wtorek, 18 sierpnia 2015

Rozdział 14

*Oczami Ross'a*
Był już wieczór. Spędziłem z Maią całe popołudnie. Właśnie wracam ze spaceru, na który wybraliśmy się po kawie. Wyobrażam sobie sytuację w hotelu. Lau, Ryd i Ness oglądają romanse, Rokcliff żrą żelki, a Rik z RyRym poszli na imprezę. Szedłem w ciszy, którą przerwał mój telefon. Dzwonił Riker, więc bez zastanowienia odebrałem. W głośniku usłyszałem nie tylko głos brata, ale także głośną muzykę. Rik krzyczał:
-Rossy bierz Ell i Rock'a i na dziką imprezkę do mnie. Jestem w "Alexa Night Club".
-Ok.- zgodziłem się ponieważ nie miałem nic do stracenia, a nie chciałem też spotykać teraz Marano.- A Ryland?
-On został, bo gada z kolegą na Skype.
-Zastanawiam się jakiej płci ten kolega.-zaśmiałem się pod nosem.
-Nie ważne. Marsz po nich.- po tym rozkazie brat się rozłączył. Zadzwoniłem do chłopaków i powiadomiłem, że idziemy na melanż. Po kilkunastu minutach byliśmy w klubie. Przywitała nas naprawdę głośna muzyka. Od razu spostrzegłem znajomą blond czuprynę przy barze. Podszedłem nizwłocznie. Chłopaki zrobili to samo. Po kilkuminutowej rozmowie zaczęliśmy zamawiać drinki.

*Oczami Rydel*
-Aww... Chcę klona Leonarda DiCaprio z Titanic'a.- powiedziała Van. Oglądałyśmy film o najsłynniejszym, najbardziej tajemniczym statku- Titanicu.
-No wiesz, Riker mi go średnio przypomina- zażartowała młodsza Marano.
-To bardziej mieszanka Ross'a z Ellingtonem plus umysł Rikera.- postanowiłam pociągnąć. Nasz chichot przerwał mój telefon. Dzwonił Ellington:
-Witam. Mam przyjemność z panią Rydel Lynch, Laurą Marano i Vanessą Marano?- spytał obcy głos. W tle była głośna muzyka, więc domyśliłam się, że chłopaki wybrali się do klubu.
-Tak. Wezmę na głośnomówiący.- wcisnęłam odpowiednią opcję.- Proszę mówić.
-A więc mężowie pań i ich kolega przedawkowali alkohol i zachowują się karygodnie.
-WTF? JACY MĘŻOWIE?- szepnęła pod nosem Vanny. Barman kontynuował:
-Czy byłaby możliwość odebrania ich z klubu?
-Oczywiście. Czy mógłby pan wysłać nam adres smsem?
-Dobrze.- rozłączyłam się.
-Czyli nie dokończymy Titanica.- stwierdziła ze smutkiem Laura.
-Raczej nie. Idę się jakoś ubrać. Pojechałybyście mi pomóc?
-Oczywiście. Nie możemy odmówić pomocy "mężom".- przy ostatnim słowie Vanessa zrobiła w powietrzu cudzysłów.
-Dobra. Jak będę miała chwilę obudzę Rylanda.
-Ok.
<Piętnaście minut później>
Wszyscy byli już ubrani. Czekaliśmy na taksówkę, która zawiezie nas do klubu.

*Oczami Laury*
<W klubie>
Weszliśmy do ciemnego pomieszczenia z kilkoma kulami dyskotekowymi. Podeszłyśmy do baru.
-Rydel Lynch?- spytał barman.
-Tak, skąd pan wie?
-Ellington opowiadał o pani.
-Aha. A czy możemy wiedzieć gdzie te tułmany się włóczą?- spytała wściekła Vanessa.
-Ellington poszedł na scenę, Ross dosiadł się do jakiś dziewczyn i wmawia im, że powinny być jak jego żona, a Riker stoi w kolejce do kasyna. Rocky natomiast droczy się z barmanką na drugiej stronie klubu.
-Pozwól, że poprawię. Żadna z nas nie jest żoną któregoś z nich. A tak by the way skąd znasz ich imiona?- chłopak nie mógł odpowiedzieć, ponieważ przerwał mu głos rozchodzący się po sali. Należał do Ellingtona!!! Tak, Ella.
-A teraz chciałbym zadedykować tę piosenkę mojej i tylko mojej Rydel Lynch.- nagle reflektor powędrował na wspomnianą dziewczynę i z głośników zaczął lecieć podkład muzyczny. Jak się okazało "When I was your man" Bruna Marsa, którą Ratliff oczywiście śpiewał. Rydel stała nieruchomo czerwieniąc się ze złości. Kiedy skończył Delly krzyknęła :
-Odwal się ode mnie, ty alfonsie!!!- po czym poszła szukać chyba Rocky'ego. Szepnęła wcześniej jeszcze coś do Rylnada i wyszła. RyRy pobiegł po Rat'a, którego sprowadził ze sceny i pociągnął do taksówki. Van ulotniła się do kolejki wejść do kasyna a ja postanowiłam odciągnąć Ross'a od lasek, z którymi siedział. Pociągnęłam go za rękaw bluzy, a on skomentował to tak:
-Coś ty taka ostra Lau? Zazdrosna? No bo wiesz, jestem cudny i boski.- po chwili zwrócił się do dziewczyn- A więc to jest Laura, czyli ideał piękna. I wiecie co? Zaraz da mi buziaka.- stanął przede mną i przysunął do siebie. Nasze twarze dzieliła kilkucentymetrowa różnica i czułam jego okropny odór alkoholowy. Przybliżył się coraz bardziej, a ja nie miałam zamiaru go całować, dlatego kopnęłam go w krocze. (wiem, to psycho, ale cóż... Na razie nie ma co liczyć na first kissy. A przynajmniej Lau i Ross'a.~ od aut.)



------------------------------------------------------------------------------------
Witam państwa :) Dziś rozdział wyjątkowo krótki, ponieważ bardzo chciałam zakończyć na kopnięciu przez Laurę Ross'a. Miałam jakiś psycho humor, więc dlatego mamy takie dziwactwa. Kłótnia Rydellington :( No to next już niedługo :) Pa <3
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

4 komentarze:

  1. Dzisiaj cały dzień latałam od instagrama do twittera, bo moi fioletowi przylecieli <3
    Ale wracając do rozdziału, nadal jestem zła na Rossa za Maię xd
    Hahaha pijani mężowie :D
    I efektowny koniec xd
    Czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pjona :* Oj, zdradzę, że będzie jeszcze gorzej... Klub wymyślałam na poczekaniu, a te pomysły są najbardziej crazy :)

      Usuń
  2. Czy link/ button został dodany na blogu?
    Blog zostanie przyjęty do spisu po jego udostępnieniu.
    -Blogeria.

    OdpowiedzUsuń