środa, 13 stycznia 2016
Ważna notka!
Cześć kochani! Mam dla was po raz kolejny złą wiadomość, a mianowicie zawieszam bloga. Zauważyłam, że nie czytacie i nie komentujecie :/ Możecie mnie znaleźć na drugim blogu :3
piątek, 1 stycznia 2016
Rozdział 30
*Oczami Ross'a*
Laura nie pojawiała się już kilkanaście minut, więc postanowiłem napić się kawy z Seleną i Rylandem. Miałem zamiar go trochę powkurzać...
-A więc za co lubisz Selenę?- spytałem patrząc znacząco na brata. Jego zawsze takie pytania krępowały. Siedział nie odpowiadając, a Sel się czerwieniła- czyli jest coś na rzeczy. Patrzylibyśmy się tak na siebie jeszcze długo, gdyby nie Laura, która pojawiła się przed nami. RyRy to ma szczęście.
-Hejka wszystkim-powiedziała rozpromieniona dziewczyna. RyRy spojrzał na nią jak boga, dziękując, że wybawiła go z mych przesłuchań.
-Laura, to jest Selena. Selena to Laura- dziewczyny przedstawił brat. Oczywiście z uśmiechem się uściskały, co nas trochę zaskoczyło.
-Lau, kopę lat!- uśmiechała się szeroko rudowłosa.
-Znasz Rylanda? Gdzie byłaś? Co u ciebie?- zasypywała pytaniami Laura. Skąd one się znają?
-Chwila, dziewczyny- spojrzał na nas wszystkich niespokojnie i niezrozumiale brunet- Co tu się dzieje? Wy się znacie?
-My jesteśmy rodziną- powiedziały śmiejąc się.
-Ale Laura, ty nic o tym nie mówiłaś- stwierdziłem.
-No bo jakoś nie było okazji.
-Ross nie obrazisz się, jeśli zamiast na spacer porozmawiamy z Selly?- zwróciła się brunetka. Pokiwałem potwierdzająco głową.
-To skąd tu się kochanie wzięłaś? - Pytając Lau zajęła miejsce obok mnie.
-Ogólnie to jestem przejazdem. Wybieram się do Anglii, bo mam zagrać w jakimś serialu -objaśniała.
-A mój brat?- uśmiechnąłem się zachęcając do wypowiedzi na temat Rylanda.
-Poznaliśmy się z Sel na Facebooku i od jakiegoś czasu planowaliśmy spotkanie, a że jesteśmy teraz we Włoszech i była niedaleko to się widzimy- pałeczkę tłumacza przejął chłopak. Marano się tylko uśmiechnęła, a ja nie miałem pomysłu na reakcję, więc nic nie zrobiłem.
-Teraz ty Laurunia opowiadaj. To twój chłopak?- rudowłosa miała na myśli mnie. Trochę się skrzywiłem na to pytanie i czekałem aż dziewczyna zabierze głos.
-Ross? Coś ty? Jasne, że nie!- powiedziała jakby kłamała -Znam go miesiąc - dodała do sprostowania. Jak o tym mówiła pomyślałem o swoim związku z Courtney. My znaliśmy się kilka dni i zostaliśmy parą. Teraz mnie to śmieszy. Zachowałem się jak pięcioletnie dziecko, które rzuca swą ulubioną zabawkę i próbuje bez niej żyć zastępując ją nowymi.
*Oczami Rocky'ego*
Pewnie jeszcze nie zdążyliście się przekonać, że mam charakter lenia, ale wszyscy to dobrze wiedzą. Spałem całe przedpołudnie i obudziłem się koło czternastej. Po ubraniu się i ogólnej rutynie poszedłem sprawdzać pokoje rodzeństwa i sióstr Marano. Każdy spadł jak suseł, jednak zauważyłem brak najmłodszych braci i Laury. Nie chciałem nikogo budzić, więc musiałem znaleźć sobie jakieś zajęcie. Myślałem długo, a jedynym pomysłem było zatelefonowanie i późniejsze spotkanie z Lodovicą. Zdając sobie sprawę, że to jedyne wyjście umówiłem się z nią na szesnastą trzydzieści. Nie musiałem nic robić, więc od razu wyszedłem.
*Oczami Rikera*
Zanim Vanessa wstała przeczuwałem, że może mieć kaca. Po wczorajszych "romansach" z roślinami. Nie powiem, wczoraj było ciekawie. Kiedyś my, teraz dziewczyny. Niedługo uznacie nas za nałogowych alkoholików. Chyba wy już nas za nich uważacie...
Laura nie pojawiała się już kilkanaście minut, więc postanowiłem napić się kawy z Seleną i Rylandem. Miałem zamiar go trochę powkurzać...
-A więc za co lubisz Selenę?- spytałem patrząc znacząco na brata. Jego zawsze takie pytania krępowały. Siedział nie odpowiadając, a Sel się czerwieniła- czyli jest coś na rzeczy. Patrzylibyśmy się tak na siebie jeszcze długo, gdyby nie Laura, która pojawiła się przed nami. RyRy to ma szczęście.
-Hejka wszystkim-powiedziała rozpromieniona dziewczyna. RyRy spojrzał na nią jak boga, dziękując, że wybawiła go z mych przesłuchań.
-Laura, to jest Selena. Selena to Laura- dziewczyny przedstawił brat. Oczywiście z uśmiechem się uściskały, co nas trochę zaskoczyło.
-Lau, kopę lat!- uśmiechała się szeroko rudowłosa.
-Znasz Rylanda? Gdzie byłaś? Co u ciebie?- zasypywała pytaniami Laura. Skąd one się znają?
-Chwila, dziewczyny- spojrzał na nas wszystkich niespokojnie i niezrozumiale brunet- Co tu się dzieje? Wy się znacie?
-My jesteśmy rodziną- powiedziały śmiejąc się.
-Ale Laura, ty nic o tym nie mówiłaś- stwierdziłem.
-No bo jakoś nie było okazji.
-Ross nie obrazisz się, jeśli zamiast na spacer porozmawiamy z Selly?- zwróciła się brunetka. Pokiwałem potwierdzająco głową.
-To skąd tu się kochanie wzięłaś? - Pytając Lau zajęła miejsce obok mnie.
-Ogólnie to jestem przejazdem. Wybieram się do Anglii, bo mam zagrać w jakimś serialu -objaśniała.
-A mój brat?- uśmiechnąłem się zachęcając do wypowiedzi na temat Rylanda.
-Poznaliśmy się z Sel na Facebooku i od jakiegoś czasu planowaliśmy spotkanie, a że jesteśmy teraz we Włoszech i była niedaleko to się widzimy- pałeczkę tłumacza przejął chłopak. Marano się tylko uśmiechnęła, a ja nie miałem pomysłu na reakcję, więc nic nie zrobiłem.
-Teraz ty Laurunia opowiadaj. To twój chłopak?- rudowłosa miała na myśli mnie. Trochę się skrzywiłem na to pytanie i czekałem aż dziewczyna zabierze głos.
-Ross? Coś ty? Jasne, że nie!- powiedziała jakby kłamała -Znam go miesiąc - dodała do sprostowania. Jak o tym mówiła pomyślałem o swoim związku z Courtney. My znaliśmy się kilka dni i zostaliśmy parą. Teraz mnie to śmieszy. Zachowałem się jak pięcioletnie dziecko, które rzuca swą ulubioną zabawkę i próbuje bez niej żyć zastępując ją nowymi.
*Oczami Rocky'ego*
Pewnie jeszcze nie zdążyliście się przekonać, że mam charakter lenia, ale wszyscy to dobrze wiedzą. Spałem całe przedpołudnie i obudziłem się koło czternastej. Po ubraniu się i ogólnej rutynie poszedłem sprawdzać pokoje rodzeństwa i sióstr Marano. Każdy spadł jak suseł, jednak zauważyłem brak najmłodszych braci i Laury. Nie chciałem nikogo budzić, więc musiałem znaleźć sobie jakieś zajęcie. Myślałem długo, a jedynym pomysłem było zatelefonowanie i późniejsze spotkanie z Lodovicą. Zdając sobie sprawę, że to jedyne wyjście umówiłem się z nią na szesnastą trzydzieści. Nie musiałem nic robić, więc od razu wyszedłem.
*Oczami Rikera*
Zanim Vanessa wstała przeczuwałem, że może mieć kaca. Po wczorajszych "romansach" z roślinami. Nie powiem, wczoraj było ciekawie. Kiedyś my, teraz dziewczyny. Niedługo uznacie nas za nałogowych alkoholików. Chyba wy już nas za nich uważacie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)