*Oczami Laury*
<Nadal w domu Lynch'ów>
-Mam super pomysł!!!- krzyczała Vanessa.
-Jaki?- zapytałam z zainteresowaniem.
-Powiem tylko tobie i Ryd.- powiedziała przybliżając się do mojego ucha.
-Już jakieś tajemnice...- westchnął Ross.- Założę się, że coś przeciwko mnie bądź chłopakom.
-Rossy, ty mój braciszku...- zaczęła słodko Delly, ale po chwili zmieniła ton głosu na straszny, ponury- rusz się i zapakuj wszystkie walizki do samochodu.- chłopakowi zrzędła mina, ale mimo to poszedł po bagaże.
-Tak Van?- zaczęłam, gdy już zrobiłyśmy mini kółko i chciałyśmy się dowiedzieć co wymyśliła Ness.
-A więc Dells, jeżeli to możliwe pozwól mu jechać, a ja zrobię mu kilka zdjęć za kierownicą twego różowego auta.- zaśmiałyśmy się złowieszczo, a potem zadałam pytanie:
-Czy to zemsta za schody? Co z Ell'em i Rocky'm?
-Tak, to za to.- uśmiechnęła się i po chwili zastanowienia dodała- Może by tak te żelki wymienić (i potem oczywiście dostarczyć Smile and Dream xD ~ od aut.) na... hmm...
-Na kwiatki.- zaśmiała się siostra Lynch'ów.- Ellington jest tak, głupi więc złapie się, że są od Rocky'iego.- wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.
-Tylko to robimy w Rzymie, tak?- zapytałam.
-Koniec obrad tej zabójczej trójki!- krzyknął Rossy. -Wsiadać!
-Dobra, zaraz bo chyba zapomniałam swojej ulubionej szminki.- krzyknęła Ryd. Ona wiedziała, jak zacząć tą rozróbę... W czasie gdy dziewczyna niby szukała pomadki Vanka podeszła przed samochód. Oczywiście z telefonem. Udawała, że gra na telefonie, a tak naprawdę cykała mu zdjęcia w różowym samochodzie. Niestety nie wiem co dalej chce z nimi zrobić.
-Już mam spakowaną!- powiedziała Rydel szybko wychodząc z domu. W samochodzie Nessie pokazała nam fotki, które wyglądały naprawdę śmiesznie. Wszystkie chichrałyśmy się jak wariatki.
-Co znowu wam tak do śmiechu? -spytał spokojny i skupiony na drodze Ross.
-A to, że korzystamy z ostatnich minut życia. Bo znając ciebie...- powiedziała z sarkazmem Ryd.
-Oj, bez przesady...- odpowiedział blondyn. Byłyśmy już na miejscu. Rydel szybko wysiadła. Tak samo jak Van. Nie zważając na walizki, nasze prośby i błagania pobiegły zabić Rikera. Ja jedyna postanowiłam pomóc najmłodszemu Lynch'owi.( ops... przecież to Ryland jest najmłodszy, więc muszę się odzwyczaić od mówienia tak na Ross'a). Wzięłam walizki Vanessy, Lunę, czyli gitarę Ross'a Nie rozumiem jak można nazywać instrumenty... I mówić, że się je kocha. Ale teraz nie o tym. A więc jak mówiłam wzięłam gitarę, bagaże Nessii i walizkę żelek. Resztę zabrał Rossy.
-Nie za ciężko ci to nieść? Chyba trochę za dużo dałem ci tych walizek. Coś od ciebie wziąć?-pytał z troską.
-Nie. No coś ty. Nie pozwolę ci na noszenie 23 rzeczy. I tak masz 17 bagaży.
-Nie wiem szczerze jakim cudem tyle nosisz. Wiem, nie jestem dżentelmenem. Powinienem to sam targać.- czy on jest nierozumny? Przecież mówiłam, że mam za mało. Dalej już nic nie mówiąc udaliśmy się w stronę Rikera, dziewczyn i Ryland'a.
-Van, Lau to jest Ryland.- zaczęła przedstawiać nam ( ku mojemu zdziwieniu) bruneta średniego wzrostu. Z Lynch'ów których dotychczas poznałam najbardziej podobny był do Rocky'iego. -a RyRy to Laura i Vanessa Marano, czyli wkrótce nasze współlokatorki.- tym razem Ryd zwróciła się do brata. Podaliśmy sobie z uśmiechem ręce. Miłą atmosferę zepsuł Rik i Dells. Dziewczyna goniła brata za dzisiejszy numer z Rylandem. Przynajmniej tak mi się wydaje... Nigdy nie pojmę Lynch'ów.
*Oczami Rikera*
No i pięknie... Zachowuje się jak mały chłopczyk. Na dodatek przy Vanessie. Muszę spróbować spoważnieć. Ale kiedy to się stanie? No cóż. Zamiast dzielić się z wami jakimiś nudnymi myślami najstarszego Lynch'a powiem co się działo dalej. A więc poszliśmy do odprawy. Ellington dał paczkę żelek, aby pozwolono mu przewieść słodycze i jego picie. Uszczęśliwieni Rock, Ell i RyRy chcieli od razu wparadować samolotu, ale Rydel ich zatrzymała i zebrała nas w jedno miejsce.
-A więc sprawy organizacyjne. W samolocie ja siedzę z Van, Ell z Rocky'im Laura z Ross'em a Ryland z Rikiem.- wyjaśniła Delly.
-Ok, a kto w którym miejscu? zapytał Rossy.
-Na biletach macie miejsca. Jak można być takim tępym?- westchnąłem.
-No to wsiadamy. Chodźcie.- powiedziałem, po czym wszyscy znaleźliśmy się w maszynie.
<Kilka godzin potem>
Wszyscy znużeni podróżą zasnęli. Zostałem tylko ja, Ross i Vanka. - z nudów zadzwoniłem do Rossy'iego.
-Jak tam się miewa mój prawie najmłodszy brat?
-Trochę mu się nudzi. A najstarszy, najodpowiedzialniejszy i najgłupszy Rikuś?- zapytał z ironią chłopak.
-Wcale nie głupi.- odezwała się Ness siedząca przed Rossem.
-Oooo...- zabuczał- Może od razu zostańcie parą? Nie będzie zbędnych cyrków i ja zapytam za Rikera.- ja mu dam pytanie za Rikera!!! Co za brat?!! - Vanessa zostaniesz dziewczyną Rika?- zwrócił się do dziewczyny.
-Odpowiem jak on mnie zapyta, ale na pewno nie ty w jego imieniu!- uśmiechnęła się do mnie Nessa.- Gdyby pytał Ell odpowiedziałabym.- zaśmiała się. Spojrzałem na nią z przepraszającym wzrokiem, jednak dziewczyna nie przejęła się sytuacją i mi wybaczyła za tego szczeniaka. Niech no tylko poczeka jak obudzi się Laura... Będzie źle. Przynajmniej dla niego. Potem zacząłem smsować z Vanessą.:
-"Hej :3 Sorry za tego szczeniaka. On jest niezrównoważony psychicznie..."-napisałem.
-"Spox. Nic się nie stało ;) Pamiętam gdy Lau wycinała mi takie numery. Lepiej tego nie wspominać xD"- dostałem odpowiedź. Potem popisaliśmy jeszcze o jakiś drobnostkach. Tak minęło moje kolejne pół godziny.
*Oczami Vanessy*
Przed chwilą skończyłam pisać z Rikiem. Utwierdzam się w przekonaniu, że jest bardzo fajnym, miłym chłopakiem. Tsaa... Teraz Vanessa mówi o sobie w trzeciej osobie i jak stara babcia. Nie ważne. Opowiem co wydarzyło się dalej. A więc nie zdążyłam nawet schować telefonu i usłyszałam swój dzwonek, czyli "Updown Funk". Bez zastanowienia odebrałam.
-Witam. Czy dodzwoniłem się do Laury bądź Vanessy Marano?
-Tak, to ja Vanessa Marano.
-Mam dla pani bardzo smutną wiadomość. Pani ojciec Damiano Marano umarł tydzień temu. Już po pogrzebie. Mam dla pań wiadomość. że obydwie w spadku dostajecie po 10 mln dolarów, które są już przelane na wasze konta i willę w Sydney.
-Dziękuje za informację. Gdzie został pochowany?- zapytałam, po czym poczułam, że po moim policzku spłynęła łza.
-W Australii. W banku w Kalifornii będziecie mogły odebrać klucze do domu.
-Jeszcze raz dziękuje. Jadę aktualnie na wakacje, ale po przyjeździe na pewno zawitam do banku.- rozłączyłam się. Byłam zapłakana. Po chwili zadzwonił Riker.
-Van co się stało? Czemu płaczesz?
-Nasz ojciec umarł.- kolejna porcja łez wypłynęła z moich oczu.
-Jejciu Vanessa. Trzymaj się. Wiemy jak to jest stracić rodzinę.- w naszą rozmowę wciął się Ross.
-Nie waż się porównywać tych sytuacji. Wy mieszkaliście z rodzicami, kochaliście się, tworzyliście rodzinę.- powiedziałam oburzona. W jednej chwili przechodziło przeze mnie tysiąc myśli.
-Co się stało? Vanessa, czemu płaczesz?- usłyszałam znajomy głosy, który należał do Rydel. Jak się okazało blondynka się obudziła.
-Nie Ness, ja jej powiem. Wiem ile to ciebie kosztuje. - powiedział z troską Riker. On zawsze wie co zrobić. Po wysłuchaniu krótkiej historii Delly od razu zapytała:
-A Laura? Ona wie?
-Nie, jeszcze nie. przecież śpi. - usłyszałyśmy z tyłu głos Ross'a.
-Jak ona to zniesie? Wiemy, jakie drastyczne przeżycia miała po stracie matki.- zapytał mój bohater- Rik.
-Myślę, że tu będzie prościej. Ona pamięta ojca przez mgłę, natomiast ja doskonale.- zasmuciłam się. Zapowiadają się okropne wakacje, a jedziemy do tak pięknego miejsca.
*Oczami Laury*
Obudziłam się z głową na książce. Cała nasza ekipa już nie spała. Mieli jakieś inne miny. Takie bardziej zasmucone, a moja siostra zapłakana. Nie wiedziałam co się dzieje. Zaniemówiłam. Trwaliśmy w ciszy. Siedzący obok mnie Ross po prostu prawie zemdlał na mój widok. Coś nie tak z moim wyglądem? Spojrzałam w lustero. Zauważyłam, że nic się nie zmieniło. Ciszę przerwał Ellington:
-Nie przełknę ani jednego żelka- powiedział z (jeżeli dobrze wyczytałam z twarzy) przerażeniem. Ell nie chce żelków? Sprawa musi być poważna. Tak myśląc i się rozglądając spędziłam piętnaście minut. Sama postanowiła postanowiłam przerwać tę nieludzką, chorą ciszę:
-Co się do cholery dzieje?- zaczęłam ze złości przeklinać.
-Van.. spokojnie.- powiedział Riker do dygotającej ze smutku Nessy. Jego głos działał na nią kojąco.- Ja z Ross'em jej powiemy.- powiedział, po czym spojrzał na mnie.- Posłuchaj Lauro...- nie mógł skończyć, więc wyręczył go młodszy blondyn:
-Twój tata nie żyje.
------------------------------------------------------------------------
Tak trochę dramatyczny rozdział. W kolejnym muszę posłużyć się Ell'em, Rocky'm i RyRy'm. Zdradzę wam, że on też będzie szaleńcem w rodzaju tamtych dwóch. Mamy pierwszy zgon :( Bohaterów do zakładki mam dopiero 4 czy 5. Dobra, ale teraz nie o tym Chciałabym wam podziękować za wszystkie komy ( szczególnie jedynej osobie komentującej, czyli Smile and Dream) Mam nadzieję, że inni też pozostawią jakieś. Ale najbardziej dziękuje za przedwczorajsze 105 wyświetleń i dzisiejsze 77. Na drugim blogu też jest ich sporo. Dziękuje wam z całego serca <33 Statystyki sprawiają, że aż chce się pisać. Do napisania!
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Ale ty szybko to piszesz, nie nadążam komentować xd (oczywiście to bardzo dobrze :D)
OdpowiedzUsuńKocham cię kobieto za te żelki! Hahaha
Czemuu go zabiłaś? :'(
Rozdział cudowny, czekam na next ^.^
Dziękuje za miłe słowa :) Zabiłam ojca dziewczyn aby (może to trochę dziwnie zabrzmieć) aby pozyskać kasę na te wyjazdy itp. itd. :D
Usuń