No dobra Van, jesteśmy jak powiedziałaś już prawie w nowym domu, a ja nic o nim nie wiem.- zaczęłam.
- No a co chcesz wiedzieć?
- Jak najwięcej.
- Dobra a więc pamiętasz gdy kilka miesięcy przed odejściem mamy cały czas chodziłam do centrum?
-Tak. Mama się wtedy nieźle na ciebie wkurzała.-uśmiechnęłam się.
- Poznałam wtedy Rydel, dziewczynę, która przyleciała na wakacje ze swoimi braćmi do Paryża. Ja i Delly bardzo się polubiłyśmy, więc przez te wszystkie lata pozostawałyśmy w kontakcie. Miesiąc temu powiedziała mi, że ich sąsiedzi zza ściany wyprowadzają się z domu.
-Czyli to dom "bliźniak"?-zapytałam.
-Tak Lau. I wracając do tematu ja wtedy zaczęłam się interesować wynajmem bądź kupnem mieszkania. I Delly zaproponowała abyśmy przyjechały do Californii.
-Dobra. Cieszę się. -powiedziałam, ale dręczyła mnie jedna myśl. Po krótkim zastanowieniu postanowiłam zapytać o to siostrę:
-Nessa, a ci bracia? Któryś jest w moim wieku? Rydel jest najmłodsza?
-Nie miałam okazji ich poznać ale wiem, ze jest ich czterech, a mieszka z nimi także przyjaciel. Ponoć jeden jest w twoim wieku.- oznajmiła mi siostra.Skręciła po chwili do jakiegoś domu, który mógł być tym z opowiadania.
-Jesteśmy na miejscu.- po chwili zobaczyłam blondynkę wybiegającą z domu, ubraną w to:
Moja siostra szybko wyskoczyła z samochodu i wpadły sobie w ramiona.
-Nessie!!!-krzyczała nieznajoma
-Delly!!!- jeszcze głośniej wrzeszczała moja siostra. Muszą się na prawdę lubić, skoro tak reagują. Ja wyszłam z auta spokojnie i zaczęłam chrząkać, informując, że ja również tu jestem. Dziewczyny się od siebie oderwały.
- O, zapomniałabym. Rydel to moja siostra-Laura.- powiedziała, po czym zwróciła się do mnie.- Lau to Rydel.- po zakończeniu przedstawiania się nowo poznana dziewczyna spojrzała na nasze kartony.
- Widzę, że macie dużo bagaży. Zaraz spróbuję zawołać moich "ukochanych" braci, aby wam pomogli.-po powiedzeniu tych słów wróciła do drzwi mieszkania i zaczęła krzyczeć- Rik, Ell, Rocky, przestańcie żreć żelki i ruszcie swoje szano cztery litery! Weźcie ze sobą Ross'iego!
-Dobra siostra, ale kupisz nam mega paczkę truskawkowych żelek.-odpowiedzieli chórem, po czym zbiegli ze schodów. Po kilku minutach ujrzałam 3 blond czupryny i jedną trochę ciemniejszą, zapewne należała do tego przyjaciela.
- A więc to osoby, które terroryzują moje życie.-zaśmiała się wskazując na chłopaków.- Zacznijmy od Ell'a, potem Riker, Rocky.-chciała mówić dalej, ale jeden z braci jej przerwał.
- No i najlepsze zostało na koniec.-powiedział ostatni członek szeregu , w którym stali.
-A więc nie słuchajcie go, ostatnim "zatruwaczem" mego życia jest Ross.- powiedziała. Chłopcy stali przez chwilę przyglądając się mi i Van przez chwilę, ale Delly postanowiła zagonić ich do przenoszenia pudeł.
-Noooo.... Co spoczywacie na laurach?
-Ja nie leże na te dziewczynie sis. Sorki kochana, ale wolę starsze.-powiedział ironicznie Riker.
- Marsz do samochodu! Bierzcie się za te pudła pacany!!!-krzyknęła Rydel.
- Który z nich jest w moim wieku?- szepnęłam do siostry, ale nie usłyszała to tylko ona, lecz także Delly.
- Ross, który uważa się za ósmy cud świata.- zaśmiała się- Z resztą miałyście okazję się o tym przekonać.- gdy chłopcy wynosili nasze rzeczy rozmawiałyśmy jeszcze chwilę z blondynką, min. o samolocie, mieszkaniu w mieście miłości itp. Jednym słowem babskie sprawy. Już po dwudziestu minutach Riker, Rocky, Ellington i Ross skończyli przenoszenie rzeczy. Oni zrobili to znacznie szybciej.
-Pewnie jesteście zmęczone podróżą, więc damy wam dziś do wieczora spokój. Odpocznijcie po podróży, natomiast o 20:00 zapraszamy do nas na mini imprezę.- uśmiechnęła się.
-Ok, dziękujemy za zaproszenie :) z chęcią z niego skorzystamy.-uśmiechnęłam się.
Potem poszyłyśmy do umeblowanego już domu.
-Lau. Mam już dla ciebie przydzielony pokój w twoim klimacie. Chodź- Vanessa wzięła mnie za rekę, zaprowadziła na piętro i otworzyła drzwi do mojego nowego królestwa:
Widok ten zapierał dech w piersiach... Pomieszczenie było śliczne. Nie było tam jednak tylko drzwi do mojego pokoju, ale także do innego wnętrza.
-Ness, zaczekaj. Dokąd prowadzą te drzwi? -zapytałam wskazując na przedmiot.
-Ryd mówiła, że to są drzwi do pokoju któregoś z jej braci. Bodajże Rossa.
-Aha, czyli mam dostęp do tego pokoju?-zadałam kolejne pytanie.
-Nie wiem musisz jego spytać. Jeszcze jakieś pytania?
-Nie.
- To idę. Prześpij się kilka godzin, a potem ubierz się, bo jak wiesz idziemy do Lynch'ów.
*Oczami Vanessy*
Gdy wyszłam z pokoju Lau poszłam rozpakować kilka pudeł. Weszłam do salonu, gdzie chłopaki porozrzucali pudełka (mówię porozrzucali, ponieważ przyniesieniem tego nazwać się nie dało). Udało mi się poukładać naczynia i część naszych ciuchów. Nie rozpakowywałam kosmetyków, ponieważ wszystkie były w mojej wielkiej palecie, którą miałam w torebce. Na zajęciu spędziłam trzy godziny. Była 16: 30, więc pomyślałam, że mam jeszcze czas na odpoczynek. Ustawiłam sobie budzik na 18:30 i zasnęłam.
<O 18|:30>
Zadzwonił mój budzik. Obudził mnie utwór Seleny Gomez "Hit the Lights". Przeciągnęłam się a potem wstałam z łóżka i zaczęłam przeglądać moją garderobę. Po piętnastu minutach szukania znalazłam idealny outfit:
Oczywiście znając szalone pomysły rodzeństwa Rydel, które znałam z opowieści wzięłam niebieskie conversy na zmianę. Ubrana przypomniałam sobie o śpiącej Laurze. Szybko pobiegłam ją obudzić. Była już 19.00! Lau i godzina to troszkę za mało...
-Vanka! Coś ty robiła, że mnie nie obudziłaś!!!-krzyczała moja siostra.
-Ja tylko przeszukiwałam garderobę i znalazłam ci sukienkę.
-Jaką? Przecież wiesz, ze mamy trochę inne gusty,- powiedziała trochę zdenerwowana Laura.
- Proszę!- powiedziałam pokazując jej czarną, dość prostego fasonu sukienkę.
-Vanessa, wiesz co gust ci się trochę poprawił.- zażartowała siostra- bo ta sukienka jest śliczna.- podeszłam do szafy Laury i ją otworzyłam.
-WoW! Kiedy to wszystko zrobiłaś Van?
-Kiedy spałaś. A może założysz do niej te szpilki?- podałam siostrze parę różowych butów na obcasie.
-Super pomysł!- uśmiechnęła się. I do tego różowa kopertówka.
-No strój skompletowany.-uśmiechnęłam się.
*Oczami Rydel*
<Dom Lynch'ów, w tym samym czasie>
-Ross, Riker, Ell, Rocky!-krzyczałam na całe gardło, a moi bracia nie reagowali
-Rocky, Ell mam żelki.- mówiąc to wiedziałam, że potem będę musiała biec do sklepu po ulubione słodycze chłopaków lub spodziewać się niezłej zemsty.
-Gdzie te żelki? Bo my je chcemy!~-krzyknęli chłopcy. Przybiegli wszyscy, tylko nie Ross. Co on znowu wyprawia? Nie ważne. Chcę zobaczyć miny chłopaków. Najmłodszym (prawie, przecież RyRy był u ciotki) zajmę się potem.
-Riker zajrzy do szafki, w której zawsze są żelki.- rozkazałam bratu. Miejsce, które miał sprawdzić było wcześniej specjalnie przygotowane. Rik wyjął napisaną wcześniej przeze mnie kartkę i zaczął czytać:
-"Barany, myślicie tylko o żelkach, a dziś przychodzą Laura i Vanessa, więc ruszcie szanowne tyłki i mi pomóżcie. Wasza kochana siostra, dzięki której robicie coś innego niż całodzienne żarcie żelków. Dla Ell i Rocky'iego, to Rydel"- chłopaki po przeczytaniu "listu stali niczym słupy soli i patrzyli się na siebie na zmianę.
-No czego nie zrozumieliście?-zapytałam poważnym i surowym głosem.
-Ależ wszystko.- powiedzieli chórem.
-Dam wam naczynia i sztućce. Nakryjecie do stołu, a jeśli nie to wtedy będzie dla was źle, ponieważ nie będziecie mogli włożyć żelków do tych waszych jap przez pół roku.- zagroziłam. Moje słowa poskutkowały i chłopaki robili co tylko rozkazałam. Pamiętam gdy mieli miesiąc bez ich żelek... To była katastrofa, a pół roku już nie mówiąc. Dobra, Rydel. Koniec tych wspominek... Idę do Ross'a, który ostatnio bardzo dziwnie się zachowuje. Wszystko ignoruje. nie gra na pianinie, które dawniej było jego ulubionym instrumentem, cały czas brzdąka na gitarze elektrycznej, nigdzie nie wychodzi. Chyba przechodzi trudny okres albo staje się emo. Mam nadzieję, że to pierwsze. Gdy wyszłam już na piętro do jego pokoju zastałam go leżącego na łóżku słuchającego muzyki, niestety nie przez słuchawki.
-Ross, posłuchaj.-zaczęłam- ostatnio dziwnie się zachowujesz, ignorujesz wszystko i wszystkich. Co się z tobą dzieje?
-Czemu musisz mnie tak dobrze znać Delly?- westchnął brat.
-Na przykład dlatego, że jestem twoją siostrą. Jesteś strasznie ponury, a nawet po śmieci rodziców taki nie byłeś.
-No niby tak, ale nie mam ochoty na zwierzenia.
-Dobra. Nie, to nie. Przychodzą dziś Lau i Van. Zejdziesz?- na to pytanie od razu się rozchmurzył.
-Jasne! Chcę zobaczyć jak Riker zacznie się szczerzyć do tej starszej.- zaśmiał się.- Przecież jest w jego typie.
-Nie ta starsza tylko Vanessa.
-Ok. Dzięki za przypomnienie, bo cię wtedy nie słuchałem.
-Ross!!!-krzyknęłam, a chłopak zbiegł na dół. Ja oczywiście za nim. Usiadł na krześle nic nie mówiąc. Ja zauważyłam, ze chłopaki skończyli nakrywanie do stołu.
-Dobra, może potem kupię wam za to te wasze kochane żelki.- uśmiech nagle pojawił się na ich twarzach.- Teraz usiądźcie na kanapie i wysłuchajcie kilku zasad. Po pierwsze zero bitew na jedzenie, po drugie bez wygłupów i pokazywania swojej gorszej strony i po trzecie macie mnie słuchać. Zrozumiano?
-Nie, nie do końca.- zaczęłam robić się czerwona ze złości przez słowa Ella.
-To czego nie zrozumiałeś?- zapytałam, gdy już się trochę uspokoiłam.
-A więc która to jest ta gorsza strona?
- Domyśl się cioto!!!-krzyknęłam prawie się na niego rzuciłam (oczywiście w celu wydrapania oczu i zrobienia innych krzywd), ale powstrzymał mnie Rocky.
-Sister, złość piękności szkodzi. A poza tym rozmarzesz sobie make-up i zniszczysz fryz. - powiedział.
-Dobra, wybaczam ci Ellington. Teraz wszyscy marsz się ubrać w coś porządnego!- rozkazałam chłopakom, a ja poszłam poprawić makijaż. Po chwili wszyscy byli gotowi.
-Delly...- zaczął któryś z nich, a na dziś miałam dość jego głosu.
-Czego znowu Ell?!- odburknęłam.
-Gdzie kto siada? No bo wiesz, zawsze przed przyjściem gości to ustalamy.- powiedział, a najgorsze było to, że miał rację. Może ja jednak nie jestem tą "perfekcyjną panią domu" za którą każdy mnie uważa.? Zawsze przydzielaniem miejsc zajmowałam się od razu, a dziś kompletnie o tym zapomniałam.
-A jak byście chcieli siedzieć?- zapytałam, ponieważ nie miałam żadnego pomysłu na usadzenie dziewczyn.
-Reszta nie musi być tak jak ja chce, ale jedno jest najważniejsze.- zaproponował Riker.
-Słucham?- bardziej zapytałam niż poprosiłam.
- No bo ja chce siedzieć na przeciwko Van. Plosie...-powiedział, jak małe dziecko.
- Dobrze. A reszta?
- No na przykład ty na przeciw Ella, Rocky na krześle od okna, czyli na przeciw korytarza a Ross na przeciwko Laury?- zapytał po raz kolejny Rik.
-No dobra. Każdy zrozumiał?- zapytałam
-No.- odpowiedzieli moi bracia i Ellington. Była już 19:55, więc wszyscy już usiedliśmy.
*Oczami Laury*
-Lau!!!!-krzyczała moja siostra.
-Co znowu Ness?
-To znowu, że powinnyśmy wychodzić.
-Dobra, już idę.- odpowiedziałam i zaczęłam schodzić ze schodów. Byłam ubrana w to:
-Dobra, to idziemy?-zapytałam
-No, idziemy. A wzięłaś trampki?
-Opss...Nic nie mówiłaś, ale jak będą potrzebne podskoczę do domu.- uśmiechnęłam się i skierowałam się w kierunku drzwi. Już po ok. 2 minutach byliśmy w domu Delly i jej rodzeństwa.




Heej nie miałam pojęcia, że piszesz też inne opowiadanie, ale jestem tu i będę czytać! xd
OdpowiedzUsuńEj odbija mi sorki haha, ale świetneee to jest i czekam na next ❤
Witam ^^ No to już masz pojęcie. Dziękuje :) Nic się nie stało. Mi też odbija na puncie twojego bloga. Aż się chce pisać nexta :)
Usuń