
-Co się stało? Vanessa, czemu płaczesz?- usłyszałam znajomy głosy, który należał do Rydel. Jak się okazało blondynka się obudziła.
-Nie Ness, ja jej powiem. Wiem ile to ciebie kosztuje. - powiedział z troską Riker. On zawsze wie co zrobić. Po wysłuchaniu krótkiej historii Delly od razu zapytała:
-A Laura? Ona wie?
-Nie, jeszcze nie. przecież śpi. - usłyszałyśmy z tyłu głos Ross'a.
-Jak ona to zniesie? Wiemy, jakie drastyczne przeżycia miała po stracie matki.- zapytał mój bohater- Rik.
-Myślę, że tu będzie prościej. Ona pamięta ojca przez mgłę, natomiast ja doskonale.- zasmuciłam się. Zapowiadają się okropne wakacje, a jedziemy do tak pięknego miejsca.

*Oczami Laury*
Obudziłam się z głową na książce. Cała nasza ekipa już nie spała. Mieli jakieś inne miny. Takie bardziej zasmucone, a moja siostra zapłakana. Nie wiedziałam co się dzieje. Zaniemówiłam. Trwaliśmy w ciszy. Siedzący obok mnie Ross po prostu prawie zemdlał na mój widok. Coś nie tak z moim wyglądem? Spojrzałam w lustero. Zauważyłam, że nic się nie zmieniło. Ciszę przerwał Ellington:
-Nie przełknę ani jednego żelka- powiedział z (jeżeli dobrze wyczytałam z twarzy) przerażeniem. Ell nie chce żelków? Sprawa musi być poważna. Tak myśląc i się rozglądając spędziłam piętnaście minut. Sama postanowiła postanowiłam przerwać tę nieludzką, chorą ciszę:
-Co się do cholery dzieje?- zaczęłam ze złości przeklinać.
-Van.. spokojnie.- powiedział Riker do dygotającej ze smutku Nessy. Jego głos działał na nią kojąco.- Ja z Ross'em jej powiemy.- powiedział, po czym spojrzał na mnie.- Posłuchaj Lauro...- nie mógł skończyć, więc wyręczył go młodszy blondyn:
-Twój tata nie żyje.
------------------------------------------------------------------------
Tak trochę dramatyczny rozdział. W kolejnym muszę posłużyć się Ell'em, Rocky'm i RyRy'm. Zdradzę wam, że on też będzie szaleńcem w rodzaju tamtych dwóch. Mamy pierwszy zgon :( Bohaterów do zakładki mam dopiero 4 czy 5. Dobra, ale teraz nie o tym Chciałabym wam podziękować za wszystkie komy ( szczególnie jedynej osobie komentującej, czyli Smile and Dream) Mam nadzieję, że inni też pozostawią jakieś. Ale najbardziej dziękuje za przedwczorajsze 105 wyświetleń i dzisiejsze 77. Na drugim blogu też jest ich sporo. Dziękuje wam z całego serca <33 Statystyki sprawiają, że aż chce się pisać. Do napisania!
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

sobota, 18 lipca 2015

Rozdział 5

*Oczami Rikera*
- Pomożecie mi załatwić remont i wyjazd?- zapytałem braci i Rat'a.
-Ok. Co mamy robić?- spytał Rocky.
-Zawołać w tej chwili dziewczyny.- zacząłem się denerwować.-Czego nie zrozumieliście?!
-Już idziemy!- krzyknęli z przerażeniem.

*Oczami Rocky'iego*
Rik się na nas nieźle wkurzył... Idę właśnie po Vanessę, Ross po Laurę a Ell po Delly.  Zastałem starszą Marano pakującą się do Włoch.
-Vanessa, kobieto zdążysz!- powiedziałem
-Właśnie, nie zdążę.
-W tej chwili przestań!- rozkazałem, ale do dziewczyny nic nie docierało.
-Może Riker się na mnie wkurzy, ale nie mam innego wyjścia.- zaśmiałem się po czym zarzuciłem Vanessę na ramię.
-Weź mnie zostaw ty idioto!- krzyczała, ale ja na nic nie zważając kierowałem się do salonu. Gdy wyszedłem z jej królestwa. Po chwili zobaczyłem Ross'a trzymającego Laurę na rękach i Ell'a z Rydel ciągniętej za nogi.
-Widzę, że u was też nie dało się po dobroci.- zaśmiał się najmłodszy z nas.
-Puść mnie debilu!- krzyczała Lau.
-Ty masz najwygodniej Laura. Ciebie nie trzeba puszczać. Popatrz na mnie czy twoją siostrę.
-Może wezmę cię tak jak Rock Van? Co Lau?- zapytał Ross.
-Nie no, ta będę siedzieć spokojnie.
-No ja myślę.- powiedział blondyn.
-Ellingtonie, czy chcesz zrobić mi coś w głowę ciągnąc za nogi przez te schody?- zapytała z udawaną powagą.
-O, racja. Pozwól, że wezmę jeszcze twoje ręce.
-Masz zamiar nosić mnie jak jakiś worek, pacanie?- Rydel robiła się czerwona ze złości.
-Tak, a co?- odpowiedział jakby nigdy nic Ratliff.
-Zazdro Laura. Ross weźmiesz też mnie?- zapytała Van i Delly.
-Sorki, ale nie mogę. Ell może przestań się obchodzić z Ryd jak z workiem i weź ją na barana?- zaproponował najmłodszy.
-Nie bo nie będzie tyle zabawy. Najwyżej moja przyjaciółka zrobi sobie coś w plecy, ale cóż... Życie...
-Dobra, my tu sobie gadu gadu a Rik się nieźle wkurzył. Chodźmy.- powiedziałem i zaczęliśmy znosić dziewczyny. Oczywiście pod drodze nas wyzywały:
-Rocky, ty baranie! Uderzyłam głową w ścianę!
-Ell! To boli! Pedał z ciebie!
-Ross, mogę zejść sama?!
-NIE!!!-krzyczał Ross i po chwili zmienił pozycję Laury. Niósł ją tak, jak ja Vaneskę.
-Ja cię zabije Lynch!- do dziewczyn dołączyła Lau.
-Trzeba było nie marudzić.- zaśmiał się Rossy. Po chwili byliśmy w salonie. Posadziliśmy dziewczyny na kanapie i zamknęliśmy wszystkie drogi ucieczki.
-Czuję się jak w więzieniu.- powiedziała Van.
-A ja nie, ja się miewam jak po jakimś wypadku.- powiedziała Rydel łapiąc się za plecy, które zahaczały o każdy stopień schodów.
-Wiem dlaczego zamknęliście wszystko.- uśmiechnęła się Laura.
-No oświeć nas.- powiedział Ross.
-Bo nas kochacie, i nie chcecie, abyśmy wam uciekły.- zaśmiała się.
-Taa... Chciałybyście.- zaprzeczył Rocky.
-Dobra, przestańcie gadać i bierzemy się za organizację. Myślałem już nad remontem i wyjazdem. Zarezerwowałem hotel i załatwiłem fachowca, ale musicie się pośpieszyć z pakowaniem, bo jedziemy dziś wieczorem, Mamy lot o 20:00, więc zostało wam niecałe siedem godzin.
-Ale...- zaczęły dziewczyny, lecz Rik nie dał im dokończyć
-Tak, powiedziałem, że lecimy za trzy dni, ale jak chłopaki poszli was odciągać od bagaży dostałem telefon z lotniska. Po co ten cyrk Rocky?
-Że ja jestem winny? Ross i Ell też znosili dziewczyny.
-Nie ważne. Wszyscy idą się pakować!- rozkazał Riker.

*Oczamy Rydel*
Gdy tylko chłopaki nas wypuścili z salonu pobiegłyśmy się pakować. Ja do siebie, Van i Lau też. Chłopaki powoli, śmiejąc się z nas poszli się pakować. Na wkładaniu rzeczy do walizek, których jak się potem okazało było 4 spędziłam 5 godzin swojego życia. Lau i Van dokończyły pakowanie pół godziny po mnie i przyszły do naszego salonu. Każdy włącznie z chłopakami był już w wspomnianym pomieszczeniu. Ell wyprzedził Vanessę w liczbie walizek, ponieważ on miał ich 8, a ona 4. Laura zaprzestała na 3.
-Ellington, co ty tam masz?-zaśmiała się Nessie.
-Cztery z żelkami i dwie z napojami, głównie colą i reszta to ciuchy.
-Po co ci tyle? Przecież Delly nie pozwoli wam na zjedzenie jednej walizki, a co dopiero czterech.- zastawiał się Ross.
-No, ale dwie są moje, jedna Rockt'iego i jedna dla Ryland'a.- powiedział Ell.
-RyRy?!!!
-Riker, ty baranie. Dziś miał przyjechać od ciotki!!!- krzyczałam na mojego :ukochanego" Rikerka.
-Opsss...
-Nie ops, tylko pakuj swe szanowne cztery litery i jedź po niego!
-Dobra, to wezmę ze sobą Ellingtona.
-Ok, ale zejdźcie mi z oczu.
-I jeszcze Rocky!- złapał chłopaka za ramię wychodząc.
-Jak moja mama mogła urodzić tych pacanów...- westchnęłam
-Szczerze Rydel, to mnie też to zastanawia.- zaśmiała się Laura.
-Hello! Ja też tu jestem. Laura, mówiłem ci wczoraj.-o swojej obecności przypomniał Rossy.
- Hmm... niech sobie przypomnę. Mówiłeś wczoraj dość sporo,  Powiesz jeszcze raz.
-Jeszcze raz, to masz szansę wylądować w basenie!- krzyczał mój brat i biegł za uciekającą Marano.
-Nie dzięki, ale nie skorzystam.- piszczała.
-No ja myślę, a szkoda...
-Dobra, chodź do Rydel i Van.- powiedziała, po czym mogłam znów zobaczyć tę szaloną dwójkę.
-Sorki, jeśli powiem coś nie tak, ale kto to Ryland?- spytała Vanka.
-RyRy to nasz najmłodszy brat i ma 16 lat. Nie miałyście okazji go poznać, ponieważ mieszkał pół roku u cioci, która go bardzo lubi.- wyjaśniłam. Po chwili usłyszeliśmy dzwięk przychodzącego SMSa. Był od Rikera. Zaczęłam czytać na głos.
- Weźcie nasze walizki i przyjeżdżajcie na lotnisko. Ryland jest spakowany i jedzie z nami. Czy mogę zabić Rika?- zapytałam czerwieniąc się ze złości.
-Niestety nie, bo wtedy nie będzie Rikessy.- zaśmiała się Laura.
-Nie no, nie zabijaj też Ross'a, bo nie będzie Raury.- odgryzła się Nessie.
-Dobra koniec kłótni. Sisi dawaj kluczyki i jedziemy.- powiedział Ross.
-Zaczekaj no tu... Ty nie jedziesz!- krzyczałam naprawdę wkurzona.
-A to niby czemu?
-Po pierwsze nie lubię twojego sposobu jazdy, po drugie jesteś za młody, do jazdy mamy starszych  i po trzecie będziesz wyglądał jak pedał w różowym samochodzie.
-Mam super pomysł!- krzyczała Vanessa.
-No jaki?- zapytała zainteresowana sprawą młodsza Marano.
-----------------------
Taki sobie rozdział :) Przepraszam,  że z Rikera także zrobiłam roztrzepańca, ale to był jednorazowy przypadek. Zakładka z bohaterami już się robi <3 Może z kolejnym rozdziałem będzie już gotowa, także "do napisania!
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

Rozdział 4

*Oczami Ross'a*
Cóż... Jestem teraz bez koszulki, ale to lepsze niż Lau w basenie. Ona mi tak słodko podziękowała. Oczywiście już planują ze sfatanie nas i wymyślanie imienia zbiorowego.
-Dobra, Ross przegrał, więc butelką kręci osoba siedząca koło niego. Lau czy Rik?- spytała Delly.
-Może Laura?- bardziej zapytał niż stwierdził najstarszy Lynch.
- Dobra. Kręć sis- powiedziała Van podając jej butelkę. Wypadło na nią.
-Prawda czy wyzwanie?
-A ja wezmę dla odmiany prawdę. - uśmiechnęła się Nessie.
-Który z chłopaków tu zebranych jest według ciebie najfajniejszy?- spytała z chytrym uśmieszkiem Laura. Wiedziała doskonale jak zacząć jak to ja wymyśliłem Vankera. (specjalnie zła nazwa ~ od aut.) Wracając do tematu starsza Marano się zarumieniła a Riker patrzył na nią z nadzieją.
- Ja prawda?- pytał Rocky.
-Nie bo ja!- krzyczał Ellington
-NIE BO RIKER!-krzyknęła Vanessa, a mój brat zaczął się szczerzyć. Byłem już w 100% pewny, że leci na siostrę Lau.
-Uuuuuu.... Będzie Vanker?- zapytałem brata i Van.
-Sorki Ross, ale to za dobrze nie brzmi.- zwróciła się do mnie Laura.
-No wiem, bo taka para nigdy nie zaistnieje! - krzyknęli razem Rik i Van.
-O, wiem.- powiedziała młodsza Marano- Rikessa!
-Nawet nieźle.- do rozmowy, a raczej kłótni dołączyła się Rydel.
- Zachciało wam się łączenia imion, to zaraz my coś wymyślimy!- krzyczała Van.
-Niech pomyślę...- zaczął Riker- Loss, Lass, Lauros.- wyliczałby dalej gdyby nie przerwał mu Roky:
-Ta, może Alfons. Co?- chciałem się rzucić na brata, ale Laura mnie powstrzymała, a Rik dokończył swoje wyliczanie:
- Rora, Laro, Laross, Lauss, Roura.
-Czekaj coś ty powiedział?- spytała Ness.
-Roura.
-Może prościej, a mianowicie Raura, ale nie martw sie Rydel. Nie zapomniałam o tobie i Ell'u. Rydelligton. Co ty na to Rik?
-Jak na lato.- potem wszyscy zaczęli się śmiać, ponieważ wiedzieliśmy, że to żarty.
-Ok. Sorry za tą Rikessę. - powiedziałam ja i Ross.
-My też przepraszamy za Raure i Rydelligton.
-No to pokój. Oglądamy jakiś film?- zapytał Rocky, który był znudzony tą sytuacją.
-Ok. - wszyscy się zgodzili i poszliśmy na kanapę, która była przed telewizorem.
- Rikessa i Rocky wiebra film, Raura robi popcorn. Rydellington, czyli ja z Ell'em idziemy po poduszki, kocyki, itp.
-Ok. W sumie te nazwy nie są tak złe.- stwierdziła Laura.
-No wiem, są tragiczne- powiedziałem ironicznie.
-Dobra, chodź robić ten popcorn!- pociągnęła mnie za rękę.

*Oczami Vanessy*
-Sorki, za to w butelce. Ale to była prawda. - uśmiechnęłam się.
- Gdybym został zapytany o najfajniejszą dziewczynę też bym odpowiedział, że to ty.
-Ok. Fajnie, że rozumiesz. Za te Rikessowe zadania odpłacę się Lau.
-Szkoda, że nie widziałaś triumfującej miny Ross'a, gdy odpowiedziałaś, że to ja.- zaśmiał się.
-Więc kolejnym razem musimy poruszyć temat Rarury.
-No na to wygląda. Dobra my tu sobie gadu gadu a film się sam nie wybierze,
-Coś romantycznego?
-Jeśli chcesz, żeby moi bracia zwymiotowali to tak.- po raz kolejny usłyszałam śmiech Rika. Z nim się bardzo fajnie rozmawia.
-To może horror?- zapytał chłopak.
- Nie wchodzi w grę, tym bardziej, że jest 3: 23! Ja, Lau i Ryd posiusiamy się ze strachu.
-No to dokument?
-Taaa... O One Direction!
- Chciałabyś. Dramat?
-Nie, tylko się podłamiemy.
-No to zostaje coś z Disney'a lub przygodówka.
- Może podróż na Karaiby?- zapytałam z tajemniczym głosem.
-Z Jack'iem Sparow'em? Chętnie.- uśmiechnął się Rik.
- Ok. Tylko która część? Pierwsza?
-Ok. powiem reszcie.- oznajmił Rik i poszedł do kuchni.
-Raura! Oglądamy Klątwę Czarnej Perły.- powiedział Rik.
-O, fajnie. To mój ulubiony film!- krzyknął uradowany Ross.

*Oczami Rydel*
Jednak Laura i Vanessa rozumieją nasze szaleństwa, z czego bardzo się cieszę. Pomysł Ross'a z butelką był extra! Rozluźnił atmosferę. Teraz znoszę z Ellingtonem poduszki z góry.
-Ej, Ell przestań mnie pchać.- krzyknęłam do chłopaka.
-Dobra, ale i tak już prawie zeszliśmy.
-Dobra ja już. Masz to i rozłóż na kanapie.-podałam mu koce i poduchy przyniesione przeze mnie
-Laura, Vanessa!- Krzyknęłam.
-Tak, Rydel?- odparły chórem.
-Zostajecie na noc.- powiedziałam jakby nigdy nic.
-Jeśli chcesz...
-Raura popcorn gotowy? Rikessa co oglądamy? My z Ell'em już wykonaliśmy zadanie.
-Tak, gotowy.- powiedziała Laura niosąc wielką miskę popcornu do salonu.
-Oglądamy Piratów z Karaibów i Klątwę Czarnej Perły.- oznajmił Riker włączający film.
-To siadajcie i oglądamy.
-Ok.- wszyscy wskoczyli na kanapę. Film się zaczął i świetnie się bawiliśmy. Ja siedziałam z brzegu, potem Ell, Rocky,Ross, Laura, Vanessa i Riker. Film trwał ponad 2 godziny, więc pod koniec prawie każdy zasnął.Zostałam ja, Ross i Rocky.
-Przeniesiemy ich gdzieś?- spytałam szeptem braci.
-Dobra, dziewczyny tak, ale z chłopakami będzie ciężko.-zauważył najmłodszy brat.
-Obudzę Rika.- zaproponował Rock. Potem pochylił się do ucha wcześniej wspomnianego chłopaka i go obudził krzykiem prosto do ucha.
-Pali się?!- zapytał Riker.
-Nie drzyj się bo obudzisz Van, Lau i Ella.
-Ellington śpi? Że what?- powiedział zdziwiony.
-Tak, ale teraz może zajmijcie się czymś innym od analizy sytuacji. W pokoju gościnnym jest remont, więc musicie przyjąć do swoich pokoi dziewczyny.
-Ja mogę wziąć Vankę.- powiedział Riker.
-Dobra, to ja zaniosę Lau do siebie.- Dobra, chociaż niechętnie, Ross poszedł z Laurą na rękach do pokoju.

*Oczami Ross'a"
Niosłem Laurę do swojego pokoju. Już po raz drugi. Brunetka nawet nie zauważyła i nie poczuła zmiany miejsca.  Po wyniesieniu ją przez schody trafiła na moje łóżko (bez skojarzeń xD ~ od aut.) potem ją przykryłem i zrobiłem sobie legowisko na podłodze. Z tego co wiem, to samo zrobił Riker z Van. Podziwiałem jej spokój podczas snu. Ja zawsze tylko się wierciłem, a ona leżała nieruchoma,

*Oczami Laury*
<Następny Dzień>
Obudziłam się w obcym miejscu. Nie był to mój nowy pokój. Było tam inaczej. Minutę gdzie ja zasnęłam? Muszę sobie przypomnieć... A, no tak! Na maratonie filmowym, kiedy Will pomagał Jack'owi. Nie jestem w salonie Lynch'ów ani u siebie, więc jestem w czyimś pokoju. Są te drzwi, więc jakimś cudem jestem u Ross'a. Przeciągnęłam się jak kot i poszłam wybrać dzisiejszy outfit:
- O, wstałaś już?- zapytał Ross, gdy wychodziłam z łazienki.
-No jak widzisz. 
-No to fajnie. Zejdź na dół, bo reszta ma nam coś do powiedzenia. 
-Ok. Gdzie idziesz? To może zaczekam na ciebie.- zaproponowałam.
- Chciałem tylko sprawdzić czy wyłączyłem laptopa.
-Ok. I wyłączyłeś?- spytałam blondyna gdy wychodził ze swojego pokoju. 
-Tak. Chodź. Kazali jak najszybciej przyjść. - Skierowaliśmy się w kierunku schodów. Gdy już zeszliśmy zobaczyliśmy całkiem posprzątane mieszkanie. Ellington  bawił się z Rocky'm w piratów. 
-Przestańcie, bo przyszła Raura!- krzyknęła Delly.
-Siemka!-przywitałam się- o czym chcieliście powiedzieć? 
-O tym, że ja, Van, Rik i Rocky zdecydowaliśmy się połączyć dom, tak że kuchnia i salon będą wspólne!- krzyknęła Rydel.- zgadzacie się?
-Ja tak.- powiedział z uśmiechem Ross. 
-Jak wszyscy to i ja. A Ell co na to?
-Też się cieszę.- powiedział chłopak przebrany za Jack'a Sparow'a. 
-Dobra, ale trzeba zburzyć ściany i przeprowadzić remont, który będzie uniemożliwieniem korzystania z kuchni i salonu. - stwierdził Rossy.
-Tak. O tym też pomyśleliśmy.- odparła Van- Jedziemy na jakąś podróż!- krzyczała uradowana.
-Ale gdzie?-zapytał Riker.
-Hiszpania!- krzyczała moja siostra.
-Francja!- była to propozycja Rydel
-Włochy!- dołączyłam swój pomysł
-Żelkolandia!- wrzeszczeli Ell i Rocky.
- Takie coś nie istnieje.- wyjaśnił Ross.- Dla nich może odwyk od żelków?- zapytał wskazując na żelkoholików.
-Dobra, a ty Ross gdzie chcesz jechać?- zapytał Rik, najodpowiedzialniejszy z rodzeństwa.
-Mi się podoba pomysł Laury. Dawno nie byliśmy we Włoszech.- uśmiechnął się. 
-Dobra, a ja obstawiam Hiszpanię. Rocky, Ell, zdecydujecie się na normalne państwo?
-My chcemy do Włoch!!!-krzyknęli.
-Ok, to jedziemy za trzy dni do Włoch!- zdecydował najstarszy. 
-Tak szybko? Muszę się jakoś spakować.- wrzasnęłyśmy z Ryd i Ness.
-Dobra, zdążycie...- uspokajał nas Rock, ale na marne. Pobiegłyśmy po walizki. 
-Nie rozumiem dziewczyn...- westchnął Ellington, co ja biegnąca ostatnia usłyszałam. 
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Mamy taki nudny rozdział, ale myślę, że w kolejnym już się będzie działo. Oczywiście wątek żelków i szaleństw musiał być :) Bez tego mogłoby być strasznie nudno. Trochę za dużo piratów z Karaibów, przez co odwala Ell'owi. Zastanawiam się nad zrobieniem kilku zakładek, np. Bohaterowie, Pytania do bohaterów i przedmioty, pokoje itp. Do napisania ! + tradycyjne:
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

piątek, 17 lipca 2015

Rozdział 3

 Post dedykowany najlepszej czytelniczce na świecie, czyli Smile and Dream <3


*Oczami Laury*
Drzwi do mieszkania otworzył nam Riker.
-Siemanko!- krzyknął, po czym ja i siostra się zaśmiałyśmy.
- Hej.- odpowiedziałyśmy razem. Po chwili odchylił drzwi i wpuścił nas do mieszkania.
-Rik, czemu mnie nie zawołałeś? -zapytała Rydel, którą zobaczyłyśmy w kuchni.
-Cześć kochane.-podbiegła do nas i się przytuliłyśmy.-Na co czekacie? Siadajcie!- powiedziała i wskazała miejsca.Ja siadłam na przeciw Rikera a Van Ross'a. Chłopaki coś tam szeptali, ale nie wiem co.

*Oczami Rikera*
-Ross, weź się zamień miejscem. Please.- szepnąłem do brata.
-Czemu? To aż tak ważne?
- Tak, bo chce siedzieć przed Vanessą.
-No dobra.- brat wstał i zamieniliśmy się miejscami i było tak jak planowaliśmy. Moja siostra przyszła po chwili z kolacją. Dziś jedliśmy spagetti. Ja siedziałem spokojnie, bo szczerze chciałem dobrze wypaść przed Ness. Jednak Rocky i Ell nie wytrzymali piętnastu minut i zaczęli się kłócić.
- A masz!- powiedział Rocky rzucając w "brata" posiłkiem.
-A to przepraszam za co?-zapytał Ellington.
-A za to, że gdy ostatnio jedliśmy żelki misie to wyjadłeś wszystkie pomarańczowe.
-Jak nie ma o co się kłócić, to trzeba się kłócić o żelki...-westchnął Ross.
-Ale on zjadł najlepszy smak, i to najlepszych żelków.- usprawiedliwiał się Rocky.
-No i? A zresztą... Bijcie się to Rydel was potem zabije...- powiedział po raz kolejny Ross.
- No dobra, pokój?- zapytał Ell.
-Jasne.- podali sobie ręce.
-Oj, Delly... Co ty z nimi masz.- powiedziała Van.
-O żelki? Serio?- spytała Lau.
-No wiesz, w tej rodzinie normalni są tylko ja, może Ross i Rydel.- wytłumaczyłem.
-Nie żadne może, tylko tak.- poprawił go najmłodszy blondyn, a ja cicho zachichotałam.
-A więc Rik nie miał racji, wszyscy są walnięci.- powiedziała dziewczyna. Tak sobie rozmawiając dokończyliśmy posiłek.
-To co teraz robimy?- spytałem.
-O ja wiem!!!-krzyczał Ross, gdy wszyscy jeszcze się zastanawiali. Szczerze, to byłem przerażony. Jak Ross coś wymyśli zwykle się źle kończy.
-No oświeć nas.-powiedziała trochę poirytowana Vanessa, ale ona nawet jak się złości wygląda ślicznie.
-Gramy w...- trzymał wszystkich w niepewności, ale ja wiedziałem, że powie w balony.-Rikusiu, nie w balony, lecz w butelkę!!!-krzyknął. Skąd wiedział, że myślę o balonach? A zresztą nieważne.
-No dobra, ale bez głupich wybryków.-ostrzegła Rydel.- Chodzi mi tu o całowanie, rozbieranie się itp.
- Ale czemu? Fanty muszą być!- z dziewczyną nie zgadzał się Ell.
-No to tylko chłopaki.- zaśmiała się Delly.

*Oczami Rydel*
Jak ja bym chciała ich wszystkich pozabijać... Oczywiście oprócz Lau i Van. Fanty? Butelka? Serio? Chyba zrobię im zakaz żelek. Nie ważne. Idę grać z nimi w tę butelkę.
-Rydel, moja kochana siostrzyczko przynieś jakąś butelkę. Plosie.- powiedział Ross.
-Jak coś chcesz to kochana, tak? Jesteś najmłodszy, więc ty się rusz!
-Ale Laura jest w moim wieku.- że what? Gość ma mu przynosić butelkę? Mój brat zwariował. Spojrzałam na Laurę przepraszającym wzrokiem a ona się uśmiechnęła.
-No dobra, dawaj datę urodzenia.-powiedziała Laura.
-29 grudnia a co?
-A to, że ty jesteś najmłodszy. Ja urodziłam się 29 listopada.
-Mamo, czemu nie urodziłaś mnie miesiąc wcześniej?!- zapytał smutnym głosem Ross.
-Sorki Lau, ale ten pacan sam się nie ruszy. Pójdziesz z nim?- zapytałam niepewnie.
-Jasne. Skoro to takie dziecko, to nie mam innego wyjścia.- zaśmiała się.
-Ja ci dam dziecko!-krzyknął Ross, po czym zaczął ją gonić.

*Oczami Laury*
Kurde, czemu ja nie posłuchałam Van? Teraz Lynch mnie ściga, a ja jestem w szpilkach. Nie mogę ich zdjąć. No to pięknie, tym bardziej, że jednyna droga ucieczki to schody na górę. Ryzykuje. Gdy tak biegłam potknęłam się o coś lub źle stanęłam i zaczęłam spadać. Nagle czyjeś ręce mnie złapały. Jak się okazało były Ross'a. Blondyn spojrzał mi w oczy i szepnął:
-Dobrze ci radzę, nie zaczynaj z Ross'em Lynch'em.
-Dobra, spróbuję. Sorry za to dziecko. A czy mógłbyś mnie postawić?- zapytałam, ponieważ wziął mnie na ręce.
-Przeprosiny przyjmuję ale z tym drugim się zastanowię.- zaśmiał się brązowooki.
- Stawiaj mnie w tej chwili!- krzyknęłam.
-Nie, na pewno nie w tych butach i na schodach.
- A bo co?- po chwili zastanowienia dodałam- Aaaa... Już rozumiem. Boisz się o mnie.
- Może i... Ale bardziej martwię się o swoją mordkę, której możesz już nie zobaczysz jak by ci się coś stało. Rydel by mnie zabiła i moich braci przy okazji też. - powiedział, po czym zmierzał na górę ze mną na rękach.  Naszą rozmowę przerwała nam reszta, która czekała na butelkę.
-Młodzieży, przynieście butelkę!- krzyknęła Vanessa z Rikerem.
-Ok. Ross weź jakąś butelkę. - poprosiłam nowego kolegę.
-Weźmiemy ją z mojego pokoju. Co ty na to?
-Ok.- zgodziłam się. Rozglądałam się chwilę i zauważyłam te same drzwi, co u mnie w pokoju.
-O, właśnie. Prawie zapomniałem. Idź zmień te buty na jakieś trampki lub baleriny. Możesz przejść tedy.- wskazał na wejście do mojego pokoju. Ja szybko się tam udałam i poszłam do swoje różowe vansy. Wyglądały tak:
-Idziemy?-zwróciłam się do Ross'a. 
-Aha. Widzę, że jesteś perfekcjonistką jak moja siostra.- uśmiechnął się spoglądając na buty. 
-Może trochę.W końcu strój musi być perfekcyjny.- odpowiedziałam i wyszliśmy z pokoju chłopaka. Ja w zmienionych butach a on z butelką. Tym razem nikt mnie nie znosił. 
-Co tak długo?- zapytała Vanessa, gdy przyszliśmy 
-Nic. Tylko prawie spadłam ze schodów. Poszłam zmienić buty itd. itp.
-Dobra, nie ważne. Zaczynamy!- powiedział Rocky.
-Ok. Niech zacznie Rydel.- stwierdził Rik. Delly zakręciła butelką. Wypadło na Ell'a. 
-Wybieram wyzwanie.- od razu powiedział wytypowany przez Rydel chłopak.
-Ok, a więc oświadcz się Rocky'iemu.- powiedziała po czym wszyscy się zaśmialiśmy. Pożyczył pierścionek Nessy i ukląkł przed przyjacielem, który kilka sekund wcześniej wstał. 
-A więc... -westchnął- Czy ty Rocky Lynch zechcesz zostać- tu się zastanowił chwilę i powiedział- moją żoną?- każdy z nas wybuchł śmiechem, nawet wykonawca zadania i jego "przyszła żona".
-Od kiedy to jestem babą?- spytał poddenerwowany Rocky. 
-A chyba od dziś. - powiedziałam. 
-Sorki, ale ja chcę mieć żonę, więc o to zapytałem.- tłumaczył się żelkoholik. (nawet nie wiem czy to słowo istnieje xD ~ od aut.) 
-Ok, powiedzmy, że zaliczmy, choć nie znamy odpowiedzi Rocky'iego.
-No to drogi ty mój Ell;u. Oczywiście!- zwrócił się do Ellingtona Rocky. Oczywiście z ironią w głosie.
-Serio?- zapytał z nadzieją Ratliff. 
-Nie.- odpowiedział ponuro "kandydat na żonę". 
- Dobra starczy. Kręcisz Ell?- spytała Van podając butelkę chłopakowi. On oczywiście ją przyjął. Wykręcił Rocy'iego, który przed zapytaniem wykrzyczał:
-Ja chcę naprawdę hardkorowe wyzwanie!
-Dobra, to wyznaj miłość czemukolwiek.- jak się pewne domyślacie jedyną miłością Rock'a były żelki, więc poszed do kuchni i przyniósł paczkę przysmaku. Zaczął swe przemówienie, które nie wiadomo czemu miał na kartce przechowywanej w kieszeni jego dżinsów. Czytał:
-Kochane żelki, dzięki wam wiem, co to miłość. Jesteście największym szczęściem jakie mnie w życiu spotkało.- gdy skończył swój krótki poemat wszyscy wybuchliśmy głośnym śmiechem. Gorszym, niż ten podczas oświadczyn. Rodzeństwo Rydel i ona wydawali się super! 
-Dobra Romeo, kończ to bo się ze śmiechu posiusiam.- krzyknęłam, podczas gdy on całował opakowanie słodyczy. 
-Ok, to teraz ja sobie zakręcę. -powiedział podnosząc butelkę. Wieczko naczynia zwróciło się ku Ross'owi siedzącemu koło mnie.
-No cóż... Wybieram wyzwanie.
-Weź Laurę na ręce i wskocz z nią do basenu!- krzyknął ze złowieszczym śmiechem Rocky. 
-Ale czemu akurat mnie? Jest jeszcze Delly i Van!- krzyknęłam.
-No bo mam takie widzi mi się. 
-Nie!- wrzeszczał Ross- nie zrobię tego!
- Chłopaki. Miało być bez głupich numerów! - przypomniała widocznie Rydel. Wszyscy się przekrzykiwaliśmy. 
-Mam pomysł. Podaj trzy powody dla których nie miał byś wykonać zadania.- powiedział Riker. Najmłodszy Lynch chwilę się zastanowił i powiedział:
- Po pierwsze jest za zimno, po drugie zrobiłbym to sam, po trzecie Lau dziś ślicznie wygląda- spojrzał na mnie i kontynuował- po czwarte jestem dżentelmenem i nie robię nic mimo woli dziewczyny, po piąte wrzuciłbym tam lepiej Rika bądź Ell'a, bo oni na to zasługują, a Laura jeszcze nie. 
-Dobra, już rozumiemy. A tak by the way czemu Laura na to nie zasługuje? Nazwała cię dzieckiem i miała słuszność- powiedział Rocky
-A dla tego, ze jesteśmy kwita, bo ja dziś ją też wkurzyłem. A poza tym nie chcę. I jeszcze jeden powód. Mam dość noszenia Laury na dziś.- wymsknęło się brązowookiemu. 
-Serio? - zapytali wszyscy Lynch'owie i Vanka.
-Tak, no bo uratowałem ją przed wypadkiem na schodach i potem przeniosłem na górę.- powiedział jakby nigdy nic. Reszta zaczęła robić brewki. 
-Dobra. To dawaj fanta!-krzyczała Ryd.
- Koszulkę?-spytał Ross, a jego rodzeństwo pokiwało twierdząco głową. Zdjął koszulkę i położył w środku naszego koła. 
-Przepraszam Ross, to przeze mnie musiałeś oddać fant. A tak w ogóle, to dziękuje, za to, że nie wylądowałam w basenie.- szepnęłam mu do ucha, a wszyscy zaczęli robić mniej więcej taki gest:

----------------------------------
Siemka miśki! Zaczęłam wątek Ross'a i Laury. Mam nadzieję, że ten dość długi rozdział wam się spodobał. Tutaj było trochę szaleństwa, za co przepraszam. Rocky i Ell... To na nich wyżywam się w szaleństwem. 
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ


czwartek, 16 lipca 2015

Rozdział 2

*Oczami Laury*
No dobra Van, jesteśmy jak powiedziałaś już prawie w nowym domu, a ja nic o nim nie wiem.- zaczęłam.
- No a co chcesz wiedzieć?
- Jak najwięcej.
- Dobra a więc pamiętasz gdy kilka miesięcy przed odejściem mamy cały czas chodziłam do centrum?
-Tak. Mama się wtedy nieźle na ciebie wkurzała.-uśmiechnęłam się.
- Poznałam wtedy Rydel, dziewczynę, która przyleciała na wakacje ze swoimi braćmi do Paryża. Ja i Delly bardzo się polubiłyśmy, więc przez te wszystkie lata pozostawałyśmy w kontakcie. Miesiąc temu powiedziała mi, że ich sąsiedzi zza ściany wyprowadzają się z domu.
-Czyli to dom "bliźniak"?-zapytałam.
-Tak Lau. I wracając do tematu ja wtedy zaczęłam się interesować wynajmem bądź kupnem mieszkania. I Delly zaproponowała abyśmy przyjechały do Californii.
-Dobra. Cieszę się. -powiedziałam, ale dręczyła mnie jedna myśl. Po krótkim zastanowieniu postanowiłam zapytać o to siostrę:
-Nessa, a ci bracia? Któryś jest w moim wieku? Rydel jest najmłodsza?
-Nie miałam okazji ich poznać ale wiem, ze jest ich czterech, a mieszka z nimi także przyjaciel. Ponoć jeden jest w twoim wieku.- oznajmiła mi siostra.Skręciła po chwili do jakiegoś domu, który mógł być tym z opowiadania.
-Jesteśmy na miejscu.- po chwili zobaczyłam blondynkę wybiegającą z domu, ubraną w to:
Moja siostra szybko wyskoczyła z samochodu i wpadły sobie w ramiona. 
-Nessie!!!-krzyczała nieznajoma
-Delly!!!- jeszcze głośniej wrzeszczała moja siostra. Muszą się na prawdę lubić, skoro tak reagują. Ja wyszłam z auta spokojnie i zaczęłam chrząkać, informując, że ja również tu jestem. Dziewczyny się od siebie oderwały.
- O, zapomniałabym. Rydel to moja siostra-Laura.- powiedziała, po czym zwróciła się do mnie.- Lau to Rydel.- po zakończeniu przedstawiania się nowo poznana dziewczyna spojrzała na nasze kartony.
- Widzę, że macie dużo bagaży. Zaraz spróbuję zawołać moich "ukochanych" braci, aby wam pomogli.-po powiedzeniu tych słów wróciła do drzwi mieszkania i zaczęła krzyczeć- Rik, Ell, Rocky, przestańcie żreć żelki i ruszcie swoje szano cztery litery! Weźcie ze sobą Ross'iego!
-Dobra siostra, ale kupisz nam mega paczkę truskawkowych żelek.-odpowiedzieli chórem, po czym zbiegli ze schodów. Po kilku minutach ujrzałam 3 blond czupryny i jedną trochę ciemniejszą, zapewne należała do tego przyjaciela.
- A więc to osoby, które terroryzują moje życie.-zaśmiała się wskazując na chłopaków.- Zacznijmy od Ell'a, potem Riker, Rocky.-chciała mówić dalej, ale jeden z braci jej przerwał.
- No i najlepsze zostało na koniec.-powiedział ostatni członek szeregu , w którym stali. 
-A więc nie słuchajcie go, ostatnim "zatruwaczem" mego życia jest Ross.- powiedziała. Chłopcy stali przez chwilę przyglądając się mi i Van przez chwilę, ale Delly postanowiła zagonić ich do przenoszenia pudeł.
-Noooo.... Co spoczywacie na laurach?
-Ja nie leże na te dziewczynie sis. Sorki kochana, ale wolę starsze.-powiedział ironicznie Riker. 
- Marsz do samochodu! Bierzcie się za te pudła pacany!!!-krzyknęła Rydel.
- Który z nich jest w moim wieku?- szepnęłam do siostry, ale nie usłyszała to tylko ona, lecz także Delly. 
- Ross, który uważa się za ósmy cud świata.- zaśmiała się- Z resztą miałyście okazję się o tym przekonać.- gdy chłopcy wynosili nasze rzeczy rozmawiałyśmy jeszcze chwilę z blondynką, min. o samolocie, mieszkaniu w mieście miłości itp. Jednym słowem babskie sprawy. Już po dwudziestu minutach Riker, Rocky, Ellington i Ross skończyli przenoszenie rzeczy. Oni zrobili to znacznie szybciej. 
-Pewnie jesteście zmęczone podróżą, więc damy wam dziś do wieczora spokój. Odpocznijcie po podróży, natomiast o 20:00 zapraszamy do nas na mini imprezę.- uśmiechnęła się. 
-Ok, dziękujemy za zaproszenie :) z chęcią z niego skorzystamy.-uśmiechnęłam się.
Potem poszyłyśmy do umeblowanego już domu. 
-Lau. Mam już dla ciebie przydzielony pokój w twoim klimacie. Chodź- Vanessa wzięła mnie za rekę, zaprowadziła na piętro i otworzyła drzwi do mojego nowego królestwa:
Widok ten zapierał dech w piersiach... Pomieszczenie było śliczne. Nie było tam jednak tylko drzwi do mojego pokoju, ale także do innego wnętrza. 
-Ness, zaczekaj. Dokąd prowadzą te drzwi? -zapytałam wskazując na przedmiot.
-Ryd mówiła, że to są drzwi do pokoju któregoś z jej braci. Bodajże Rossa. 
-Aha, czyli mam dostęp do tego pokoju?-zadałam kolejne pytanie.
-Nie wiem musisz jego spytać. Jeszcze jakieś pytania?
-Nie.
- To idę. Prześpij się kilka godzin, a potem ubierz się, bo jak wiesz idziemy do Lynch'ów.

*Oczami Vanessy*
Gdy wyszłam z pokoju Lau poszłam rozpakować kilka pudeł. Weszłam do salonu, gdzie chłopaki porozrzucali pudełka (mówię porozrzucali, ponieważ przyniesieniem tego nazwać się nie dało). Udało mi się poukładać naczynia i część naszych ciuchów. Nie rozpakowywałam kosmetyków, ponieważ wszystkie były w mojej wielkiej palecie, którą miałam w torebce. Na zajęciu spędziłam trzy godziny. Była 16: 30, więc pomyślałam, że mam jeszcze czas na odpoczynek. Ustawiłam sobie budzik na 18:30 i zasnęłam. 
<O 18|:30>
Zadzwonił mój budzik. Obudził mnie utwór Seleny Gomez "Hit the Lights". Przeciągnęłam się a potem wstałam z łóżka i zaczęłam przeglądać moją garderobę. Po piętnastu minutach szukania znalazłam idealny outfit:
Oczywiście znając szalone pomysły rodzeństwa Rydel, które znałam z opowieści wzięłam niebieskie conversy na zmianę. Ubrana przypomniałam sobie o śpiącej Laurze. Szybko pobiegłam ją obudzić. Była już 19.00! Lau i godzina to troszkę za mało...
-Vanka! Coś ty robiła, że mnie nie obudziłaś!!!-krzyczała moja siostra. 
-Ja tylko przeszukiwałam garderobę i znalazłam ci sukienkę.
-Jaką? Przecież wiesz, ze mamy trochę inne gusty,- powiedziała trochę zdenerwowana Laura.
- Proszę!- powiedziałam pokazując jej czarną, dość prostego fasonu sukienkę. 
-Vanessa, wiesz co gust ci się trochę poprawił.- zażartowała siostra- bo ta sukienka jest śliczna.- podeszłam do szafy Laury i ją otworzyłam.
-WoW! Kiedy to wszystko zrobiłaś Van?
-Kiedy spałaś. A może założysz do niej te szpilki?- podałam siostrze parę różowych butów na obcasie. 
-Super pomysł!- uśmiechnęła się. I do tego różowa kopertówka.
-No strój skompletowany.-uśmiechnęłam się.

*Oczami Rydel*
<Dom Lynch'ów, w tym samym czasie>
-Ross, Riker, Ell, Rocky!-krzyczałam na całe gardło, a moi bracia nie reagowali
-Rocky, Ell mam żelki.- mówiąc to wiedziałam, że potem będę musiała biec do sklepu po ulubione słodycze chłopaków lub spodziewać się niezłej zemsty. 
-Gdzie te żelki? Bo my je chcemy!~-krzyknęli chłopcy. Przybiegli wszyscy, tylko nie Ross. Co on znowu wyprawia? Nie ważne. Chcę zobaczyć miny chłopaków. Najmłodszym (prawie, przecież RyRy był u ciotki) zajmę się potem.
-Riker zajrzy do szafki, w której zawsze są żelki.- rozkazałam bratu. Miejsce, które miał sprawdzić było wcześniej specjalnie przygotowane. Rik wyjął napisaną wcześniej przeze mnie kartkę i zaczął czytać:
-"Barany, myślicie tylko o żelkach, a dziś przychodzą Laura i Vanessa, więc ruszcie szanowne tyłki i mi pomóżcie. Wasza kochana siostra, dzięki której robicie coś innego niż całodzienne żarcie żelków. Dla Ell i Rocky'iego, to Rydel"- chłopaki po przeczytaniu "listu stali niczym słupy soli i patrzyli się na siebie na zmianę. 
-No czego nie zrozumieliście?-zapytałam poważnym i surowym głosem.
-Ależ wszystko.- powiedzieli chórem. 
-Dam wam naczynia i sztućce. Nakryjecie do stołu, a jeśli nie to wtedy będzie dla was źle, ponieważ nie będziecie mogli włożyć żelków do tych waszych jap przez pół roku.- zagroziłam. Moje słowa poskutkowały i chłopaki robili co tylko rozkazałam. Pamiętam gdy mieli miesiąc bez ich żelek... To była katastrofa, a pół roku już nie mówiąc. Dobra, Rydel. Koniec tych wspominek... Idę do Ross'a, który ostatnio bardzo dziwnie się zachowuje. Wszystko ignoruje. nie gra na pianinie, które dawniej było jego ulubionym instrumentem, cały czas brzdąka na gitarze elektrycznej, nigdzie nie wychodzi. Chyba przechodzi trudny okres albo staje się emo. Mam nadzieję, że to pierwsze. Gdy wyszłam już na piętro do jego pokoju zastałam go leżącego na łóżku słuchającego muzyki, niestety nie przez słuchawki. 
-Ross, posłuchaj.-zaczęłam- ostatnio dziwnie się zachowujesz, ignorujesz wszystko i wszystkich. Co się z tobą dzieje?
-Czemu musisz mnie tak dobrze znać Delly?- westchnął brat.
-Na przykład dlatego, że jestem twoją siostrą. Jesteś strasznie ponury, a nawet po śmieci rodziców taki nie byłeś.
-No niby tak, ale nie mam ochoty na zwierzenia. 
-Dobra. Nie, to nie. Przychodzą dziś Lau i Van. Zejdziesz?- na to pytanie od razu się rozchmurzył.
-Jasne! Chcę zobaczyć jak Riker zacznie się szczerzyć do tej starszej.- zaśmiał się.- Przecież jest w jego typie.
-Nie ta starsza tylko Vanessa.
-Ok. Dzięki za przypomnienie, bo cię wtedy nie słuchałem.
-Ross!!!-krzyknęłam, a chłopak zbiegł na dół. Ja oczywiście za nim. Usiadł na krześle nic nie mówiąc. Ja zauważyłam, ze chłopaki skończyli nakrywanie do stołu. 
-Dobra, może potem kupię wam za to te wasze kochane żelki.- uśmiech nagle pojawił się na ich twarzach.- Teraz usiądźcie na kanapie i wysłuchajcie kilku zasad. Po pierwsze zero bitew na jedzenie, po drugie bez wygłupów i pokazywania swojej gorszej strony i po trzecie macie mnie słuchać. Zrozumiano?
-Nie, nie do końca.- zaczęłam robić się czerwona ze złości przez słowa Ella.
-To czego nie zrozumiałeś?- zapytałam, gdy już się trochę uspokoiłam.
-A więc która to jest ta gorsza strona?
- Domyśl się cioto!!!-krzyknęłam  prawie się na niego rzuciłam (oczywiście w celu wydrapania oczu i zrobienia innych krzywd), ale powstrzymał mnie Rocky.
-Sister, złość piękności szkodzi. A poza tym rozmarzesz sobie make-up i zniszczysz fryz. - powiedział.
-Dobra, wybaczam ci Ellington. Teraz wszyscy marsz się ubrać w coś porządnego!- rozkazałam chłopakom, a ja poszłam poprawić makijaż.  Po chwili wszyscy byli gotowi. 
-Delly...- zaczął któryś z nich, a na dziś miałam dość jego głosu.
-Czego znowu Ell?!- odburknęłam.
-Gdzie kto siada? No bo wiesz, zawsze przed przyjściem gości to ustalamy.- powiedział, a najgorsze było to, że miał rację. Może ja jednak nie jestem tą "perfekcyjną panią domu" za którą każdy mnie uważa.? Zawsze przydzielaniem miejsc zajmowałam się od razu, a dziś kompletnie o tym zapomniałam.
-A jak byście chcieli siedzieć?- zapytałam, ponieważ nie miałam żadnego pomysłu na usadzenie dziewczyn.
-Reszta nie musi być tak jak ja chce, ale jedno jest najważniejsze.- zaproponował Riker.
-Słucham?- bardziej zapytałam niż poprosiłam.
- No bo ja chce siedzieć na przeciwko Van. Plosie...-powiedział, jak małe dziecko.
- Dobrze. A reszta?
- No na przykład ty na przeciw Ella, Rocky na krześle od okna, czyli na przeciw korytarza a Ross na przeciwko Laury?- zapytał po raz kolejny Rik.
-No dobra. Każdy zrozumiał?- zapytałam
-No.- odpowiedzieli moi bracia i Ellington. Była już 19:55, więc wszyscy już usiedliśmy.

*Oczami Laury*
-Lau!!!!-krzyczała moja siostra.
-Co znowu Ness?
-To znowu, że powinnyśmy wychodzić.
-Dobra, już idę.- odpowiedziałam i zaczęłam schodzić ze schodów. Byłam ubrana w to:
-Dobra, to idziemy?-zapytałam
-No, idziemy. A wzięłaś trampki?
-Opss...Nic nie mówiłaś, ale jak będą potrzebne podskoczę do domu.- uśmiechnęłam się i skierowałam się w kierunku drzwi. Już po ok. 2 minutach byliśmy w domu Delly i jej rodzeństwa.



środa, 15 lipca 2015

Rozdział 1

*Laura*
Dziś obchodzę swoje 18 urodziny. Chciałabym je spędzić razem z siostrą, ale ona ostatnio sporo wychodzi. Mówiła, że na dziś weźmie wolne.
-Wstawaj Lau.- poczułam jak ktoś delikatnie szarpie mnie za ramie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że mój pokój jest całkowicie pusty. Jedyną rzeczą, jaką widziałam były szeregi pudeł.
-Van, coś ty znowu wymyśliła?- spytałam zaspana.
-Nic, tylko przeprowadzamy się do Los Angeles. Proszę ubierz się i pomóż mi zapakować te kartony do samochodu.- sama nie wiedziałam czy to sen. Moja siostra chce się przeprowadzić do naszego kraju. Ona zawsze kochała Francję. To było bardzo dziwne... Mieszkałyśmy tu dwa lata po śmierci mamy i nie przeszkadzało jej to, gdzie jesteśmy.
-Laura! O czym tak myślisz?- zapytała siostra przerywając moje przemyślenia.
- Już o niczym. Powiem ci potem.- mówiąc to wstałam z łóżka i poszłam się ubierać. Wybrałam to:
-Uuuu... Laura ma dziś ochotę na rock'a. -zaśmiała sie Nessy.
-Tak a co?-zapytałam.
-A nic.- po tej rozmowie z siostrą poszłam pakować rzeczy do samochodu. Zajęło mi to 3 godziny. Oczywiście Van też przenosiła kartony. Po dokładnym sprawdzeniu domu, w celu zobaczenia czy niczego nie zapomniałyśmy wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmy na lotnisko. Tam jak zawsze odprawa i te lotnicze sprawy, które zajęły nam 2 godziny. W samolocie siedziałam obok Vanessy. Przez kilka godzin siedziałam w milczeniu oglądając widoki rozpościerające się za oknem.
-O czym dziś myślałaś?- z mojej ciszy wyprowadziła mnie siostra.
- Nie rozumiem, czemu kupiłaś mieszkanie w L.A. Przecież kochałaś Paryż.
- Na prawdę ukrywałam to tak dobrze? Szczerze po śmierci mamy znienawidziłam to miejsce.
-To czemu nie przeprowadziłyśmy się tu od razu?
-Wtedy nie miałam funduszy. Zbierałam te dwa lata, aż stać nas na życie w Kalifornii. Przepraszam, że zapomniałam ci powiedzieć, ale dostałam też telefon z informacją, że mój ojciec nie żyje i pozostawia mi sporą sumkę pieniędzy na koncie. -powiedziała siostra.
-Dobra, nic się nie stało. Owszem mogło ci to umknąć w tym zabieganiu z przeprowadzką.
-Jak się cieszę, że mam tak wyrozumiałą siostrę.- powiedziała Van, po czym obydwie się uśmiechnęłyśmy. Potem jeszcze rozmawiałyśmy o błachostkach. Tak rozmawiając zasnęłam. Jak okazało się potem spałam 8 godzin.
- Laura, wstawaj. Jesteśmy w L.A.
-Co?- zapytałam zaspana.
-No to że za pół godziny lądujemy. Fajnie prawda?
-No tak. Co teraz będziemy robić?
- Jest dość późno.- powiedziała Vanka wskazując na zegarek.Była 23:34.- Wpadłam na pomysł, abyśmy na dzisiejszą noc zatrzymały się w hotelu obok lotniska. Jutro odbierzemy bagaże i samochód.
-Ok. powiedziałam wstając aby wysiąść z samolotu. Moja siostra zrobiła to samo. Udałyśmy się do hotelu, wynajęłyśmy pokój i od razu rzuciłyśmy się na hotelowe łóżka.
<Następny dzień>
Obudziły mnie promienie słoneczne. Nessie już pewnie wstała, ponieważ nie było jej na łóżku. Przeciągnęłam się i zauważyłam jak drzwi pokoju się otwierają.
- O, widzę że nareszcie wstałaś.- do pokoju wparadowała Vanessie.
-Tak. A gdzie byłaś? Na lotnisku, aby odebrać nasz samochód i zaraz idę po bagaże. Pomożesz mi?
-Jasne. Daj mi chwilę na ubranie się i już schodzę.
-Ok. To czekam.- powiedziała siostra i wyszła. Ja natomiast poszłam się ubrać. Gdy to zrobiłam zbiegłam do Van. Poszłyśmy od nowa pakować pudła. Tym razem zeszło trochę dłużej. Po pięciu godzinach wsiadłyśmy do samochodu, aby jechać do naszego nowego domu.

Prolog

Paryż- wydawało by się że mieszkanie tam to raj na ziemi, jednak tylko turyści, mieszkańcy centrum miasta mogliby to powiedzieć. Laura wraz z siostrą i matką wiodła tam szczęśliwe życie. Ich radość jednak nie mogła długo potrwać. Dzień 12 września 2010 roku siostry Marano zapamiętają na długo. To wtedy starsza Vanessa dostała krótki telefon. Usłyszała tylko "Wasza matka nie żyje. Zmarła w szpitalu". To była najgorsza wiadomość w ich życiu...Minęły 2 lata...  Miesiąc przed 18 urodzinami Laury jej siostra zaczęła wykonywać dziwne, podejrzane telefony. Dziewczyna wiedziała tylko, że siostra dzwoni do L.A. Myślała, że to może być jakaś niespodzianka na urodziny....