sobota, 26 grudnia 2015

Wesołych świąt!

Witam państwa! Przepraszam, że tak późno i w ogóle, ale chciałabym wam wszystkim życzyć wesołych świąt :*******

niedziela, 20 grudnia 2015

Rozdział 29

*Oczami Riker'a*
Po wczorajszym, mega skomplikowanym dniu spałem bardzo długo. Spałbym do wieczora gdyby nie mój telefon. Wyciągnąłem rękę w jego stronę i chciałem odebrać. Jak zwykle mam w zwyczaju uprzednio sprawdziłem kto przerywa mój sen. Numer nic mi nie mówił, więc zastanawiałem się czy odebrać. Postanowiłem, że to zrobię. Gdy tylko wcisnąłem słuchawkę usłyszałem męski, donośny głos:
-No nareszcie Rikuś! Już myślałem, że nie odbierzesz.
-Przepraszam, ale z kim mam przyjemność?- spytałem zdziwiony zaspanym głosem.
-To ja! Wuj Ashton! Kopę lat się nie widzieliśmy! Ile masz teraz lat Riki?- czy to był ten wujek Ashton?! Bez zastanowienia odpowiedziałem uradowany:
-To naprawdę ty wujku?! Nie myślałem, że jeszcze kiedyś cię usłyszę-uśmiech nie schodził mi z twarzy- Już się trochę zestarzałem- zaśmiałem się, po czym dodałem- Dwudziestkę czwórkę mam na karku! Opowiadaj lepiej co u ciebie i syna!- powiedziałem syna. ponieważ po śmierci cioci Anne się załamał i nie chciał z nikim rozmawiać. Miałem osiem lat i nie pamiętam imienia jego dziecka. Ciocia Annie umarła w szpitalu zaraz po porodzie. Potem wujaszko Ash się załamał i zabrał dziecko ze sobą do domu w lesie. Nie odzywał się do nikogo i nie miał zamiaru z nikim się widzieć. Jedyną osobą którą do siebie dopuszczał był mój tata. Czasem wyjeżdżał do niego na kilka dni i brał mnie ze sobą, więc stąd taka więź. Jednak po śmierci ojca nie miałem odwagi tam pojechać. Od tego momentu nasz kontakt się zerwał...
-No to co? Kiedy nas odwiedzicie?
-Przepraszam wujku, ale teraz jesteśmy we Włoszech, ale jak wrócimy to na pewno wpadniemy! Za tydzień wracamy, także się zdzwonimy.

*Oczami Rossa*
Kiedy jeszcze wszyscy spali umówiłem się z Courtney. Nie wiem zbytnio po co... Chciałem z nią zerwać, ale nie potrafię. Taki się urodziłem. Zawsze dbałem o uczucia innych, siebie stawiając na ostatnim miejscu. Ja mógłbym cierpieć lata, jeśli ktoś inny jest szczęśliwy. Wracając z kawy z dziewczyną zadzwoniłem do pewnego ciemnowłosego śpiocha...
-Ross?-usłyszałem zaspany, słodki głos. Taki miała tylko mama i Laura Marie Marano.
-We własnej osobie śpiochu-zaśmiała się na moje słowa- śpiąca królewno wstajesz i idziemy na miasto.
-Ale ja chcę spać.
-Za to ja wyjść z przyjaciółką. Do zobaczenia w kawiarni na rogu za pół godziny-rozłączyłem się. Potem od razu udałem się na umówione miejsce. Siedząc i popijając kawę zobaczyłem coś, czego kompletnie się nie spodziewałem. CO TU ROBI RYLAND Z JAKĄŚ RUDĄ DZIEWCZYNĄ?! Szybko podbiegłem do brata:
-Cześć RyRy. Co ty tu robisz?- spojrzałem znacząco, na co chłopak się lekko zarumienił.
-Prawie zapomniałem! Wy się nie znacie-zwrócił się do mnie i rudowłosej- Selena, oto mój brat, Ross. Rossy to Selena, moja przyjaciółka- na słowo"przyjaciółka" rzuciłem brunetowi zdziwione spojrzenie. Potem oczywiście wyciągnąłem rękę do dziewczyny.
----------------------------------------------
Witam państwa po dość długiej przerwie. Jakoś tak nie mogłam się zebrać na dokończenie rozdziału. Jakoś po wujku Ash'u nie przyszło mi nic do głowy. A tak w ogóle to co sądzicie o postaci? Podoba się imię? Czy może urzekła was rudowłosa Selena? Jak wszyscy mają rudą to i ja chcę XD Nie uważacie że tych bohaterów robi się ciut za dużo? Co robimy z "waszymi ulubieńcami" Court, Kenn i Maiką? Jakieś zabójstwa czy adios z życia Lynchów? Rozpisałam się... Także jeszcze w okresie świątecznym next!

niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział 28

*Oczami Rocky'ego*
Spokojnie siedziałem na swojej kanapie, gdy nagle drzwi do mojego pokoju się otworzyły. Vanessa i Rydel wparadowały jakby nigdy nic, bez pozwolenia. Jedna opadła na łóżko, a druga usiadła na podłodze. Wyglądały źle...
-Jestem Madonną, a ona to Lady Gaga!- krzyknęła moja siostra. Ciekawe stwierdzenie...
-Nie, bo jestem Bellą Swan!- odpysknęła Van.
-A ja Rose z Titanic'a!- Rydel nie miała zamiaru zaprzestać krzyczeć. Ness chyba też nie.
-A ja Elisabeth od Jack Sparowa!
-A ja Rihanną!
-A ja was pytam czego ode mnie chcecie?!- krzyknąłem, ponieważ dziewczyny zaczęły mnie denrwować.
-Chodź John! Idziemy do KFC!-dziewczyny wzięły mnie za ramiona i wyciągnęły do drzwi. Przy okazki Vanessa przewróciła się w progu, a Delly nie zważając na nią szła dalej. Oczywiście nasz zygzakowy bieg chciała przerwać Marano. Ludzie przechodzący obok nas patrzyli z pogardą i niezrozumieniem. Zresztą to ja się im nie dziwie. Nagle usłyszałem jakieś krzyki dobiegające chyba z windy. Puściłem blondynkę i podbiegłem upewnić się czy dźwięki dochodzą stamtąd. W tym czasie Vanessa przytulała jakiś kaktus co, najlepsze mówiła że jest milutki. Natomiast moja siostra weszła do jakiegoś schowka dla sprzątaczek. Brawa Ryd!!! Jestem z niej dumny... Mimo wszystko postanowiłem, że na razie nie powstrzymam tych szaleństw. Wolałem przysłuchiwać się dźwiękom z windy. Nagle usłyszałem dwa głosy. Chwila, czy to Ross i Laura są ich właścicielami? Chyba utknęli w windzie. Chciałem pójść po kogoś z recepcji, ale nie miałem z kim zostawić dziewczyn. Szybko pobiegłem do najbliższego pokoju, gdzie mieszkał Ryland. Tamten jak zwykle sprawdzał serwisy społecznościowe i słuchał Demi Lovato.
-Ryland weź mi pomóż-poprosiłem.
-Jak możesz przerywać śpiewy królowej Demi?!!! Ty Rocky Mark'u Lynch'u gadaj w czym jestem ci tak niezbędny- chyba się troszkę wkurzył...
-Ryd i Van pijane, a Raura zatrzasnęła się w windzie- wyjaśniłem, a brat nic nie mówiąc udał się do drzwi. Postąpiłem tak samo.
-Ty pilnujesz dziewczyn- rozkazał brat, a sam udał się na dół do recepcji. Postanowiłem więc zająć się siostrą i jej przyjaciółką. Pierwszą rzeczą, jaką miałem zamiar zrobić było odciągnięcie Vanessy od kaktusa. To zajęcie nie należało do najłatwiejszych... Kiedy tylko próbowałem odebrać jej roślinę krzyczała:
-Jak możesz ranić Spike'a! Ed nie! Pochowaj mnie razem z Madeline!- te wypowiedzi były mega bezsensowne. Chciałem kontynuować zabieranie Marano doniczki z kaktusem, ale pojawił się większy problem- Rydel z mopem na głowie, domestosem w dłoni, który w każdej chwili mogła wylać i jakąś szczotką do dywanów na stopie. (Nie pytajcie jak to wymyśliłam, bo nie wiem xD ~od aut.)
-Umiem latać, wiesz Mary?- zwróciła się do mnie.
-Rocky nie Mary!
-Ale masz długie włosy i będziesz moją małą Marysią.
-Niech ci będzie. A teraz to ściągaj!
-Ale ja się z tym urodziłam!!!-krzyknęła z całej siły Rydel. Pewnie wszystkich pobudziła, a bezsilny ja zsunąłem się na ziemię i podparłem głowę o kolana. Nie mam siły i cierpliwości do nich... Chwilę tak posiedziałem i usłyszałem głos Lau, Ross'a i RyRy'ego. Szli po schodach śmiejąc się i dyskutując. Czyli prawdopodobnie się dogadali. Nagle zauważyłem biegnącego do nich Riker'a. Postanowiłem, że ja także podbiegnę. Wszyscy się przytuli zaraz po potwierdzeniu mojej wersji wydarzeń-czyli tego, że Rossy i Laura utknęli w windzie. Zaczęliśmy rozmawiać, ale zapomnieliśmy o jednym problemie-pijanej Vanessie i Rydel. Przechodząc obok kaktusa Nessy Riker zaczął krzyczeć:
-Wy pojeby! Jak mogliście jej nie odciągnąć?
-Sam spróbuj-wzruszyłem ramionami, a brat podszedł do starszej siostry Laury.
-Vanesso Nicole Marano, proszę puść ten kaktus-uśmiechnął się. Ku naszemu zdziwieniu brunetka odsunęła się od rośliny.
-Kiedyś będą zgodnym małżeństwem-skomentował Ryland-Niczym Ross i Laura.
-Co prosze?- spytała zszokowana brunetka.
-To, że ty i Ross będziecie udanym małżeństwem- zaśmiał się młody.
-Jak się nie pozabijamy...- rozmarzył się blondyn. Natomiast Rydel chyba się znudziła swoją wspaniałą stylizacją i zdjęła bez słowa akcesoria sprzątaczki. Odprowadziliśmy dziewczyny do pokoju i resztą udaliśmy się do królestwa Ross'a.
-Chłopaki, a co robi Ellington?- spytała Lau siedząc na kanapie obok Ross'a.
----------------------------------------------------------------
Witam państwa! A więc mam ten trochę krótki, bekowy rossdział dla was. Pytaliście kiedy next, więc proszę :) DZIĘKUJE WAM BARDZO ZA PONAD 4K WYŚWIETLEŃ <3