piątek, 17 lipca 2015

Rozdział 3

 Post dedykowany najlepszej czytelniczce na świecie, czyli Smile and Dream <3


*Oczami Laury*
Drzwi do mieszkania otworzył nam Riker.
-Siemanko!- krzyknął, po czym ja i siostra się zaśmiałyśmy.
- Hej.- odpowiedziałyśmy razem. Po chwili odchylił drzwi i wpuścił nas do mieszkania.
-Rik, czemu mnie nie zawołałeś? -zapytała Rydel, którą zobaczyłyśmy w kuchni.
-Cześć kochane.-podbiegła do nas i się przytuliłyśmy.-Na co czekacie? Siadajcie!- powiedziała i wskazała miejsca.Ja siadłam na przeciw Rikera a Van Ross'a. Chłopaki coś tam szeptali, ale nie wiem co.

*Oczami Rikera*
-Ross, weź się zamień miejscem. Please.- szepnąłem do brata.
-Czemu? To aż tak ważne?
- Tak, bo chce siedzieć przed Vanessą.
-No dobra.- brat wstał i zamieniliśmy się miejscami i było tak jak planowaliśmy. Moja siostra przyszła po chwili z kolacją. Dziś jedliśmy spagetti. Ja siedziałem spokojnie, bo szczerze chciałem dobrze wypaść przed Ness. Jednak Rocky i Ell nie wytrzymali piętnastu minut i zaczęli się kłócić.
- A masz!- powiedział Rocky rzucając w "brata" posiłkiem.
-A to przepraszam za co?-zapytał Ellington.
-A za to, że gdy ostatnio jedliśmy żelki misie to wyjadłeś wszystkie pomarańczowe.
-Jak nie ma o co się kłócić, to trzeba się kłócić o żelki...-westchnął Ross.
-Ale on zjadł najlepszy smak, i to najlepszych żelków.- usprawiedliwiał się Rocky.
-No i? A zresztą... Bijcie się to Rydel was potem zabije...- powiedział po raz kolejny Ross.
- No dobra, pokój?- zapytał Ell.
-Jasne.- podali sobie ręce.
-Oj, Delly... Co ty z nimi masz.- powiedziała Van.
-O żelki? Serio?- spytała Lau.
-No wiesz, w tej rodzinie normalni są tylko ja, może Ross i Rydel.- wytłumaczyłem.
-Nie żadne może, tylko tak.- poprawił go najmłodszy blondyn, a ja cicho zachichotałam.
-A więc Rik nie miał racji, wszyscy są walnięci.- powiedziała dziewczyna. Tak sobie rozmawiając dokończyliśmy posiłek.
-To co teraz robimy?- spytałem.
-O ja wiem!!!-krzyczał Ross, gdy wszyscy jeszcze się zastanawiali. Szczerze, to byłem przerażony. Jak Ross coś wymyśli zwykle się źle kończy.
-No oświeć nas.-powiedziała trochę poirytowana Vanessa, ale ona nawet jak się złości wygląda ślicznie.
-Gramy w...- trzymał wszystkich w niepewności, ale ja wiedziałem, że powie w balony.-Rikusiu, nie w balony, lecz w butelkę!!!-krzyknął. Skąd wiedział, że myślę o balonach? A zresztą nieważne.
-No dobra, ale bez głupich wybryków.-ostrzegła Rydel.- Chodzi mi tu o całowanie, rozbieranie się itp.
- Ale czemu? Fanty muszą być!- z dziewczyną nie zgadzał się Ell.
-No to tylko chłopaki.- zaśmiała się Delly.

*Oczami Rydel*
Jak ja bym chciała ich wszystkich pozabijać... Oczywiście oprócz Lau i Van. Fanty? Butelka? Serio? Chyba zrobię im zakaz żelek. Nie ważne. Idę grać z nimi w tę butelkę.
-Rydel, moja kochana siostrzyczko przynieś jakąś butelkę. Plosie.- powiedział Ross.
-Jak coś chcesz to kochana, tak? Jesteś najmłodszy, więc ty się rusz!
-Ale Laura jest w moim wieku.- że what? Gość ma mu przynosić butelkę? Mój brat zwariował. Spojrzałam na Laurę przepraszającym wzrokiem a ona się uśmiechnęła.
-No dobra, dawaj datę urodzenia.-powiedziała Laura.
-29 grudnia a co?
-A to, że ty jesteś najmłodszy. Ja urodziłam się 29 listopada.
-Mamo, czemu nie urodziłaś mnie miesiąc wcześniej?!- zapytał smutnym głosem Ross.
-Sorki Lau, ale ten pacan sam się nie ruszy. Pójdziesz z nim?- zapytałam niepewnie.
-Jasne. Skoro to takie dziecko, to nie mam innego wyjścia.- zaśmiała się.
-Ja ci dam dziecko!-krzyknął Ross, po czym zaczął ją gonić.

*Oczami Laury*
Kurde, czemu ja nie posłuchałam Van? Teraz Lynch mnie ściga, a ja jestem w szpilkach. Nie mogę ich zdjąć. No to pięknie, tym bardziej, że jednyna droga ucieczki to schody na górę. Ryzykuje. Gdy tak biegłam potknęłam się o coś lub źle stanęłam i zaczęłam spadać. Nagle czyjeś ręce mnie złapały. Jak się okazało były Ross'a. Blondyn spojrzał mi w oczy i szepnął:
-Dobrze ci radzę, nie zaczynaj z Ross'em Lynch'em.
-Dobra, spróbuję. Sorry za to dziecko. A czy mógłbyś mnie postawić?- zapytałam, ponieważ wziął mnie na ręce.
-Przeprosiny przyjmuję ale z tym drugim się zastanowię.- zaśmiał się brązowooki.
- Stawiaj mnie w tej chwili!- krzyknęłam.
-Nie, na pewno nie w tych butach i na schodach.
- A bo co?- po chwili zastanowienia dodałam- Aaaa... Już rozumiem. Boisz się o mnie.
- Może i... Ale bardziej martwię się o swoją mordkę, której możesz już nie zobaczysz jak by ci się coś stało. Rydel by mnie zabiła i moich braci przy okazji też. - powiedział, po czym zmierzał na górę ze mną na rękach.  Naszą rozmowę przerwała nam reszta, która czekała na butelkę.
-Młodzieży, przynieście butelkę!- krzyknęła Vanessa z Rikerem.
-Ok. Ross weź jakąś butelkę. - poprosiłam nowego kolegę.
-Weźmiemy ją z mojego pokoju. Co ty na to?
-Ok.- zgodziłam się. Rozglądałam się chwilę i zauważyłam te same drzwi, co u mnie w pokoju.
-O, właśnie. Prawie zapomniałem. Idź zmień te buty na jakieś trampki lub baleriny. Możesz przejść tedy.- wskazał na wejście do mojego pokoju. Ja szybko się tam udałam i poszłam do swoje różowe vansy. Wyglądały tak:
-Idziemy?-zwróciłam się do Ross'a. 
-Aha. Widzę, że jesteś perfekcjonistką jak moja siostra.- uśmiechnął się spoglądając na buty. 
-Może trochę.W końcu strój musi być perfekcyjny.- odpowiedziałam i wyszliśmy z pokoju chłopaka. Ja w zmienionych butach a on z butelką. Tym razem nikt mnie nie znosił. 
-Co tak długo?- zapytała Vanessa, gdy przyszliśmy 
-Nic. Tylko prawie spadłam ze schodów. Poszłam zmienić buty itd. itp.
-Dobra, nie ważne. Zaczynamy!- powiedział Rocky.
-Ok. Niech zacznie Rydel.- stwierdził Rik. Delly zakręciła butelką. Wypadło na Ell'a. 
-Wybieram wyzwanie.- od razu powiedział wytypowany przez Rydel chłopak.
-Ok, a więc oświadcz się Rocky'iemu.- powiedziała po czym wszyscy się zaśmialiśmy. Pożyczył pierścionek Nessy i ukląkł przed przyjacielem, który kilka sekund wcześniej wstał. 
-A więc... -westchnął- Czy ty Rocky Lynch zechcesz zostać- tu się zastanowił chwilę i powiedział- moją żoną?- każdy z nas wybuchł śmiechem, nawet wykonawca zadania i jego "przyszła żona".
-Od kiedy to jestem babą?- spytał poddenerwowany Rocky. 
-A chyba od dziś. - powiedziałam. 
-Sorki, ale ja chcę mieć żonę, więc o to zapytałem.- tłumaczył się żelkoholik. (nawet nie wiem czy to słowo istnieje xD ~ od aut.) 
-Ok, powiedzmy, że zaliczmy, choć nie znamy odpowiedzi Rocky'iego.
-No to drogi ty mój Ell;u. Oczywiście!- zwrócił się do Ellingtona Rocky. Oczywiście z ironią w głosie.
-Serio?- zapytał z nadzieją Ratliff. 
-Nie.- odpowiedział ponuro "kandydat na żonę". 
- Dobra starczy. Kręcisz Ell?- spytała Van podając butelkę chłopakowi. On oczywiście ją przyjął. Wykręcił Rocy'iego, który przed zapytaniem wykrzyczał:
-Ja chcę naprawdę hardkorowe wyzwanie!
-Dobra, to wyznaj miłość czemukolwiek.- jak się pewne domyślacie jedyną miłością Rock'a były żelki, więc poszed do kuchni i przyniósł paczkę przysmaku. Zaczął swe przemówienie, które nie wiadomo czemu miał na kartce przechowywanej w kieszeni jego dżinsów. Czytał:
-Kochane żelki, dzięki wam wiem, co to miłość. Jesteście największym szczęściem jakie mnie w życiu spotkało.- gdy skończył swój krótki poemat wszyscy wybuchliśmy głośnym śmiechem. Gorszym, niż ten podczas oświadczyn. Rodzeństwo Rydel i ona wydawali się super! 
-Dobra Romeo, kończ to bo się ze śmiechu posiusiam.- krzyknęłam, podczas gdy on całował opakowanie słodyczy. 
-Ok, to teraz ja sobie zakręcę. -powiedział podnosząc butelkę. Wieczko naczynia zwróciło się ku Ross'owi siedzącemu koło mnie.
-No cóż... Wybieram wyzwanie.
-Weź Laurę na ręce i wskocz z nią do basenu!- krzyknął ze złowieszczym śmiechem Rocky. 
-Ale czemu akurat mnie? Jest jeszcze Delly i Van!- krzyknęłam.
-No bo mam takie widzi mi się. 
-Nie!- wrzeszczał Ross- nie zrobię tego!
- Chłopaki. Miało być bez głupich numerów! - przypomniała widocznie Rydel. Wszyscy się przekrzykiwaliśmy. 
-Mam pomysł. Podaj trzy powody dla których nie miał byś wykonać zadania.- powiedział Riker. Najmłodszy Lynch chwilę się zastanowił i powiedział:
- Po pierwsze jest za zimno, po drugie zrobiłbym to sam, po trzecie Lau dziś ślicznie wygląda- spojrzał na mnie i kontynuował- po czwarte jestem dżentelmenem i nie robię nic mimo woli dziewczyny, po piąte wrzuciłbym tam lepiej Rika bądź Ell'a, bo oni na to zasługują, a Laura jeszcze nie. 
-Dobra, już rozumiemy. A tak by the way czemu Laura na to nie zasługuje? Nazwała cię dzieckiem i miała słuszność- powiedział Rocky
-A dla tego, ze jesteśmy kwita, bo ja dziś ją też wkurzyłem. A poza tym nie chcę. I jeszcze jeden powód. Mam dość noszenia Laury na dziś.- wymsknęło się brązowookiemu. 
-Serio? - zapytali wszyscy Lynch'owie i Vanka.
-Tak, no bo uratowałem ją przed wypadkiem na schodach i potem przeniosłem na górę.- powiedział jakby nigdy nic. Reszta zaczęła robić brewki. 
-Dobra. To dawaj fanta!-krzyczała Ryd.
- Koszulkę?-spytał Ross, a jego rodzeństwo pokiwało twierdząco głową. Zdjął koszulkę i położył w środku naszego koła. 
-Przepraszam Ross, to przeze mnie musiałeś oddać fant. A tak w ogóle, to dziękuje, za to, że nie wylądowałam w basenie.- szepnęłam mu do ucha, a wszyscy zaczęli robić mniej więcej taki gest:

----------------------------------
Siemka miśki! Zaczęłam wątek Ross'a i Laury. Mam nadzieję, że ten dość długi rozdział wam się spodobał. Tutaj było trochę szaleństwa, za co przepraszam. Rocky i Ell... To na nich wyżywam się w szaleństwem. 
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ


2 komentarze:

  1. Jaa kochana jesteś ❤
    Hahaha i te żelki xd
    Złapał ją tak słodkoo
    Żelkoholik, teraz już wiem kim jestem! :D
    Dawaj nexta bo się robi fajnie xdd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej ty :) Nie sądziłam, że ktoś może czytać moje wypociny. Next już prawie skończony ♥

      Usuń