*Oczami Riker'a*
Po wczorajszym, mega skomplikowanym dniu spałem bardzo długo. Spałbym do wieczora gdyby nie mój telefon. Wyciągnąłem rękę w jego stronę i chciałem odebrać. Jak zwykle mam w zwyczaju uprzednio sprawdziłem kto przerywa mój sen. Numer nic mi nie mówił, więc zastanawiałem się czy odebrać. Postanowiłem, że to zrobię. Gdy tylko wcisnąłem słuchawkę usłyszałem męski, donośny głos:
-No nareszcie Rikuś! Już myślałem, że nie odbierzesz.
-Przepraszam, ale z kim mam przyjemność?- spytałem zdziwiony zaspanym głosem.
-To ja! Wuj Ashton! Kopę lat się nie widzieliśmy! Ile masz teraz lat Riki?- czy to był ten wujek Ashton?! Bez zastanowienia odpowiedziałem uradowany:
-To naprawdę ty wujku?! Nie myślałem, że jeszcze kiedyś cię usłyszę-uśmiech nie schodził mi z twarzy- Już się trochę zestarzałem- zaśmiałem się, po czym dodałem- Dwudziestkę czwórkę mam na karku! Opowiadaj lepiej co u ciebie i syna!- powiedziałem syna. ponieważ po śmierci cioci Anne się załamał i nie chciał z nikim rozmawiać. Miałem osiem lat i nie pamiętam imienia jego dziecka. Ciocia Annie umarła w szpitalu zaraz po porodzie. Potem wujaszko Ash się załamał i zabrał dziecko ze sobą do domu w lesie. Nie odzywał się do nikogo i nie miał zamiaru z nikim się widzieć. Jedyną osobą którą do siebie dopuszczał był mój tata. Czasem wyjeżdżał do niego na kilka dni i brał mnie ze sobą, więc stąd taka więź. Jednak po śmierci ojca nie miałem odwagi tam pojechać. Od tego momentu nasz kontakt się zerwał...
-No to co? Kiedy nas odwiedzicie?
-Przepraszam wujku, ale teraz jesteśmy we Włoszech, ale jak wrócimy to na pewno wpadniemy! Za tydzień wracamy, także się zdzwonimy.
*Oczami Rossa*
Kiedy jeszcze wszyscy spali umówiłem się z Courtney. Nie wiem zbytnio po co... Chciałem z nią zerwać, ale nie potrafię. Taki się urodziłem. Zawsze dbałem o uczucia innych, siebie stawiając na ostatnim miejscu. Ja mógłbym cierpieć lata, jeśli ktoś inny jest szczęśliwy. Wracając z kawy z dziewczyną zadzwoniłem do pewnego ciemnowłosego śpiocha...
-Ross?-usłyszałem zaspany, słodki głos. Taki miała tylko mama i Laura Marie Marano.
-We własnej osobie śpiochu-zaśmiała się na moje słowa- śpiąca królewno wstajesz i idziemy na miasto.
-Ale ja chcę spać.
-Za to ja wyjść z przyjaciółką. Do zobaczenia w kawiarni na rogu za pół godziny-rozłączyłem się. Potem od razu udałem się na umówione miejsce. Siedząc i popijając kawę zobaczyłem coś, czego kompletnie się nie spodziewałem. CO TU ROBI RYLAND Z JAKĄŚ RUDĄ DZIEWCZYNĄ?! Szybko podbiegłem do brata:
-Cześć RyRy. Co ty tu robisz?- spojrzałem znacząco, na co chłopak się lekko zarumienił.
-Prawie zapomniałem! Wy się nie znacie-zwrócił się do mnie i rudowłosej- Selena, oto mój brat, Ross. Rossy to Selena, moja przyjaciółka- na słowo"przyjaciółka" rzuciłem brunetowi zdziwione spojrzenie. Potem oczywiście wyciągnąłem rękę do dziewczyny.
----------------------------------------------
Witam państwa po dość długiej przerwie. Jakoś tak nie mogłam się zebrać na dokończenie rozdziału. Jakoś po wujku Ash'u nie przyszło mi nic do głowy. A tak w ogóle to co sądzicie o postaci? Podoba się imię? Czy może urzekła was rudowłosa Selena? Jak wszyscy mają rudą to i ja chcę XD Nie uważacie że tych bohaterów robi się ciut za dużo? Co robimy z "waszymi ulubieńcami" Court, Kenn i Maiką? Jakieś zabójstwa czy adios z życia Lynchów? Rozpisałam się... Także jeszcze w okresie świątecznym next!
Super
OdpowiedzUsuńSuper
OdpowiedzUsuń