Cześć! Jestem Laura Marano i mam siedemnaście lat. Mieszkam w małej wiosce zwanej Limon (nazwa wymyślana na poczekaniu xD Pewnie dlatego jest tak bez sensu ~od aut.) w USA. Panuje u nas zwyczaj przydzielania partnera przez rodziców. Niestety nie mamy prawa się sprzeciwiać, ponieważ grozi to wygnaniem i pozostawieniem bez środków do życia. Wiem to, ponieważ moja siostra Vanessa nie chciała wyjść za Justina, czyli przydzielonego jej chłopaka. Rodzice nie wiedzą, że jako jedyna z wioski utrzymuję z nią kontakt. Jest szczęśliwa "na wolności" i uważam, że jest szczęśliwa. Gdyby nie to nie poznałaby Rikera, aktualnie jej narzeczonego. Wracając do tradycji w wieku siedemnastu lat starszyzna przydziela każdemu małżonka. Ku mojemu nieszczęściu zostałam "skazana" na Ross'a Lynch'a, którego szczerze nienawidzę. Od dwóch tygodni zamiast poznawać Ross'a jak nakazuje prawo siedzę zamknięta w pokoju. Wstałam dziś o 9:30 i jak zwykle usłyszałam pukanie do drzwi. Tym razem nie był to ten Lynch tylko mama:
-Córeczko, proszę porozmawiajmy.
-O czym chcesz gadać?- wkurzyłam się.- Pewnie jak zawsze o Ross'ie. Powiedz mi jak mam wyjść za człowieka, którego nienawidzę?- pierwszy raz, gdy poruszałam ten temat rozpłakałam się i usiadłam pod drzwiami. Pewnie zaraz przyjdzie ten pieprzony Lynch!-pomyślałam. Gdy już się uspokoiłam postanowiłam doprowadzić się do porządku dziennego. Niby siedziałam tylko w swoim pokoju, jednak zachowywałam się normalnie. Ubrana wskoczyłam na łóżko i chwyciłam laptopa. Zaczęłam pisać na Facebook'u z Vanessą i się jej zwierzać. Po godzinie w spokoju usłyszałam rozmowę mamy i Ross'a, który widocznie przyszedł mnie błagać o wyjście. Robi t codziennie... Udało mi się ich podsłuchać:
-Dzień dobry. Jak tam Laura?-spytał chłopak.
-Witaj Rossy- jak ja nienawidzę, gdy się tak do niego zwraca! To przyprawia mnie o mdłości- Jak zawsze, albo jeszcze gorzej.
-No cóż...-westchnął ten idiota- Spróbuję do niej jakoś przemówić.
-Jak chcesz. Szczerze mówiąc to cię podziwiam synu.- gorszego określenia matka chyba nie znalazła- Laura zazwyczaj była miła i towarzyska a teraz stała się tak zamknięta.- niech tylko mu powie o Nicku...- Nie mam zielonego pojęcia czemu ona cię tak nienawidzi. Jesteś idealnym chłopakiem dla mojej córki.
-Dziękuje za miłe słowa. Idę do Lau.- kto pozwolił temu idocie używać zdrobnień? Pytam kto?! Ja zabiję tego faceta! Zaczął pukać do moich drzwi, więc postanowiłam włączyć muzykę. Niestety "Bad Blood" Taylor Swift nie zagłuszył jego błagań:
-Laura, posłuchaj mnie. Proszę porozmawiajmy.- kipiałam złością, ale chociaż raz postanowiłam z nim podyskutować:
-Wolałabym posłuchać żygającego kota niż ciebie. - pewnie i tak się ucieszył, że się do niego odezwałam.
-Dlaczego ty mnie tak nienawidzisz?
-Niech pomyślę. Jesteś głupim, przestrzegającym zasad, nudnym gburem i muszę za ciebie wyjść, ale i tak tego nie zrobię.
-Dziękuje za komplementy.- próbował obrócić to w żart, a ja nieświadomie się zaśmiałam. Tak głośno, że chłopak zdołał to usłyszeć. Cholera!
-Może mnie wpu...- przerwał mu dźwięk mojego telefonu. Dostałam smsa od Nick'a. Od razu ją przeczytałam:
"Cześć Lau :) Mam nadzieję, że masz chwilę, bo zaraz do ciebie wpadnę. Do zobaczenia za piętnaście minut. Nxxx."-wiadomość bardzo mnie ucieszyła, więc od razu nie zważając na Lynch'a odpisałam:
"Jasne Nick :) Czekam<3"
Może wydaje wam się dziwnie, to, że Nick się wprosił, ale zarówno on jak i ja zawsze tak robiliśmy wracając do tego pieprzonego faceta Lyncha, który chciał właśnie wejść do mojego królestwa ignorowałam go. Miałam ważniejszy problem, a mianowicie to, że Ross może uznać wizytę Nicka za zdradę. Nie chciałam tego, ponieważ byli dobrymi przyjaciółmi (no może nie BFF jak ja i Nicky) i nie chciałam, żeby ich stosunki się pogorszyły. Jak się zapowiedział przyjaciel był po piętnastu minutach. Usłyszałam jak rozmawia z mamą, a potem wita się z Ross'em, który poprosił o rozmowę tak, bym nie usłyszała. Potem usłyszałam pukanie, wiedziałam, że był to Nick, więc wyraziłam zgodę na wejście. W rozchylających się drzwiach ujrzałam mojego BFF a tuż za nim... Ross'a!!! Miałam ochotę na nagły zwrot akcji, więc pokazałam Nick'owi miejsce na fotelu. Gdy je zajął rzuciłam się na Lynch'a. Podrapałam mu całe ramiona. On udając twardziela odezwał się pierwszy:
-Laura, Laura... Trzeba będzie nauczyć cię pokory.- uważa się za króla, a jest zwykłym dupkiem. Nick niezauważalnie wymknął się z pokoju i zamknął drzwi na klucz. Zamiast dogadać skurwisynowi przebywającemu w moim pokoju zaczęła wrzeszczeć na Nicky'ego:
-Nick co ty odpierdzielasz?- waliłam w drzwi.
-Wypuszczę was pojutrze. Będzie dłużej, jeśli się nie dogadacie. Rossy podrzucę ci rzeczy-blondyn nie reagował, ale ja chciałam coś powiedzieć:
-Ale...
-Nie ma ale Lau, podziękujesz mi za to kiedyś.
-Jasne.-powiedziałam sarkastycznie.
-Dobra to ja spadam.- pożegnał się Nick. Zostałam sama z brązowookim. Dobra, jeśli chcę z tąd wyjść muszę się z nim dogadać, ale nie mam pomysłu o co zagadać.
-Ślicznie wyglądasz Laura.
-Dzięki.- uśmiechnęłam się.
-To twoja gitara? Grasz?- zauważył moją fioletową gitarę.
-Tak a co?
- Przedstawiam Lunę.- pokazał ni etui z gitarą, które miał na plecach.-Zagramy coś razem?
-Ok.- zaczęliśmy grać piosenkę "22" Tay Swift. Wyszła nam super.
-Piszesz coś?-zapytałam.
-Mam kilka piosenek, ale to niewypały.
-Czemu? Pokażesz mi je?
-Nie!-krzyknął.
-Pokazuj mi tu je!!!- rozkazałam, na co on posłusznie pokazał mi jego zeszyt z piosenkami. Jedna z nich zwróciła moją uwagę.
-Co tak na nią patrzysz? Najgorsza, jaką napisałem.
-Kłamiesz. Może mi ją zaśpiewasz?
-Ok, jak ci się podoba, ale mi od tytułu żygać się chce.
-"Heart Made Up On You". Boże... Jaki śliczny.
-Dobra zamknij się papugo, bo nic ci nie zaśpiewam.- zaśmiał się, a ja razem z nim.
Spędziliśmy dzień i noc na rozmowach. Pomyśleć, że na to nie wpadłam. On komponuje. Dziś po południu postanowiłam wyjść z pokoju. Przenieśliśmy się do salonu. Nasza rozmowa zeszła na flirt. Po chwili poczułam oddech Ross'a na mojej twarzy. Dzieliła nas kilkucentymetrowa różnica, którą zaczęliśmy przekraczać. Lynch wpił się w moje usta, co mi się strasznie podobało. Całować to on potrafi <3 Nasze języki po chwili zaczęły tańczyć. Nasz pocałunek mógłby trwać wiecznie, jednak co dobre musi się kiedyś skończyć. Niestety nie oderwaliśmy się od siebie dobrowolnie. W całowaniu przeszkodził nam mój tata, który właśnie wszedł do domu i krzyknął z przedpokoju:
-Córcia, nie musisz się żenić z Ross'em. Nick i ty zostaniecie małżeństwem. -Skamieniał, gdy zobaczył moje usta przylegające do ust Ross'a.
-Co?!- oderwałam się od chłopaka i krzyknęłam. Nick i ja byliśmy TYLKO przyjaciółmi, więc nie wyobrażam sobie związku z nim. -Tato, ale ja kocham Ross'a.-wtuliłam się w chłopaka.
-No i co? Trochę za późno nam to mówisz. Decyzje rady są nieodwracalne w tej kwestii. Ross ożeni się z Courtney.
-Nigdy!-krzyknął.
-A bo co?
-A bo to że uciekamy.- wziął mnie za rękę i pociągnął do mojego pokoju. Gdy spakowałam swoje rzeczy wyszliśmy z domu. To samo zrobiliśmy u niego,
-I co teraz? Może pomieszkamy u Vanessy?-zapytałam.
-To niezły pomysł.- po tym udaliśmy się w stronę samochodu Ross'a. Po spakowaniu wszystkiego pojechaliśmy do mojej siostry.
<Rok później>
Ja i Ross mieszkamy w LA nieopodal Vanessy i Rikera, który jak się okazało jest bratem Ross'a. Ross prowadzi własną firmę, a ja zajmuję się naszą willą. Zerwałam kontakt z Nick'iem i rodzicami. Nie żałuję tego. Za dwa miesiące biorę ślub z Ross'em.
------------------------------------------------------
Taki One Short z okazji 1000 wyświetleń. Dziękuje kochani <3 Jesteście cudowni. Dziękuje za każdy komentarz. Nie mam talentu do OSów, więc wyszedł taki średni :/ Co sądzicie? Pisać więcej One Shortów? Proszę o wyrażenie opinii.
KOMENYUJESZ=MOTYWUJESZ
Gratulacje Klaudia :D
OdpowiedzUsuńŚliczny ci wyszedł <3
Taak pisz więcej :)
Dziękuje <3
Usuń