Przyjaciel za ścianą
środa, 13 stycznia 2016
Ważna notka!
Cześć kochani! Mam dla was po raz kolejny złą wiadomość, a mianowicie zawieszam bloga. Zauważyłam, że nie czytacie i nie komentujecie :/ Możecie mnie znaleźć na drugim blogu :3
piątek, 1 stycznia 2016
Rozdział 30
*Oczami Ross'a*
Laura nie pojawiała się już kilkanaście minut, więc postanowiłem napić się kawy z Seleną i Rylandem. Miałem zamiar go trochę powkurzać...
-A więc za co lubisz Selenę?- spytałem patrząc znacząco na brata. Jego zawsze takie pytania krępowały. Siedział nie odpowiadając, a Sel się czerwieniła- czyli jest coś na rzeczy. Patrzylibyśmy się tak na siebie jeszcze długo, gdyby nie Laura, która pojawiła się przed nami. RyRy to ma szczęście.
-Hejka wszystkim-powiedziała rozpromieniona dziewczyna. RyRy spojrzał na nią jak boga, dziękując, że wybawiła go z mych przesłuchań.
-Laura, to jest Selena. Selena to Laura- dziewczyny przedstawił brat. Oczywiście z uśmiechem się uściskały, co nas trochę zaskoczyło.
-Lau, kopę lat!- uśmiechała się szeroko rudowłosa.
-Znasz Rylanda? Gdzie byłaś? Co u ciebie?- zasypywała pytaniami Laura. Skąd one się znają?
-Chwila, dziewczyny- spojrzał na nas wszystkich niespokojnie i niezrozumiale brunet- Co tu się dzieje? Wy się znacie?
-My jesteśmy rodziną- powiedziały śmiejąc się.
-Ale Laura, ty nic o tym nie mówiłaś- stwierdziłem.
-No bo jakoś nie było okazji.
-Ross nie obrazisz się, jeśli zamiast na spacer porozmawiamy z Selly?- zwróciła się brunetka. Pokiwałem potwierdzająco głową.
-To skąd tu się kochanie wzięłaś? - Pytając Lau zajęła miejsce obok mnie.
-Ogólnie to jestem przejazdem. Wybieram się do Anglii, bo mam zagrać w jakimś serialu -objaśniała.
-A mój brat?- uśmiechnąłem się zachęcając do wypowiedzi na temat Rylanda.
-Poznaliśmy się z Sel na Facebooku i od jakiegoś czasu planowaliśmy spotkanie, a że jesteśmy teraz we Włoszech i była niedaleko to się widzimy- pałeczkę tłumacza przejął chłopak. Marano się tylko uśmiechnęła, a ja nie miałem pomysłu na reakcję, więc nic nie zrobiłem.
-Teraz ty Laurunia opowiadaj. To twój chłopak?- rudowłosa miała na myśli mnie. Trochę się skrzywiłem na to pytanie i czekałem aż dziewczyna zabierze głos.
-Ross? Coś ty? Jasne, że nie!- powiedziała jakby kłamała -Znam go miesiąc - dodała do sprostowania. Jak o tym mówiła pomyślałem o swoim związku z Courtney. My znaliśmy się kilka dni i zostaliśmy parą. Teraz mnie to śmieszy. Zachowałem się jak pięcioletnie dziecko, które rzuca swą ulubioną zabawkę i próbuje bez niej żyć zastępując ją nowymi.
*Oczami Rocky'ego*
Pewnie jeszcze nie zdążyliście się przekonać, że mam charakter lenia, ale wszyscy to dobrze wiedzą. Spałem całe przedpołudnie i obudziłem się koło czternastej. Po ubraniu się i ogólnej rutynie poszedłem sprawdzać pokoje rodzeństwa i sióstr Marano. Każdy spadł jak suseł, jednak zauważyłem brak najmłodszych braci i Laury. Nie chciałem nikogo budzić, więc musiałem znaleźć sobie jakieś zajęcie. Myślałem długo, a jedynym pomysłem było zatelefonowanie i późniejsze spotkanie z Lodovicą. Zdając sobie sprawę, że to jedyne wyjście umówiłem się z nią na szesnastą trzydzieści. Nie musiałem nic robić, więc od razu wyszedłem.
*Oczami Rikera*
Zanim Vanessa wstała przeczuwałem, że może mieć kaca. Po wczorajszych "romansach" z roślinami. Nie powiem, wczoraj było ciekawie. Kiedyś my, teraz dziewczyny. Niedługo uznacie nas za nałogowych alkoholików. Chyba wy już nas za nich uważacie...
Laura nie pojawiała się już kilkanaście minut, więc postanowiłem napić się kawy z Seleną i Rylandem. Miałem zamiar go trochę powkurzać...
-A więc za co lubisz Selenę?- spytałem patrząc znacząco na brata. Jego zawsze takie pytania krępowały. Siedział nie odpowiadając, a Sel się czerwieniła- czyli jest coś na rzeczy. Patrzylibyśmy się tak na siebie jeszcze długo, gdyby nie Laura, która pojawiła się przed nami. RyRy to ma szczęście.
-Hejka wszystkim-powiedziała rozpromieniona dziewczyna. RyRy spojrzał na nią jak boga, dziękując, że wybawiła go z mych przesłuchań.
-Laura, to jest Selena. Selena to Laura- dziewczyny przedstawił brat. Oczywiście z uśmiechem się uściskały, co nas trochę zaskoczyło.
-Lau, kopę lat!- uśmiechała się szeroko rudowłosa.
-Znasz Rylanda? Gdzie byłaś? Co u ciebie?- zasypywała pytaniami Laura. Skąd one się znają?
-Chwila, dziewczyny- spojrzał na nas wszystkich niespokojnie i niezrozumiale brunet- Co tu się dzieje? Wy się znacie?
-My jesteśmy rodziną- powiedziały śmiejąc się.
-Ale Laura, ty nic o tym nie mówiłaś- stwierdziłem.
-No bo jakoś nie było okazji.
-Ross nie obrazisz się, jeśli zamiast na spacer porozmawiamy z Selly?- zwróciła się brunetka. Pokiwałem potwierdzająco głową.
-To skąd tu się kochanie wzięłaś? - Pytając Lau zajęła miejsce obok mnie.
-Ogólnie to jestem przejazdem. Wybieram się do Anglii, bo mam zagrać w jakimś serialu -objaśniała.
-A mój brat?- uśmiechnąłem się zachęcając do wypowiedzi na temat Rylanda.
-Poznaliśmy się z Sel na Facebooku i od jakiegoś czasu planowaliśmy spotkanie, a że jesteśmy teraz we Włoszech i była niedaleko to się widzimy- pałeczkę tłumacza przejął chłopak. Marano się tylko uśmiechnęła, a ja nie miałem pomysłu na reakcję, więc nic nie zrobiłem.
-Teraz ty Laurunia opowiadaj. To twój chłopak?- rudowłosa miała na myśli mnie. Trochę się skrzywiłem na to pytanie i czekałem aż dziewczyna zabierze głos.
-Ross? Coś ty? Jasne, że nie!- powiedziała jakby kłamała -Znam go miesiąc - dodała do sprostowania. Jak o tym mówiła pomyślałem o swoim związku z Courtney. My znaliśmy się kilka dni i zostaliśmy parą. Teraz mnie to śmieszy. Zachowałem się jak pięcioletnie dziecko, które rzuca swą ulubioną zabawkę i próbuje bez niej żyć zastępując ją nowymi.
*Oczami Rocky'ego*
Pewnie jeszcze nie zdążyliście się przekonać, że mam charakter lenia, ale wszyscy to dobrze wiedzą. Spałem całe przedpołudnie i obudziłem się koło czternastej. Po ubraniu się i ogólnej rutynie poszedłem sprawdzać pokoje rodzeństwa i sióstr Marano. Każdy spadł jak suseł, jednak zauważyłem brak najmłodszych braci i Laury. Nie chciałem nikogo budzić, więc musiałem znaleźć sobie jakieś zajęcie. Myślałem długo, a jedynym pomysłem było zatelefonowanie i późniejsze spotkanie z Lodovicą. Zdając sobie sprawę, że to jedyne wyjście umówiłem się z nią na szesnastą trzydzieści. Nie musiałem nic robić, więc od razu wyszedłem.
*Oczami Rikera*
Zanim Vanessa wstała przeczuwałem, że może mieć kaca. Po wczorajszych "romansach" z roślinami. Nie powiem, wczoraj było ciekawie. Kiedyś my, teraz dziewczyny. Niedługo uznacie nas za nałogowych alkoholików. Chyba wy już nas za nich uważacie...
sobota, 26 grudnia 2015
Wesołych świąt!
Witam państwa! Przepraszam, że tak późno i w ogóle, ale chciałabym wam wszystkim życzyć wesołych świąt :*******
niedziela, 20 grudnia 2015
Rozdział 29
*Oczami Riker'a*
Po wczorajszym, mega skomplikowanym dniu spałem bardzo długo. Spałbym do wieczora gdyby nie mój telefon. Wyciągnąłem rękę w jego stronę i chciałem odebrać. Jak zwykle mam w zwyczaju uprzednio sprawdziłem kto przerywa mój sen. Numer nic mi nie mówił, więc zastanawiałem się czy odebrać. Postanowiłem, że to zrobię. Gdy tylko wcisnąłem słuchawkę usłyszałem męski, donośny głos:
-No nareszcie Rikuś! Już myślałem, że nie odbierzesz.
-Przepraszam, ale z kim mam przyjemność?- spytałem zdziwiony zaspanym głosem.
-To ja! Wuj Ashton! Kopę lat się nie widzieliśmy! Ile masz teraz lat Riki?- czy to był ten wujek Ashton?! Bez zastanowienia odpowiedziałem uradowany:
-To naprawdę ty wujku?! Nie myślałem, że jeszcze kiedyś cię usłyszę-uśmiech nie schodził mi z twarzy- Już się trochę zestarzałem- zaśmiałem się, po czym dodałem- Dwudziestkę czwórkę mam na karku! Opowiadaj lepiej co u ciebie i syna!- powiedziałem syna. ponieważ po śmierci cioci Anne się załamał i nie chciał z nikim rozmawiać. Miałem osiem lat i nie pamiętam imienia jego dziecka. Ciocia Annie umarła w szpitalu zaraz po porodzie. Potem wujaszko Ash się załamał i zabrał dziecko ze sobą do domu w lesie. Nie odzywał się do nikogo i nie miał zamiaru z nikim się widzieć. Jedyną osobą którą do siebie dopuszczał był mój tata. Czasem wyjeżdżał do niego na kilka dni i brał mnie ze sobą, więc stąd taka więź. Jednak po śmierci ojca nie miałem odwagi tam pojechać. Od tego momentu nasz kontakt się zerwał...
-No to co? Kiedy nas odwiedzicie?
-Przepraszam wujku, ale teraz jesteśmy we Włoszech, ale jak wrócimy to na pewno wpadniemy! Za tydzień wracamy, także się zdzwonimy.
*Oczami Rossa*
Kiedy jeszcze wszyscy spali umówiłem się z Courtney. Nie wiem zbytnio po co... Chciałem z nią zerwać, ale nie potrafię. Taki się urodziłem. Zawsze dbałem o uczucia innych, siebie stawiając na ostatnim miejscu. Ja mógłbym cierpieć lata, jeśli ktoś inny jest szczęśliwy. Wracając z kawy z dziewczyną zadzwoniłem do pewnego ciemnowłosego śpiocha...
-Ross?-usłyszałem zaspany, słodki głos. Taki miała tylko mama i Laura Marie Marano.
-We własnej osobie śpiochu-zaśmiała się na moje słowa- śpiąca królewno wstajesz i idziemy na miasto.
-Ale ja chcę spać.
-Za to ja wyjść z przyjaciółką. Do zobaczenia w kawiarni na rogu za pół godziny-rozłączyłem się. Potem od razu udałem się na umówione miejsce. Siedząc i popijając kawę zobaczyłem coś, czego kompletnie się nie spodziewałem. CO TU ROBI RYLAND Z JAKĄŚ RUDĄ DZIEWCZYNĄ?! Szybko podbiegłem do brata:
-Cześć RyRy. Co ty tu robisz?- spojrzałem znacząco, na co chłopak się lekko zarumienił.
-Prawie zapomniałem! Wy się nie znacie-zwrócił się do mnie i rudowłosej- Selena, oto mój brat, Ross. Rossy to Selena, moja przyjaciółka- na słowo"przyjaciółka" rzuciłem brunetowi zdziwione spojrzenie. Potem oczywiście wyciągnąłem rękę do dziewczyny.
----------------------------------------------
Witam państwa po dość długiej przerwie. Jakoś tak nie mogłam się zebrać na dokończenie rozdziału. Jakoś po wujku Ash'u nie przyszło mi nic do głowy. A tak w ogóle to co sądzicie o postaci? Podoba się imię? Czy może urzekła was rudowłosa Selena? Jak wszyscy mają rudą to i ja chcę XD Nie uważacie że tych bohaterów robi się ciut za dużo? Co robimy z "waszymi ulubieńcami" Court, Kenn i Maiką? Jakieś zabójstwa czy adios z życia Lynchów? Rozpisałam się... Także jeszcze w okresie świątecznym next!
Po wczorajszym, mega skomplikowanym dniu spałem bardzo długo. Spałbym do wieczora gdyby nie mój telefon. Wyciągnąłem rękę w jego stronę i chciałem odebrać. Jak zwykle mam w zwyczaju uprzednio sprawdziłem kto przerywa mój sen. Numer nic mi nie mówił, więc zastanawiałem się czy odebrać. Postanowiłem, że to zrobię. Gdy tylko wcisnąłem słuchawkę usłyszałem męski, donośny głos:
-No nareszcie Rikuś! Już myślałem, że nie odbierzesz.
-Przepraszam, ale z kim mam przyjemność?- spytałem zdziwiony zaspanym głosem.
-To ja! Wuj Ashton! Kopę lat się nie widzieliśmy! Ile masz teraz lat Riki?- czy to był ten wujek Ashton?! Bez zastanowienia odpowiedziałem uradowany:
-To naprawdę ty wujku?! Nie myślałem, że jeszcze kiedyś cię usłyszę-uśmiech nie schodził mi z twarzy- Już się trochę zestarzałem- zaśmiałem się, po czym dodałem- Dwudziestkę czwórkę mam na karku! Opowiadaj lepiej co u ciebie i syna!- powiedziałem syna. ponieważ po śmierci cioci Anne się załamał i nie chciał z nikim rozmawiać. Miałem osiem lat i nie pamiętam imienia jego dziecka. Ciocia Annie umarła w szpitalu zaraz po porodzie. Potem wujaszko Ash się załamał i zabrał dziecko ze sobą do domu w lesie. Nie odzywał się do nikogo i nie miał zamiaru z nikim się widzieć. Jedyną osobą którą do siebie dopuszczał był mój tata. Czasem wyjeżdżał do niego na kilka dni i brał mnie ze sobą, więc stąd taka więź. Jednak po śmierci ojca nie miałem odwagi tam pojechać. Od tego momentu nasz kontakt się zerwał...
-No to co? Kiedy nas odwiedzicie?
-Przepraszam wujku, ale teraz jesteśmy we Włoszech, ale jak wrócimy to na pewno wpadniemy! Za tydzień wracamy, także się zdzwonimy.
*Oczami Rossa*
Kiedy jeszcze wszyscy spali umówiłem się z Courtney. Nie wiem zbytnio po co... Chciałem z nią zerwać, ale nie potrafię. Taki się urodziłem. Zawsze dbałem o uczucia innych, siebie stawiając na ostatnim miejscu. Ja mógłbym cierpieć lata, jeśli ktoś inny jest szczęśliwy. Wracając z kawy z dziewczyną zadzwoniłem do pewnego ciemnowłosego śpiocha...
-Ross?-usłyszałem zaspany, słodki głos. Taki miała tylko mama i Laura Marie Marano.
-We własnej osobie śpiochu-zaśmiała się na moje słowa- śpiąca królewno wstajesz i idziemy na miasto.
-Ale ja chcę spać.
-Za to ja wyjść z przyjaciółką. Do zobaczenia w kawiarni na rogu za pół godziny-rozłączyłem się. Potem od razu udałem się na umówione miejsce. Siedząc i popijając kawę zobaczyłem coś, czego kompletnie się nie spodziewałem. CO TU ROBI RYLAND Z JAKĄŚ RUDĄ DZIEWCZYNĄ?! Szybko podbiegłem do brata:
-Cześć RyRy. Co ty tu robisz?- spojrzałem znacząco, na co chłopak się lekko zarumienił.
-Prawie zapomniałem! Wy się nie znacie-zwrócił się do mnie i rudowłosej- Selena, oto mój brat, Ross. Rossy to Selena, moja przyjaciółka- na słowo"przyjaciółka" rzuciłem brunetowi zdziwione spojrzenie. Potem oczywiście wyciągnąłem rękę do dziewczyny.
----------------------------------------------
Witam państwa po dość długiej przerwie. Jakoś tak nie mogłam się zebrać na dokończenie rozdziału. Jakoś po wujku Ash'u nie przyszło mi nic do głowy. A tak w ogóle to co sądzicie o postaci? Podoba się imię? Czy może urzekła was rudowłosa Selena? Jak wszyscy mają rudą to i ja chcę XD Nie uważacie że tych bohaterów robi się ciut za dużo? Co robimy z "waszymi ulubieńcami" Court, Kenn i Maiką? Jakieś zabójstwa czy adios z życia Lynchów? Rozpisałam się... Także jeszcze w okresie świątecznym next!
niedziela, 6 grudnia 2015
Rozdział 28
*Oczami Rocky'ego*
Spokojnie siedziałem na swojej kanapie, gdy nagle drzwi do mojego pokoju się otworzyły. Vanessa i Rydel wparadowały jakby nigdy nic, bez pozwolenia. Jedna opadła na łóżko, a druga usiadła na podłodze. Wyglądały źle...
-Jestem Madonną, a ona to Lady Gaga!- krzyknęła moja siostra. Ciekawe stwierdzenie...
-Nie, bo jestem Bellą Swan!- odpysknęła Van.
-A ja Rose z Titanic'a!- Rydel nie miała zamiaru zaprzestać krzyczeć. Ness chyba też nie.
-A ja Elisabeth od Jack Sparowa!
-A ja Rihanną!
-A ja was pytam czego ode mnie chcecie?!- krzyknąłem, ponieważ dziewczyny zaczęły mnie denrwować.
-Chodź John! Idziemy do KFC!-dziewczyny wzięły mnie za ramiona i wyciągnęły do drzwi. Przy okazki Vanessa przewróciła się w progu, a Delly nie zważając na nią szła dalej. Oczywiście nasz zygzakowy bieg chciała przerwać Marano. Ludzie przechodzący obok nas patrzyli z pogardą i niezrozumieniem. Zresztą to ja się im nie dziwie. Nagle usłyszałem jakieś krzyki dobiegające chyba z windy. Puściłem blondynkę i podbiegłem upewnić się czy dźwięki dochodzą stamtąd. W tym czasie Vanessa przytulała jakiś kaktus co, najlepsze mówiła że jest milutki. Natomiast moja siostra weszła do jakiegoś schowka dla sprzątaczek. Brawa Ryd!!! Jestem z niej dumny... Mimo wszystko postanowiłem, że na razie nie powstrzymam tych szaleństw. Wolałem przysłuchiwać się dźwiękom z windy. Nagle usłyszałem dwa głosy. Chwila, czy to Ross i Laura są ich właścicielami? Chyba utknęli w windzie. Chciałem pójść po kogoś z recepcji, ale nie miałem z kim zostawić dziewczyn. Szybko pobiegłem do najbliższego pokoju, gdzie mieszkał Ryland. Tamten jak zwykle sprawdzał serwisy społecznościowe i słuchał Demi Lovato.
-Ryland weź mi pomóż-poprosiłem.
-Jak możesz przerywać śpiewy królowej Demi?!!! Ty Rocky Mark'u Lynch'u gadaj w czym jestem ci tak niezbędny- chyba się troszkę wkurzył...
-Ryd i Van pijane, a Raura zatrzasnęła się w windzie- wyjaśniłem, a brat nic nie mówiąc udał się do drzwi. Postąpiłem tak samo.
-Ty pilnujesz dziewczyn- rozkazał brat, a sam udał się na dół do recepcji. Postanowiłem więc zająć się siostrą i jej przyjaciółką. Pierwszą rzeczą, jaką miałem zamiar zrobić było odciągnięcie Vanessy od kaktusa. To zajęcie nie należało do najłatwiejszych... Kiedy tylko próbowałem odebrać jej roślinę krzyczała:
-Jak możesz ranić Spike'a! Ed nie! Pochowaj mnie razem z Madeline!- te wypowiedzi były mega bezsensowne. Chciałem kontynuować zabieranie Marano doniczki z kaktusem, ale pojawił się większy problem- Rydel z mopem na głowie, domestosem w dłoni, który w każdej chwili mogła wylać i jakąś szczotką do dywanów na stopie. (Nie pytajcie jak to wymyśliłam, bo nie wiem xD ~od aut.)
-Umiem latać, wiesz Mary?- zwróciła się do mnie.
-Rocky nie Mary!
-Ale masz długie włosy i będziesz moją małą Marysią.
-Niech ci będzie. A teraz to ściągaj!
-Ale ja się z tym urodziłam!!!-krzyknęła z całej siły Rydel. Pewnie wszystkich pobudziła, a bezsilny ja zsunąłem się na ziemię i podparłem głowę o kolana. Nie mam siły i cierpliwości do nich... Chwilę tak posiedziałem i usłyszałem głos Lau, Ross'a i RyRy'ego. Szli po schodach śmiejąc się i dyskutując. Czyli prawdopodobnie się dogadali. Nagle zauważyłem biegnącego do nich Riker'a. Postanowiłem, że ja także podbiegnę. Wszyscy się przytuli zaraz po potwierdzeniu mojej wersji wydarzeń-czyli tego, że Rossy i Laura utknęli w windzie. Zaczęliśmy rozmawiać, ale zapomnieliśmy o jednym problemie-pijanej Vanessie i Rydel. Przechodząc obok kaktusa Nessy Riker zaczął krzyczeć:
-Wy pojeby! Jak mogliście jej nie odciągnąć?
-Sam spróbuj-wzruszyłem ramionami, a brat podszedł do starszej siostry Laury.
-Vanesso Nicole Marano, proszę puść ten kaktus-uśmiechnął się. Ku naszemu zdziwieniu brunetka odsunęła się od rośliny.
-Kiedyś będą zgodnym małżeństwem-skomentował Ryland-Niczym Ross i Laura.
-Co prosze?- spytała zszokowana brunetka.
-To, że ty i Ross będziecie udanym małżeństwem- zaśmiał się młody.
-Jak się nie pozabijamy...- rozmarzył się blondyn. Natomiast Rydel chyba się znudziła swoją wspaniałą stylizacją i zdjęła bez słowa akcesoria sprzątaczki. Odprowadziliśmy dziewczyny do pokoju i resztą udaliśmy się do królestwa Ross'a.
-Chłopaki, a co robi Ellington?- spytała Lau siedząc na kanapie obok Ross'a.
----------------------------------------------------------------
Witam państwa! A więc mam ten trochę krótki, bekowy rossdział dla was. Pytaliście kiedy next, więc proszę :) DZIĘKUJE WAM BARDZO ZA PONAD 4K WYŚWIETLEŃ <3
Spokojnie siedziałem na swojej kanapie, gdy nagle drzwi do mojego pokoju się otworzyły. Vanessa i Rydel wparadowały jakby nigdy nic, bez pozwolenia. Jedna opadła na łóżko, a druga usiadła na podłodze. Wyglądały źle...
-Jestem Madonną, a ona to Lady Gaga!- krzyknęła moja siostra. Ciekawe stwierdzenie...
-Nie, bo jestem Bellą Swan!- odpysknęła Van.
-A ja Rose z Titanic'a!- Rydel nie miała zamiaru zaprzestać krzyczeć. Ness chyba też nie.
-A ja Elisabeth od Jack Sparowa!
-A ja Rihanną!
-A ja was pytam czego ode mnie chcecie?!- krzyknąłem, ponieważ dziewczyny zaczęły mnie denrwować.
-Chodź John! Idziemy do KFC!-dziewczyny wzięły mnie za ramiona i wyciągnęły do drzwi. Przy okazki Vanessa przewróciła się w progu, a Delly nie zważając na nią szła dalej. Oczywiście nasz zygzakowy bieg chciała przerwać Marano. Ludzie przechodzący obok nas patrzyli z pogardą i niezrozumieniem. Zresztą to ja się im nie dziwie. Nagle usłyszałem jakieś krzyki dobiegające chyba z windy. Puściłem blondynkę i podbiegłem upewnić się czy dźwięki dochodzą stamtąd. W tym czasie Vanessa przytulała jakiś kaktus co, najlepsze mówiła że jest milutki. Natomiast moja siostra weszła do jakiegoś schowka dla sprzątaczek. Brawa Ryd!!! Jestem z niej dumny... Mimo wszystko postanowiłem, że na razie nie powstrzymam tych szaleństw. Wolałem przysłuchiwać się dźwiękom z windy. Nagle usłyszałem dwa głosy. Chwila, czy to Ross i Laura są ich właścicielami? Chyba utknęli w windzie. Chciałem pójść po kogoś z recepcji, ale nie miałem z kim zostawić dziewczyn. Szybko pobiegłem do najbliższego pokoju, gdzie mieszkał Ryland. Tamten jak zwykle sprawdzał serwisy społecznościowe i słuchał Demi Lovato.
-Ryland weź mi pomóż-poprosiłem.
-Jak możesz przerywać śpiewy królowej Demi?!!! Ty Rocky Mark'u Lynch'u gadaj w czym jestem ci tak niezbędny- chyba się troszkę wkurzył...
-Ryd i Van pijane, a Raura zatrzasnęła się w windzie- wyjaśniłem, a brat nic nie mówiąc udał się do drzwi. Postąpiłem tak samo.
-Ty pilnujesz dziewczyn- rozkazał brat, a sam udał się na dół do recepcji. Postanowiłem więc zająć się siostrą i jej przyjaciółką. Pierwszą rzeczą, jaką miałem zamiar zrobić było odciągnięcie Vanessy od kaktusa. To zajęcie nie należało do najłatwiejszych... Kiedy tylko próbowałem odebrać jej roślinę krzyczała:
-Jak możesz ranić Spike'a! Ed nie! Pochowaj mnie razem z Madeline!- te wypowiedzi były mega bezsensowne. Chciałem kontynuować zabieranie Marano doniczki z kaktusem, ale pojawił się większy problem- Rydel z mopem na głowie, domestosem w dłoni, który w każdej chwili mogła wylać i jakąś szczotką do dywanów na stopie. (Nie pytajcie jak to wymyśliłam, bo nie wiem xD ~od aut.)
-Umiem latać, wiesz Mary?- zwróciła się do mnie.
-Rocky nie Mary!
-Ale masz długie włosy i będziesz moją małą Marysią.
-Niech ci będzie. A teraz to ściągaj!
-Ale ja się z tym urodziłam!!!-krzyknęła z całej siły Rydel. Pewnie wszystkich pobudziła, a bezsilny ja zsunąłem się na ziemię i podparłem głowę o kolana. Nie mam siły i cierpliwości do nich... Chwilę tak posiedziałem i usłyszałem głos Lau, Ross'a i RyRy'ego. Szli po schodach śmiejąc się i dyskutując. Czyli prawdopodobnie się dogadali. Nagle zauważyłem biegnącego do nich Riker'a. Postanowiłem, że ja także podbiegnę. Wszyscy się przytuli zaraz po potwierdzeniu mojej wersji wydarzeń-czyli tego, że Rossy i Laura utknęli w windzie. Zaczęliśmy rozmawiać, ale zapomnieliśmy o jednym problemie-pijanej Vanessie i Rydel. Przechodząc obok kaktusa Nessy Riker zaczął krzyczeć:
-Wy pojeby! Jak mogliście jej nie odciągnąć?
-Sam spróbuj-wzruszyłem ramionami, a brat podszedł do starszej siostry Laury.
-Vanesso Nicole Marano, proszę puść ten kaktus-uśmiechnął się. Ku naszemu zdziwieniu brunetka odsunęła się od rośliny.
-Kiedyś będą zgodnym małżeństwem-skomentował Ryland-Niczym Ross i Laura.
-Co prosze?- spytała zszokowana brunetka.
-To, że ty i Ross będziecie udanym małżeństwem- zaśmiał się młody.
-Jak się nie pozabijamy...- rozmarzył się blondyn. Natomiast Rydel chyba się znudziła swoją wspaniałą stylizacją i zdjęła bez słowa akcesoria sprzątaczki. Odprowadziliśmy dziewczyny do pokoju i resztą udaliśmy się do królestwa Ross'a.
-Chłopaki, a co robi Ellington?- spytała Lau siedząc na kanapie obok Ross'a.
----------------------------------------------------------------
Witam państwa! A więc mam ten trochę krótki, bekowy rossdział dla was. Pytaliście kiedy next, więc proszę :) DZIĘKUJE WAM BARDZO ZA PONAD 4K WYŚWIETLEŃ <3
wtorek, 24 listopada 2015
Rozdział 27
*Oczami Rydel *
-No i skończone!-krzyknął Rocky gdy skończyliśmy rozpisywanie wokali. Teraz siedzieliśmy w siódemkę: ja, Van, Rock, Ell, Riker, Ryland i Lodo.
-A gdzie Ross i Laura?-spytał najmłodszy z nas. Szczerze mówiąc to nawet nie zauważyłam ich braku.
-Ross chyba poszedł pogodzić się z Lau i może wyszli na jakąś kawę. -wyjaśnił Rik.
-Zamawiam wódkę. Kto zostanie ?- poinformowała Marano. Po tym wydarzeniu wszyscy wyszli. Natomiast ja i Vanessa miałyśmy świetny humor. Kelner po jakimś czasie przyniósł alkohol i zaczęłyśmy świętować napisanie piosenki.
*Oczami Ross'a*
<podczas gdy Lynchowie pracują nad piosenką>
Po kilku próbach robienia hałasu zaprzestaliśmy. Znów zapadła krępująca cisza, którą postanowiłem przerwać:
-Nie wiadomo ile jeszcze będziemy tu siedzieć, więc zagrajmy w dwadzieścia pytań. Co ty na to?
-Okej. Lepsza gra z takim idiotą niż wieczna nuda. Kto zaczyna?- nie powiem, zaskoczyła mnie odpowiedzią.
-Może ja? Dlatego uważasz mnie za idiotę?
-Jesteś dwulicowy, zadajesz się z Mitchell, najpierw udajesz fajnego, a potem wymieniasz mnie na Court, Maię i Kendall.-odpowiedziała szczerze, po czym zadała pytanie - Dlatego najpierw byłeś dla mnie miły a potem to się zepsuło?
-Możemy o tym nie rozmawiać?- zastanawiacie się pewnie dlatego jej nie odpowiedziałem. Mogłem to zrobić, ale nie zrozumiałaby. Nigdy nie daje przekroczyć jakiegoś dystansu, a Lau już dawno go przekroczyła. Pomyślicie sobie "sam się przeczy. Przecież ma dziewczynę". Ja i Court - czy można to nazwać związkiem? Ta nasza relacja to parę słodkich słówek i selfie ma tumblerze. Taki związek nie związek.
-Przepraszam, ale może porozmawiajmy szczerze. Wiedz, że zawsze ci pomogę i możesz mi się wygadać.- uśmiechnęła się i ostrożnie położyła rękę na mojej. Dziwnie się poczułem, ale wydaje mi się, że przyjemnie. Miała tak gładką dłoń.
-Wybacz, ale nie jestem na to jeszcze gotowy. To wiąże się z moją przeszłością. Za to może spróbujemy odbudować naszą relację?-zaproponowałem.
-Jestem za. Jeszcze dwa tygodnie i będziemy razem mieszkać, więc wartałoby się jakoś dogadać. Jak nam się nie uda pomyślmy o naszym rodzeństwie. Na pewno chcieliby, żeby między nami było okej. W szczególności Van i Rik. Nie chcę, żeby się o nas kiedyś pokłócili.
-Spróbujemy?- spytałem z nadzieją wyciągając rękę w stronę Laury.
-Umowa stoi.- uśmiechnęła się podając rękę.
-Ok, zobaczymy jak długo się nie pokłócimy!- zaśmialiśmy się na moje słowa.
-Ross wszystko spoko, ale masz zamiar zostać tu na wieki?
-Nie. Próbowaliśmy już krzyczeć, ale nikt nas nie uratował. Myślę, że to bezcelowe.
-W sumie...- po słowach Laury nagle usłyszałem swój dzwonek informujący, że dzwoni Riker. Ustawiłem sobie specjalny sygnał dla brata kiedy jeszcze byłem młodym buntownikiem.
-Serio Rossy? "Uwaga ! Dzwoni Riker"?- zażartowała Laura marszcząc brwi.
-Tak, a masz coś przeciwko?- zażartowałem.
-Nie, skądże. -wybuchnęła śmiechem kiedy odbierałem.
-Cześć Rik!- podłożyłem telefon do ucha.
-Rufus?- usłyszałem głos Rydel.
-Mam na imię Ross.
-Rufusie zdradzasz mnie ze Spike'm?!-krzyknęła blondyna. Chyba popadła w chorobę psychiczną.
-Rydel Mary Lynch to ja twój brat Ross.- tłumaczyłem.
-Kto to Rydel Marta Lynch?-spytała.
-Ty!!!-krzyknąłem.
-Ale ja jestem Angelina Jolie.
-Dells dobrze się czujesz?- spytałem.- A skąd masz telefon Rikera?- dodałem po chwili namysłu.
-Riket go zostawił w Chicago, więc mu go przywiozłam.- moja siostra zwariowała....
-Riker był 20 lat temu w Chicago! Rydel, coś ty piła?- dopiero teraz spojrzałem na Laurę, która posłała mi zdziwione, niezrozumiałe spojrzenie. Postanowiłem ustawić tryb głośnomówiący. Nagle usłyszeliśmy:
-Ale nasz Titanic tonie! Edward Cullen mnie nie uratuje?- usłyszeliśmy głos Vanessy.
-Vanessa?-spojrzała na mnie Lau ze zdziwieniem.
-Dzwonią z telefonu Rikera. Dziwne, nie?-odparłem.
-One są dziwne.- wzruszyła ramionami.
-O dziwności Rydel to ja wiem. Wychowała się w rodzinie wariatów- zaśmiałem się na wspomnienie naszego wspaniałego dzieciństwa. To były czasy...
-Podziwiam ją za to.- przyznała Lau. Po chwili usłyszeliśmy dźwięk zakańczający połączenie.
-Co im się ubzdurało?
-Może dużo wypiły.- stwierdziłem.
-Znam Vanessę i ostatni raz piła na swoim promie (studniówka a USA~ od aut.). To nie w jej stylu.
-Dowiemy się jeżeli przeżyjemy w tej windzie.- uśmiechnąłem się na myśl wyjścia z tego okropnego pomieszczenia.
-Jeszcze sobie z tego żartuj...- szepnęła pod nosem moja towarzyszka.
-No czasem mogłabyś i ty.
-Dobra, nie wypowiadam się. Nie chcę kolejnej spiny.
-Ok. To co robimy?
-Nie wiem. Może jeszcze spróbujemy pokrzyczeć?
-A mamy inne wyjście?- wzruszyłem ramionami.
---------------------------------------------
Witam państwa! Mamy coś, czego mam nadzieje że się nie spodziewaliście. Pijane Ryd i Ness i koniec wojny Raury (chyba). Jeżeli kogoś obchodzi moje nudne życie to w tym konkursie z ostatniej notki przeszłam do następnego etapu! Wracając to pochwalę się, że rozdziałów na drugim blogu nie ma xD Także do nexta kochani!
-No i skończone!-krzyknął Rocky gdy skończyliśmy rozpisywanie wokali. Teraz siedzieliśmy w siódemkę: ja, Van, Rock, Ell, Riker, Ryland i Lodo.
-A gdzie Ross i Laura?-spytał najmłodszy z nas. Szczerze mówiąc to nawet nie zauważyłam ich braku.
-Ross chyba poszedł pogodzić się z Lau i może wyszli na jakąś kawę. -wyjaśnił Rik.
-Zamawiam wódkę. Kto zostanie ?- poinformowała Marano. Po tym wydarzeniu wszyscy wyszli. Natomiast ja i Vanessa miałyśmy świetny humor. Kelner po jakimś czasie przyniósł alkohol i zaczęłyśmy świętować napisanie piosenki.
*Oczami Ross'a*
<podczas gdy Lynchowie pracują nad piosenką>
Po kilku próbach robienia hałasu zaprzestaliśmy. Znów zapadła krępująca cisza, którą postanowiłem przerwać:
-Nie wiadomo ile jeszcze będziemy tu siedzieć, więc zagrajmy w dwadzieścia pytań. Co ty na to?
-Okej. Lepsza gra z takim idiotą niż wieczna nuda. Kto zaczyna?- nie powiem, zaskoczyła mnie odpowiedzią.
-Może ja? Dlatego uważasz mnie za idiotę?
-Jesteś dwulicowy, zadajesz się z Mitchell, najpierw udajesz fajnego, a potem wymieniasz mnie na Court, Maię i Kendall.-odpowiedziała szczerze, po czym zadała pytanie - Dlatego najpierw byłeś dla mnie miły a potem to się zepsuło?
-Możemy o tym nie rozmawiać?- zastanawiacie się pewnie dlatego jej nie odpowiedziałem. Mogłem to zrobić, ale nie zrozumiałaby. Nigdy nie daje przekroczyć jakiegoś dystansu, a Lau już dawno go przekroczyła. Pomyślicie sobie "sam się przeczy. Przecież ma dziewczynę". Ja i Court - czy można to nazwać związkiem? Ta nasza relacja to parę słodkich słówek i selfie ma tumblerze. Taki związek nie związek.
-Przepraszam, ale może porozmawiajmy szczerze. Wiedz, że zawsze ci pomogę i możesz mi się wygadać.- uśmiechnęła się i ostrożnie położyła rękę na mojej. Dziwnie się poczułem, ale wydaje mi się, że przyjemnie. Miała tak gładką dłoń.
-Wybacz, ale nie jestem na to jeszcze gotowy. To wiąże się z moją przeszłością. Za to może spróbujemy odbudować naszą relację?-zaproponowałem.
-Jestem za. Jeszcze dwa tygodnie i będziemy razem mieszkać, więc wartałoby się jakoś dogadać. Jak nam się nie uda pomyślmy o naszym rodzeństwie. Na pewno chcieliby, żeby między nami było okej. W szczególności Van i Rik. Nie chcę, żeby się o nas kiedyś pokłócili.
-Spróbujemy?- spytałem z nadzieją wyciągając rękę w stronę Laury.
-Umowa stoi.- uśmiechnęła się podając rękę.
-Ok, zobaczymy jak długo się nie pokłócimy!- zaśmialiśmy się na moje słowa.
-Ross wszystko spoko, ale masz zamiar zostać tu na wieki?
-Nie. Próbowaliśmy już krzyczeć, ale nikt nas nie uratował. Myślę, że to bezcelowe.
-W sumie...- po słowach Laury nagle usłyszałem swój dzwonek informujący, że dzwoni Riker. Ustawiłem sobie specjalny sygnał dla brata kiedy jeszcze byłem młodym buntownikiem.
-Serio Rossy? "Uwaga ! Dzwoni Riker"?- zażartowała Laura marszcząc brwi.
-Tak, a masz coś przeciwko?- zażartowałem.
-Nie, skądże. -wybuchnęła śmiechem kiedy odbierałem.
-Cześć Rik!- podłożyłem telefon do ucha.
-Rufus?- usłyszałem głos Rydel.
-Mam na imię Ross.
-Rufusie zdradzasz mnie ze Spike'm?!-krzyknęła blondyna. Chyba popadła w chorobę psychiczną.
-Rydel Mary Lynch to ja twój brat Ross.- tłumaczyłem.
-Kto to Rydel Marta Lynch?-spytała.
-Ty!!!-krzyknąłem.
-Ale ja jestem Angelina Jolie.
-Dells dobrze się czujesz?- spytałem.- A skąd masz telefon Rikera?- dodałem po chwili namysłu.
-Riket go zostawił w Chicago, więc mu go przywiozłam.- moja siostra zwariowała....
-Riker był 20 lat temu w Chicago! Rydel, coś ty piła?- dopiero teraz spojrzałem na Laurę, która posłała mi zdziwione, niezrozumiałe spojrzenie. Postanowiłem ustawić tryb głośnomówiący. Nagle usłyszeliśmy:
-Ale nasz Titanic tonie! Edward Cullen mnie nie uratuje?- usłyszeliśmy głos Vanessy.
-Vanessa?-spojrzała na mnie Lau ze zdziwieniem.
-Dzwonią z telefonu Rikera. Dziwne, nie?-odparłem.
-One są dziwne.- wzruszyła ramionami.
-O dziwności Rydel to ja wiem. Wychowała się w rodzinie wariatów- zaśmiałem się na wspomnienie naszego wspaniałego dzieciństwa. To były czasy...
-Podziwiam ją za to.- przyznała Lau. Po chwili usłyszeliśmy dźwięk zakańczający połączenie.
-Co im się ubzdurało?
-Może dużo wypiły.- stwierdziłem.
-Znam Vanessę i ostatni raz piła na swoim promie (studniówka a USA~ od aut.). To nie w jej stylu.
-Dowiemy się jeżeli przeżyjemy w tej windzie.- uśmiechnąłem się na myśl wyjścia z tego okropnego pomieszczenia.
-Jeszcze sobie z tego żartuj...- szepnęła pod nosem moja towarzyszka.
-No czasem mogłabyś i ty.
-Dobra, nie wypowiadam się. Nie chcę kolejnej spiny.
-Ok. To co robimy?
-Nie wiem. Może jeszcze spróbujemy pokrzyczeć?
-A mamy inne wyjście?- wzruszyłem ramionami.
---------------------------------------------
Witam państwa! Mamy coś, czego mam nadzieje że się nie spodziewaliście. Pijane Ryd i Ness i koniec wojny Raury (chyba). Jeżeli kogoś obchodzi moje nudne życie to w tym konkursie z ostatniej notki przeszłam do następnego etapu! Wracając to pochwalę się, że rozdziałów na drugim blogu nie ma xD Także do nexta kochani!
wtorek, 10 listopada 2015
Rozdział 26
*Oczami Laury*
Wczoraj był mega zakręcony dzień. Ross, Court i ja zgubiliśmy się Mai, Dells i Ken. W sumie to ja i Eaton. Z tego co wiem nikt wam jeszcze nie opowiadał co się stało, więc ja to zrobię. Gdy dziewczyny nas odnalazły i zaprzestały przesłuchiwań blondyna Court i ja się pokłóciłyśmy, a raczej ja i Maia, ale tamta też jest obrażona. Maika do mnie z tekstem "Czy oni nie są uroczy?" na co ja "Aż razi w oczy." i od tego się zaczęło. Po wymianie zdań z brunetką nie chciałam zniżać się do jej poziomu i po prostu bez słowa wyszłam. Zwykle po kłótni z kimś przez cały dzień chodzę zła, ale tym razem tak nie było. To dzięki chłopakom piszącym piosenkę. Ryland zawołał mnie do pokoju Rocky'ego (gdzie wszędzie można było dostrzec żelki xD) żybym pomogła im. Wreszcie skończyło się, że z uśmiechem słuchałam śpiewającego Rikera i przypatrywałam się gitarom i laptopowi najmłodszego. Znam ich ponad tydzień, a traktuję jak braci. W Paryżu straciłam starą rodzinę, a w L.A. zyskałam nową. Rocky cały czas pisał słowa na "L". Dziwne nie? Czyżby odczuwał skruchę po kłótniach z Lodoviką? Tego gościa nikt nie rozszyfruje. Oczywiście w komponowaliśmy w towarzystwie (jak powiedział Ellington) dzieci Mozarta- Austina i Troya! Ryland rozlał sok na łóżko Rocky'ego i przez dzisiejszą noc on spał na podłodze, a brat na jego posłaniu. Po tym jakże ciekawym spotkaniu poszłam spać nie zważając na Delly, Van i Ross'a. Ogólnie na nic nie zwracałamm uwagi. Natomiast dzisiaj mam zamiar wyjść po południu na kawę z Ken lub Lodo. Po porannej toalecie musiałam wraz z blondynką i siostrą rozstrzygać spór o tytuł piosenki. Wreszcie zamiast wymysłów Ratlifa pozostało "Smile". Nie ukrywam że przypadł mi do gustu. Nigdzie nie zauważyłam Ross'a, który ostatnio wkurza się na cały świat, a głównie na mnie. Gdy ubrałam się w swoją ukochaną sukienkę i koturny bezzwłocznie opuściłam pokój. Ku mojemu zdziwieniu pod drzwiami stał przedostatni Lynch. Chciałam go olać, ale szarpnął mnie za ramię krzycząc:
-Laura przeproś w tej chwili Court i Maię, za to, co wczoraj odstawiałaś!
-To one powinny mnie przeprosić-wytłumaczyłam podkreślając zaimek.
-Co ci zrobiły?! Jesteś niemożliwa kobieto!
-Mogłabym wyliczać do jutra, ale spieszę się do kawiarni.- wyminęłam nastolatka z obrażoną miną, ale zdążył złapać mnie za ramię.
-Dlaczego mi to robisz,co? -pyta patrząc mi w oczy.
-Domyśl się, a teraz idę do Lodo. Mamy iść na kawę.
- A mogę z tobą?- Nic już nie mówiąc wyminęłam go i skierowałam się do windy. Gdy drzwiczki się już zasuwały do windy wpadł zdyszany blonyn. Spojrzałam na nie go z wrogością, a ten się uśmiechnął.
-Hej Laura.
-Pa Ross.- udawałam spokój.Nagle rozległ się jakiś trzask i zorientowaliśmy się, że winda stanęła. Prawdopodobnie pomiędzy piętrami. Zmieniłam spojrzenie na politowanie
-Co znowu?- spytał brązowooki.
-Gapisz się na mnie zamiast myśleć jak nas z tąd wyciągnąć!
-Skąd miałem wiedzieć, że wchodzisz do zepsutej windy? Uwierz mi, nie szedł bym wtedy z tobą. Mogłaś uprzedzić, że chcesz ją zepsuć!
-Ojejciu! Łaskę mi zrobiłeś łażąc za mną? Ty sam siebie słyszysz? No zadzwoń do Ney i się poskarż jaka to Lau jest dla ciebie zła!
-Zrobiłbym to już dawno. Wierz mi, ale nie mam zasięgu...
- Czemu nie mogłeś tu wejść z Maieczką i Courtney? Co, panie naj??
-Jesteś niemożliwa Marano!
-Co ty nie powiesz!
-Chciałem dojść do porozumienia, ale widzę że się nie da.
-Szczególnie dajesz mi do zrozumienia jak ci źle przebywać tu ze mną, a mówisz o zawieszeniu broni. Człowieku, przeczysz sam siebie!
-Chciałem się dogadać, naprawdę! Sama to uniemożliwiasz!
-Co ty nie powiesz! Teraz nas stąd wyciągnij!
-Żebym umiał...- westchnął z poirytowaniem- A może jakieś "Proszę Ross, wierzę w twoje możliwości i wiem, że nas stąd wyciągniesz?"- naśladował mój głos.
-Chyba ci to włoskie słoneczko za bardzo przygrzało na główkę, co?- naśladowałam słodkość i troskę.
-Spokojnie, nic mi nie jest. Martw się o siebie!
-Myśl, jak wyjść, a nie dyskutujesz!!!- krzyknęłam, a Lynch wyciągnął telefon.
-Nie ma zasięgu. Laura masz telefon?
-Tak, a co?
-Zadzwonimy z twojego.- wytłumaczył. Szybko wyciągnęłam wspomniany przedmiot .
-Nie mam nic na koncie.-posmutniałam.
-Możemy zadzwonić na czyiś koszt. A zasięg?!- w tej chwili w moich oczach zabłysły małe iskierki nadziei. Po chwili poczułam wibrację w dłoni, oznaczającą, że telefon się wyłącza.
-Extra!- krzyczę sarkastycznie.
-Co ty laska z tym telefonem robisz, że kiedy ci potrzebny to się wyłącza?
-Ej! Czytałam wspaniałe fanficion!
-Tsaa.. O 1D?
-Ty zawsze musisz wszystko komentować?- po tym zapadła cisza.
*Oczami Vanessy*
Siedziałam w hotelu i szkicowałam. Przy okazji rozmawiałam z Delly o wczorajszym dniu.
-Jak myślisz Maia i Lau się pogodzą?
-Szczerze mówiąc, to w to wątpie.- stwierdziłam.- Ale chyba polubiła Kendall.
-Też to zauważyłam. Z Lodo też.
-A tak sobie myślę, że ta piosenka Lodoviki jest taka mega. Kocham ją. Powinna nagrać jakieś demo czy coś.-zaczęłam
-Nom, żebyś wiedziała.
-Może jakoś jej pomożemy?
-Zastanowię się.
-Ok. Dzięki. Delly, co sądzisz o tej piosence chłopaków?
-Jest fajna. Uważam, że najlepiej brzmiałby w niej wokal Ross'a.
-Nigdy go nie słyszałam śpiewającego, ale wydaje mi się że pierwsza zwrotka byłaby idealna dla Rikera (mój fenomen napisał najpierw Rikrta! Kongratulejszons Klaudia~ od aut.)
-Skoro tak uważasz.-uśmiechnięta Rydel podniosła się i kierowała w stronę drzwi.
-Gdzie idziesz Dell?
-Skoro mamy tyle pomysłów to idę po tekst. Wezmę ze sobą Rocky'ego do gitary, ok?
-Jasne, leć. -blondynka wybiegła niczym więzień. Po dwuch lub trzech minutach pojawiła się z Ellem i bratem w pokoju.
-Hej Ness!-krzyknęli radośnie.
------------------------------------
Witam państwa! Co tam u was? Możecie mnie zabić, że tak późno, ale mam ostatnio sporo na głowie. Czy wam też nauka odbiera wenę? Jeżeli kogoś to obchodzi to w poniedziałek piszę konkurs humanistyczny, więc trzymajcie kciuki <3 Nie mam pojęcia kiedy next, przyznaje się. No to starczy chyba wam czytania mojego jakże nudnego życia... P.S. Pisze też inny fanfic na wattpadzie, więc wpadać na LodoSwiftLynch 😊 Do napisania <3
Wczoraj był mega zakręcony dzień. Ross, Court i ja zgubiliśmy się Mai, Dells i Ken. W sumie to ja i Eaton. Z tego co wiem nikt wam jeszcze nie opowiadał co się stało, więc ja to zrobię. Gdy dziewczyny nas odnalazły i zaprzestały przesłuchiwań blondyna Court i ja się pokłóciłyśmy, a raczej ja i Maia, ale tamta też jest obrażona. Maika do mnie z tekstem "Czy oni nie są uroczy?" na co ja "Aż razi w oczy." i od tego się zaczęło. Po wymianie zdań z brunetką nie chciałam zniżać się do jej poziomu i po prostu bez słowa wyszłam. Zwykle po kłótni z kimś przez cały dzień chodzę zła, ale tym razem tak nie było. To dzięki chłopakom piszącym piosenkę. Ryland zawołał mnie do pokoju Rocky'ego (gdzie wszędzie można było dostrzec żelki xD) żybym pomogła im. Wreszcie skończyło się, że z uśmiechem słuchałam śpiewającego Rikera i przypatrywałam się gitarom i laptopowi najmłodszego. Znam ich ponad tydzień, a traktuję jak braci. W Paryżu straciłam starą rodzinę, a w L.A. zyskałam nową. Rocky cały czas pisał słowa na "L". Dziwne nie? Czyżby odczuwał skruchę po kłótniach z Lodoviką? Tego gościa nikt nie rozszyfruje. Oczywiście w komponowaliśmy w towarzystwie (jak powiedział Ellington) dzieci Mozarta- Austina i Troya! Ryland rozlał sok na łóżko Rocky'ego i przez dzisiejszą noc on spał na podłodze, a brat na jego posłaniu. Po tym jakże ciekawym spotkaniu poszłam spać nie zważając na Delly, Van i Ross'a. Ogólnie na nic nie zwracałamm uwagi. Natomiast dzisiaj mam zamiar wyjść po południu na kawę z Ken lub Lodo. Po porannej toalecie musiałam wraz z blondynką i siostrą rozstrzygać spór o tytuł piosenki. Wreszcie zamiast wymysłów Ratlifa pozostało "Smile". Nie ukrywam że przypadł mi do gustu. Nigdzie nie zauważyłam Ross'a, który ostatnio wkurza się na cały świat, a głównie na mnie. Gdy ubrałam się w swoją ukochaną sukienkę i koturny bezzwłocznie opuściłam pokój. Ku mojemu zdziwieniu pod drzwiami stał przedostatni Lynch. Chciałam go olać, ale szarpnął mnie za ramię krzycząc:
-Laura przeproś w tej chwili Court i Maię, za to, co wczoraj odstawiałaś!
-To one powinny mnie przeprosić-wytłumaczyłam podkreślając zaimek.
-Co ci zrobiły?! Jesteś niemożliwa kobieto!
-Mogłabym wyliczać do jutra, ale spieszę się do kawiarni.- wyminęłam nastolatka z obrażoną miną, ale zdążył złapać mnie za ramię.
-Dlaczego mi to robisz,co? -pyta patrząc mi w oczy.
-Domyśl się, a teraz idę do Lodo. Mamy iść na kawę.
- A mogę z tobą?- Nic już nie mówiąc wyminęłam go i skierowałam się do windy. Gdy drzwiczki się już zasuwały do windy wpadł zdyszany blonyn. Spojrzałam na nie go z wrogością, a ten się uśmiechnął.
-Hej Laura.
-Pa Ross.- udawałam spokój.Nagle rozległ się jakiś trzask i zorientowaliśmy się, że winda stanęła. Prawdopodobnie pomiędzy piętrami. Zmieniłam spojrzenie na politowanie
-Co znowu?- spytał brązowooki.
-Gapisz się na mnie zamiast myśleć jak nas z tąd wyciągnąć!
-Skąd miałem wiedzieć, że wchodzisz do zepsutej windy? Uwierz mi, nie szedł bym wtedy z tobą. Mogłaś uprzedzić, że chcesz ją zepsuć!
-Ojejciu! Łaskę mi zrobiłeś łażąc za mną? Ty sam siebie słyszysz? No zadzwoń do Ney i się poskarż jaka to Lau jest dla ciebie zła!
-Zrobiłbym to już dawno. Wierz mi, ale nie mam zasięgu...
- Czemu nie mogłeś tu wejść z Maieczką i Courtney? Co, panie naj??
-Jesteś niemożliwa Marano!
-Co ty nie powiesz!
-Chciałem dojść do porozumienia, ale widzę że się nie da.
-Szczególnie dajesz mi do zrozumienia jak ci źle przebywać tu ze mną, a mówisz o zawieszeniu broni. Człowieku, przeczysz sam siebie!
-Chciałem się dogadać, naprawdę! Sama to uniemożliwiasz!
-Co ty nie powiesz! Teraz nas stąd wyciągnij!
-Żebym umiał...- westchnął z poirytowaniem- A może jakieś "Proszę Ross, wierzę w twoje możliwości i wiem, że nas stąd wyciągniesz?"- naśladował mój głos.
-Chyba ci to włoskie słoneczko za bardzo przygrzało na główkę, co?- naśladowałam słodkość i troskę.
-Spokojnie, nic mi nie jest. Martw się o siebie!
-Myśl, jak wyjść, a nie dyskutujesz!!!- krzyknęłam, a Lynch wyciągnął telefon.
-Nie ma zasięgu. Laura masz telefon?
-Tak, a co?
-Zadzwonimy z twojego.- wytłumaczył. Szybko wyciągnęłam wspomniany przedmiot .
-Nie mam nic na koncie.-posmutniałam.
-Możemy zadzwonić na czyiś koszt. A zasięg?!- w tej chwili w moich oczach zabłysły małe iskierki nadziei. Po chwili poczułam wibrację w dłoni, oznaczającą, że telefon się wyłącza.
-Extra!- krzyczę sarkastycznie.
-Co ty laska z tym telefonem robisz, że kiedy ci potrzebny to się wyłącza?
-Ej! Czytałam wspaniałe fanficion!
-Tsaa.. O 1D?
-Ty zawsze musisz wszystko komentować?- po tym zapadła cisza.
*Oczami Vanessy*
Siedziałam w hotelu i szkicowałam. Przy okazji rozmawiałam z Delly o wczorajszym dniu.
-Jak myślisz Maia i Lau się pogodzą?
-Szczerze mówiąc, to w to wątpie.- stwierdziłam.- Ale chyba polubiła Kendall.
-Też to zauważyłam. Z Lodo też.
-A tak sobie myślę, że ta piosenka Lodoviki jest taka mega. Kocham ją. Powinna nagrać jakieś demo czy coś.-zaczęłam
-Nom, żebyś wiedziała.
-Może jakoś jej pomożemy?
-Zastanowię się.
-Ok. Dzięki. Delly, co sądzisz o tej piosence chłopaków?
-Jest fajna. Uważam, że najlepiej brzmiałby w niej wokal Ross'a.
-Nigdy go nie słyszałam śpiewającego, ale wydaje mi się że pierwsza zwrotka byłaby idealna dla Rikera (mój fenomen napisał najpierw Rikrta! Kongratulejszons Klaudia~ od aut.)
-Skoro tak uważasz.-uśmiechnięta Rydel podniosła się i kierowała w stronę drzwi.
-Gdzie idziesz Dell?
-Skoro mamy tyle pomysłów to idę po tekst. Wezmę ze sobą Rocky'ego do gitary, ok?
-Jasne, leć. -blondynka wybiegła niczym więzień. Po dwuch lub trzech minutach pojawiła się z Ellem i bratem w pokoju.
-Hej Ness!-krzyknęli radośnie.
------------------------------------
Witam państwa! Co tam u was? Możecie mnie zabić, że tak późno, ale mam ostatnio sporo na głowie. Czy wam też nauka odbiera wenę? Jeżeli kogoś to obchodzi to w poniedziałek piszę konkurs humanistyczny, więc trzymajcie kciuki <3 Nie mam pojęcia kiedy next, przyznaje się. No to starczy chyba wam czytania mojego jakże nudnego życia... P.S. Pisze też inny fanfic na wattpadzie, więc wpadać na LodoSwiftLynch 😊 Do napisania <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)